Nienawistna Ósemka – Pechowa Ósemka

Podczas lektury gazet i oglądania telewizji mam ostatnio poczucie wszechogarniającego wpływu polityki i konfliktu światopoglądowego. Wybierając się do kina, mam ochotę odpocząć od tego zgiełku. Nienawistna ósemka – film reżysera, który był dla mnie zawsze bogiem, nie pozwala mi na chwilę wytchnienia, zaskakująco próbuje opowiedzieć o dzisiejszej Ameryce. Czy postmodernistyczny pastisz pasuje do takich historii? Czy nie doprowadziło to do wtórności najnowszej produkcji Quentina Tarantino?

Powtórka z rozrywki

Tomasz Raczek, pisząc o filmie, powiedział, że nie jest to obraz dla ludzi posiadających ,,choćby odrobinę konserwatywnego mieszczaństwa”. Z pewnością nie należę do takich osób. Wieść o spaleniu fortu południowców przyjmuję jak John Ruth – gromkim śmiechem, smakuję grad pocisków szukających odbiorcy, a słowne pojedynki śledzę niczym koneser szermierki. Sprawiło to, że wyprawa w góry Wyoming nie była czasem straconym, ale, co z przykrością muszę stwierdzić, zwiedzałem dawno przetarte szlaki. Czułem, że oglądam hybrydę dzieł Amerykanina, z której wyssano całą świeżość – strzelanina podobna do barowej wymiany w Bękartach wojny, gra (chwilami) jak w Pulp Fiction, a cała fabuła wraz z zakończeniem to nic innego, jak Wściekłe Psy.

Przyczyną klęski jest podjęta przez autora próba połączenia swojego autorskiego stylu z poważną, humanistyczną wymową. Dwa składniki pasują do siebie, jak obsadzenie Samuela L. Jacksona w roli baletnicy. Reżyser wspominał, że najpopularniejszy gatunek kina amerykańskiego – western – zawsze mówił więcej o współczesności niż niejeden film, którego akcja toczy się w teraźniejszości. Sklep różności Minnie jest miniaturką dzisiejszej Ameryki, w której nadal brzmią echa wojny secesyjnej. Podobnie jak w Django czy Bękartach wojny wiemy, która strona konfliktu ma rację. Reżyser w wywiadzie dla The Telegraph mówi: „Flaga konfederacji to taka nasza amerykańska swastyka.”, Samuel L. Jackson pyta retorycznie: ,,Nie wiesz, jakie ciężkie jest życie czarnych w Ameryce?”, a Szeryf Maninix wygłasza szokującą tezę: ,,Bo kiedy czarnuchy się boją, wtedy biali są bezpieczni.” Film opowiadający o tym problemie jest niewątpliwie potrzebny, jednak wątpię, żeby jego twórcą miał być Tarantino. Do końca nawet nie wiemy, czy obraz przemawia do nas z powagą, czy drwi. Finał, mówiący o sojuszu dwóch bohaterów, przedstawicieli południa i północy, jest po prostu naiwny. List Abrahama Lincolna to fikcja – dobre rady Wujka Sama.

TH8-AC-00027_0b512b1f22

Nienawistna Ósemka – Czy zatańczymy jak nam zagrają?

Jedno w tym wszystkim jest przerażające – mimo wszystko widzowie tłumnie wybiorą się na film za sprawą wielkiego nazwiska autora. Prawdopodobnie nie przypadnie im do gustu, ale będą mówić: „co jak co, ale to Tarantino”. Może to i dobrze, bo w dzisiejszych czasach kino zarośniętych brutali z zachodu jest dobrą odskocznią od głównego nurtu. Jednak ten reżyser to postać – symbol, która utożsamiała idee kina dla widza. W 1994 roku fala złości wylała się na jurorów Złotej Palmy po przyznaniu najwyższej nagrody Pulp Fiction. Obraz Quentina pokonał artystyczne Trzy kolory: Czerwony – wygrało dzieło czarujące publiczność, a nie skostniałych krytyków. Gdy mniejszość konserwatywnych widzów próbowała zakłócić projekcję, reżyser w obronie siebie, wolności i widzów wstał i wyciągnął środkowy palec. Należy się zastanowić, czy nie wpadamy w podobną pułapkę jak cześć widzów w latach 90. (opcja pro – Kieślowski), czy nie wyróżniamy filmów, które należy wielbić z racji nazwiska autora. Niedawne protesty Zrzeszenia Policjantów nie miały wpływu na losy Nienawistnej Ósemki, niech więc zadecyduje o nich największa siła kina – świadomi widzowie.

Mateusz Deryło

Share With:
Inline
Inline