Nosferatu – Symfonia grozy, Dracula, Frankenstein, Koszmar z Ulicy Wiązów, Lśnienie, Milczenie Owiec to tylko jedne z nielicznych tytułów znanych na całym świecie arcydzieł kina grozy. Pomimo niezliczonej ilości filmów tego gatunku, które co roku trafiają do kin, dzieła z przed trzydziestu, czterdziestu, a niekiedy nawet dziewięćdziesięciu lat, wciąż wiodą prym w zestawieniach najlepszych horrorów wszech czasów. Czyż nie ma lepszej okazji, by przyjrzeć się fenomenowi horroru niż Halloween?

Dzisiejszy Homo Popcornicus jest rozpieszczony. W kinach serwuje mu się starannie przygotowane filmowe dania, które są uciechą zarówno dla jego oczu, uszu jak i czasem dla pozostałych zmysłów (w przypadku gdy chodzi na filmy 5, 10 czy 15D). Nie zawsze jednak więcej i staranniej oznacza lepiej. I tak jak w prawdziwym życiu czasem nachodzi nas potrzeba zjedzenia soczystego kebaba z jakiejś obskurnej przydrożnej budki, tak czasem potrzebujemy czegoś prostego i dosadnego, pozwalającego zanurzyć się bez zbędnych ceregieli w świecie stworzonym przez filmowców. Odpowiedzią na ten głód mogą być filmy typu found footage.

Większość aktorów i aktorek posiada rozpoznawalne artystyczne emploi, które dominuje nad kostiumami czy charakteryzacją. Można postarzać, odmładzać, ubierać w kryzy, gorsety, falbany, epokowe garnitury i kapelusze, ale owi aktorzy nadal pozostają rozpoznawalni. Wśród szerokiej gamy aktorskich osobowości naprawdę niewielu wpisuje się w kanon tzw. aktora fizycznego.

Na lipiec tego roku studio Asylum zaplanowało premierę trzeciej części swojego hitu Rekinado, a dwa tygodnie temu podany został także podtytuł i tak pełna angielska nazwa brzmi: Sharknado 3: Oh Hell No! Fani już zacierają ręce i, chociaż na planie filmu jeszcze w marcu odbywał się strajk, studio zdaje się być przekonane, że premiera odbędzie się bez przeszkód.

O filmie Pawła Pawlikowskiego zrobiło się głośno już w 2013 roku, kiedy został nagrodzony Złotym Lwem na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Od tamtej pory, fala sukcesów polskiej produkcji rozeszła się najpierw po Europie, a potem po świecie i zaprowadziła nas aż na galę rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Wygranej nie spodziewał się nawet sam reżyser. Rosyjski „Lewiatan” był przecież dość mocną konkurencją, a sama „Ida” nie jest tworem skrojonym typowo pod Oscara.

Inline
Inline