Problematyka reprezentacji Zagłady, czy to literackiej, czy filmowej zajmuje badaczy i artystów właściwie już od czasu zakończenia II wojny światowej. Z początku zastanawiano się nawet, czy w ogóle powinno się nadawać tak traumatycznym doświadczeniom artystyczny kształt, czy przedstawiać je po prostu jako suchą relację faktów, stroniąc od jakichkolwiek zabiegów formalnych. Do dziś nie istnieje żaden uprzywilejowany, jedyny słuszny sposób ukazywania Zagłady.

Filmy dokumentalne dotykające problematyki Holocaustu nie zakorzeniły się tak mocno w świadomości widzów, jak dzieła o charakterze fabularnym. Shoah (Claude Lanzmann), Noc i mgła (Alain Resnais), Młyny śmierci (Billy Wilder) to tytuły, które nie są obecnie tak dobrze znane jak Lista Schindlera, W ciemności, czy Chłopiec w pasiastej piżamie.

Jakub Gierszał, syn Marka Gierszała, polskiego aktora grającego w niemieckich produkcjach, smykałkę do aktorstwa ma we krwi. Obdarzony nordycką urodą i zimnym, demonicznym spojrzeniem, wytwarza wokół siebie aurę dostojności. Wdziękiem i talentem osiąga wysokiej klasy grę aktorską. Bogate już doświadczenie zawodowe zgrabnie łączy ze świeżością i siłą młodego wieku.

Historia kinematografii uzmysławia, iż reżyserujący aktor nie jest niczym, ani nowatorskim, ani niezwykłym. Wraz z rozwojem i rozpowszechnianiem kina na początku XX wieku, aktorzy zaczęli stawać po drugiej stronie kamer, próbować swoich sił i… tworzyć dzieła! Wystarczy wspomnieć tutaj Charliego Chaplina i Bustera Keatona. Znakomity warsztat aktorski i śmiała koncepcja reżyserska to składowe ich pracy. Na barkach reżysera spoczywają kwestie formy, języka, konwencji, inscenizacji, scenopisu. Słowem, wszystkie elementy, przez które chce on przekazać treść i ideę filmu. Znajomość warsztatu aktorskiego może być pomocna, np. w zakresie koncepcji gry aktorskiej czy ujęć. Próżno jednak doszukiwać się zależności, pomiędzy udziałem w niezliczonej ilości kreacji aktorskich, a spełnieniem się w roli reżysera.

Ostatniej nocy miałem koszmar. Zlany potem, zerwałem się z łóżka targany wewnętrznym uczuciem niepokoju. Przysiągłbym, że z ciemności szczerzyło się do mnie wykręcone oblicze Jareda Leto jako Jokera. Do rana nie zmrużyłem oka. Śniłem, że wybrałem się do kina na seans Ligi sprawiedliwości. W mojej wizji bliskiej przyszłości, superprodukcja na motywach komiksów wydawnictwa DC okazała się niewyobrażalnym gniotem, nudnym, schematycznym i skrojonym pod odbiorcę z IQ szympansa. Bardzo zasmucił mnie ten fakt.

„Bandyta” (reż. Maciej Dejczer), „Różyczka” (reż. Jan Kidawa-Błoński), „Psy” (reż. Władysław Pasikowski). Te wszystkie tytuły łączy jeden czynnik, a dokładniej bardzo utalentowany człowiek. A jest nim Michał Lorenc – znany polski kompozytor, który oprócz ścieżki dźwiękowej do tych produkcji ma na swoim koncie także kompozycje do ponad 170 innych filmów, również zagranicznych, ale też popularnych seriali telewizyjnych, takich, jak „Ojciec Mateusz” czy „Komisarz Alex”. Ale po kolei.

Klimatyczne filmy grozy i pełne akcji slashery. Brutalne gore i ekspresjonistyczne obrazy szaleństwa. Psychopatyczny morderca lub paranormalne zjawiska. Laleczki voodoo i mroczne zamczyska. Mimo szerokiej rozpiętości poruszanych tematów i dość dużej dowolności w korzystaniu z ikonografii, horror wciąż pozostaje jednym z najbardziej wyrazistych i najpopularniejszych gatunków filmowych. Co stanowi jego siłę i sprawia, że cieszy się ogromnym zainteresowaniem?

Inline
Inline