Ostatniej nocy miałem koszmar. Zlany potem, zerwałem się z łóżka targany wewnętrznym uczuciem niepokoju. Przysiągłbym, że z ciemności szczerzyło się do mnie wykręcone oblicze Jareda Leto jako Jokera. Do rana nie zmrużyłem oka. Śniłem, że wybrałem się do kina na seans Ligi sprawiedliwości. W mojej wizji bliskiej przyszłości, superprodukcja na motywach komiksów wydawnictwa DC okazała się niewyobrażalnym gniotem, nudnym, schematycznym i skrojonym pod odbiorcę z IQ szympansa. Bardzo zasmucił mnie ten fakt.

„Bandyta” (reż. Maciej Dejczer), „Różyczka” (reż. Jan Kidawa-Błoński), „Psy” (reż. Władysław Pasikowski). Te wszystkie tytuły łączy jeden czynnik, a dokładniej bardzo utalentowany człowiek. A jest nim Michał Lorenc – znany polski kompozytor, który oprócz ścieżki dźwiękowej do tych produkcji ma na swoim koncie także kompozycje do ponad 170 innych filmów, również zagranicznych, ale też popularnych seriali telewizyjnych, takich, jak „Ojciec Mateusz” czy „Komisarz Alex”. Ale po kolei.

Klimatyczne filmy grozy i pełne akcji slashery. Brutalne gore i ekspresjonistyczne obrazy szaleństwa. Psychopatyczny morderca lub paranormalne zjawiska. Laleczki voodoo i mroczne zamczyska. Mimo szerokiej rozpiętości poruszanych tematów i dość dużej dowolności w korzystaniu z ikonografii, horror wciąż pozostaje jednym z najbardziej wyrazistych i najpopularniejszych gatunków filmowych. Co stanowi jego siłę i sprawia, że cieszy się ogromnym zainteresowaniem?

Krew się leje strumieniami, ludzkie wnętrzności latają we wszystkie strony, krzyki bólu i przerażenia zagłuszają odgłosy chrupania popcornu, a przed ekranem ucieszona gawiedź z napięciem śledzi kolejne losy nieszczęsnych bohaterów. Tak po krótce rysuje się dowolny seans filmu z serii Piła. Widzów przed ekranem nie brakuje, skąd więc w nas ta fascynacja horrorem gore?

Mówi się, że nikt nie zrozumie mężczyzny lepiej niż jego własna matka. Mówi się także, że matka nie ma wyjścia, musi kochać swoje dziecko, natomiast ono nie ma takiego obowiązku. Kino, specjalista od zagłębiania się w stosunki międzyludzkie, zwłaszcza te mroczne, niejednoznaczne i pełne sprzeczności, od dawna przygląda się również relacjom pomiędzy tymi, jak mogłoby się zdawać, najbliższymi sobie istotami. Wystarczy wspomnieć chociażby Psychozę Alfreda Hitchcocka, 400 batów François Truffaut’a, czy Zmierzch bogów Luchino Viscontiego. Trudna miłość pomiędzy matkami i synami to temat, który wciąż fascynuje filmowców a współczesne kino dokłada kolejne jej wizje, z których na użytek tego artykułu wybrałam trzy.

Tytułowy człowiek to raczej ten przez małe "c", oczywiście w celu wywołania określonych domniemań przy zestawieniu tego słowa ze słowem geniusz, które jest powszechnie pojmowane jako coś nadludzkiego, nadczłowieczego. Nie więc w celu umniejszenia, dosłownego i metaforycznego. Bohaterowie filmów Kieślowskiego bywali tym człowiekiem przez małe "c",

Kino science fiction wśród opinii publicznej jest w większości kojarzone z historiami opowiadającymi o wyprawach międzygwiezdnych, przybyszach z innych planet, czy też o robotach, których postawa względem swojego stwórcy rożni się z filmu na film. Prym w takich wypadkach wiedzie rozbudowana scenografia doprawiona powalającymi na kolana efektami specjalnymi. Nic dziwnego, że w takim zestawieniu przymiotnik „polski” budzi ogólne lekceważenie. W końcu nie jesteśmy w stanie pochwalić się oprawa graficzną na miarę blockbusterów, serwowanych nam co roku przez potężne wytwórnie filmowe z USA, ale jednak również i my mamy w swoim repertuarze mniej lub bardziej udane produkcje z gatunku fantastyki naukowej. A jest ona ciekawym przedstawieniem sytuacji politycznej Polski, jak i ogólnych zachowań ludzkich, czy też odpowiedzią na nadchodzące zmiany, technologiczne i społeczne.

Inline
Inline