Brian Warner, znany wszystkim lepiej jako Marilyn Manson, to współczesny enfant terrible. Postać przez jednych przesadnie ubóstwiana, przez innych bezrefleksyjnie nienawidzona, jest niebywale ciekawym fenomenem muzycznym, ale także społecznym i kulturowym. Skupia w sobie przeciwieństwa – mainstream, alternatywę, kicz, kulturę wyższą, ekspozycję siły, manifest bezradności. Jest to z resztą celowym zamierzeniem, co komunikuje sam pseudonim sceniczny artysty.

Mniej więcej trzy dekady były potrzebne do zrozumienia pesymistycznych skłonności i zagrywek w filmach braci Coen lub chociaż do ich niechętnego zaakceptowania. Przez wiele lat twórcy byli uważani za bezdusznych naśladowców, którzy podchodzili do wszystkich swoich bohaterów z pogardą. W wielu kręgach taka metoda pracy uważana jest za kardynalny błąd. Z podobnymi zastrzeżeniami spotkali się również inni filmowcy, np. Altman czy Kubrick, którzy dzielili z braćmi Coen ponure spojrzenie na świat. Ich bezkompromisowe i krytyczne ujęcie natury człowieka można spotkać nawet w  pozornych komediach.

 

Może pochwalić się wygraną najbardziej prestiżowych filmowych nagród, szerokim spektrum tematyki, podejmowanej w filmach, ale przede wszystkim – talentem i umiejętnością przeistaczania się w zależności od typu podejmowanej roli. Filmy, w które się angażowała, opowiadały często odrębne historie, różniły się także konstrukcją i rozmachem – od kameralnych produkcji w rodzimej kinematografii, po wielowątkowe, wysokobudżetowe produkcje amerykańskie. W ostatnim czasie francuską aktorkę można było oglądać w ekranizacji szekspirowskiego dramatu w reżyserii Justina Kurzela, w którym wcieliła się w postać bezwzględnej Lady Makbet.

Zjawa jest jednym z najważniejszych filmów roku. Nawet nie dlatego, że to obraz zdobywcy ostatniego Oscara, który miał w tym roku rozbić bank z nagrodami. Miliony widzów na całym świecie zastanawiały się czym zaskoczy nas kwartet: Inarritu, Lubezki, DiCaprio i Hardy. Według mnie otrzymaliśmy symfonię kinowego piękna, które przenosi nas w inny, mistyczny wymiar.

Ryan Gosling, kanadyjski aktor i muzyk, uważany jest za jedną z najbardziej lubianych przez dziennikarzy sław. Swoim urokiem osobistym, niebywałym dystansem do samego siebie oraz humorem zjednuje sobie nie tylko serca kobiet, ale i prasy. Kiedy nie występuje w filmach, zajmuje się pisaniem piosenek i grą na gitarze w zespole Dead Man’s Bones. Prawdziwy rozgłos zapewniła mu rola w ekranizacji książki Nicholasa Sparksa pt. Pamiętnik, w której zagrał czarującego Noah, zakochanego w dziewczynie z wyższych sfer. Jednak na uznanie zasługują również jego inne, bardziej prowokujące kreacje: żydowskiego neonazisty, seryjnego mordercy, mężczyzny darzącego uczuciem dmuchaną lalkę lub uzależnionego od narkotyków nauczyciela.

Podczas lektury gazet i oglądania telewizji mam ostatnio poczucie wszechogarniającego wpływu polityki i konfliktu światopoglądowego. Wybierając się do kina, mam ochotę odpocząć od tego zgiełku. Nienawistna ósemka – film reżysera, który był dla mnie zawsze bogiem, nie pozwala mi na chwilę wytchnienia, zaskakująco próbuje opowiedzieć o dzisiejszej Ameryce. Czy postmodernistyczny pastisz pasuje do takich historii? Czy nie doprowadziło to do wtórności najnowszej produkcji Quentina Tarantino?

Samurajowie, jezuici, buddyjscy mnisi, flaga ze swastyką, kowboje z westernów, zdrady, miłość, nienawiść, zabójstwa, przyjaciele, morderstwa, korupcja, demokracja, totalitaryzm, wojna, pokój, przygoda, pożądanie, wyrzeczenie, intryga, manipulacja, Flip i Flap, królewny, wyścigi, niebezpieczne kobiety i rozgrzane statki kosmiczne wchodzące w atmosferę, tradycja, nowoczesność – kulturowy miszmasz, przekrój i skrót cywilizacji sięgający najdalszej przeszłości przez teraźniejszość aż do przyszłości. To wszystko w Gwiezdnych Wojnach, które od ponad trzydziestu lat fascynują, zadziwiają i inspirują kolejne pokolenia.

Inline
Inline