Tego kompozytora najpierw się słyszy, a dopiero potem dla pewności sprawdza się jego nazwisko na napisach końcowych filmu. Ta rozpoznawalność brzmienia nie wzięła się znikąd – skomponował muzykę do niemal stu filmów. Jest odpowiedzialny za większość powszechnie znanych motywów muzycznych pojawiających się m. in. w filmach o Indianie Jonesie, Harrym Potterze czy w całej sadze Gwiezdnych wojen. O kim mowa? Oczywiście o Johnie Williamsie, jednym z najbardziej cenionych kompozytorów Hollywood.

Horrory są związane z kinem niemal od początku jego istnienia. Jest to gatunek, który prężnie rozwija się od początku lat 20. XX wieku aż do dziś. W tym czasie kino grozy dorobiło się potomstwa w postaci filmów gore, slasherów czy found footage horrorów. Wszyscy doskonale wiemy, co powinno znaleźć się w dobrym horrorze – mrok, strach, tajemnica, charakterystyczny morderca. Możemy też dodać zjawiska paranormalne oraz krew, choć nie są wymagane. Dzięki tym elementom postacie takie jak Freddy Krueger, Jason Voorhees, Michael Myers, Nosferatu, czy potwór doktora Frankensteina są do dziś obecne w pamięci fanów horrorów na całym świecie. Co się jednak stanie, jeżeli dodamy do tego wszystkiego szczyptę humoru lub odrobinę absurdu? Czy zmiana konwencji pomoże czy zaszkodzi w odbiorze? Zależy to tylko od naszych oczekiwań względem widowiska.

Górny Śląsk, Katowice – jedno z największych i najbardziej uprzemysłowionych miast w Polsce, ale czego szuka tam Cinerama z Gdańska? Filmowych pasjonatów, oczywiście! W dobie rozwiniętej technologii i mediów społecznościowych nietrudno o nawiązywanie takich kontaktów pomimo 522 km odległości. Połączyła nas miłość do filmu i ciekawość zjawisk wokół niego zachodzących.

Nie mam czasu leczyć nerwicy. Myślę, że lepszą terapią są dla mnie filmy”.*

Przytoczone słowa padły z ust Marcina Koszałki podczas wywiadu udzielonego w 2007 roku Katarzynie Bielas na łamach „Dużego Formatu”. Reżyser opowiadał wtedy o swoich twórczych inspiracjach. Podobnie wypowiedział się kiedyś Tim Burton, twierdząc, że gdyby nie reżyserował filmów, zapewne skończyłby w szpitalu psychiatrycznym.

Poznali się w 2005 roku na planie filmu, w którym grali nietypowe małżeństwo. Znudzona sobą para, chcąca uratować związek, trafia na terapię. Szybko jednak ich miłość rodzi się na nowo, a to za sprawą uknutej intrygi. Okazuje się bowiem, że oboje są płatnymi zabójcami i dostali właśnie zlecenie na… siebie nawzajem. Po dziesięciu latach od premiery Pana i Pani Smith, na ekrany kin wchodzi kolejna produkcja z ich udziałem – Nad morzem. Przez dekadę w ich życiu wydarzyło się wiele, a ich miłość rozkwitła. O kim mowa? Oczywiście o najpopularniejszej parze Hollywood – Angelinie Jolie i Bradzie Pittcie.

Francis Lawrence urodził się w Austrii, w amerykańskiej rodzinie. Nie zabawił jednak długo w ojczyźnie Schwarzeneggera. Już po trzech latach z rodzicami przybył do Los Angeles, gdzie miała zacząć się jego kariera. Zaczynał jako asystent na planie filmu Więcej czadu w reżyserii Allana Moyle’a. Jednak nie zatrzymał się przy filmach na długo.

Czy będąc ograniczonym można stworzyć arcydzieło? Artysta posiadający absolutną wolność w procesie twórczym może stracić poczucie kreatywności. Czasami stawianie sobie barier pomaga w nieszablonowym myśleniu. Ich lekkie naginanie prowokuje do znajdowania nowych rozwiązań lub wybierania tych najprostszych. Właśnie na tym opiera się struktura ruchu przedstawionego przez duńskich reżyserów.

Inline
Inline