Festiwal Polskich Filmów Fabularnych może poszczycić się mianem najważniejszego tego typu przedsięwzięcia w Polsce. Każda edycja tej wielkiej imprezy filmowej jest ogromnym wydarzeniem dla całego kraju. Koniecznym jest stwierdzenie, że cała gala już od początku miała ogromny potencjał, dlatego też rok 1974 śmiało można zaklasyfikować do lat najważniejszych dla polskiego kina.

Początek wieku XX dla Polski i naszego kina to okres bardzo intensywny. Pojawiają się filmy o nacechowaniu typowo politycznym, propaganda odnajduje ujście w kinematografii, a dźwięk staje się bronią nie do pokonania. Historia przedstawiana ma być odskocznią, drugim dnem i przekazem. Film staje się czymś więcej niż tylko obrazem zajmującym czas.

W ostatnich latach to właśnie kryminał, zaraz obok komedii romantycznej, stał się gatunkiem po który polscy filmowcy sięgają najchętniej. Makabryczne trupy, splamieni krwią mordercy i śledczy z uporem próbujący rozwikłać zagadkę – to idealny zestaw, aby zapewnić widzom nie lada rozrywkę. Polscy scenarzyści prześcigają się w wymyślaniu oryginalnych zbrodni i inscenizowaniu mrocznych miejsc zdarzeń. Tajemnicze samobójstwo, skok z kościelnej wieży, rytualny ubój czy brawurowy cios rożnem w oko – ile morderstw, tylu detektywów i jeszcze więcej poszlak, podejrzanych i pomysłów na ogranie konwencji. Dlaczego więc obiegowa opinia głosi, że polskie kino gatunkowe wciąż ma się słabo?

Marcin Koszałka w swoich filmach dotyka bardzo bliskich mu spraw. Pokazuje to, co chore i bolesne, nadające się do szybkiego leczenia, a czasem nawet amputacji. Portretuje ludzi samotnych, niezrozumianych, odstawionych na boczny tor życia, a także wielkich, zasłużonych w jakiejś dziedzinie, ale ewidentnie nieradzących sobie w innej. Fascynuje go dramat formy, reżyseria międzyludzkich relacji. Realizowanie filmów dokumentalnych traktuje jako formę autoterapii. Podobne motywacje kierują psychiatrą, Jackiem Kłysiem z Do bólu (2008), który poprzez występ w filmie chce znaleźć lekarstwo na swoje życiowe problemy. Z kolei dla Piotra „Szalonego” Korczaka, bohatera Deklaracji nieśmiertelności (2010) udział w filmie staje się okazją do okiełznania strachu związanego z przemijaniem i śmiercią.

Okres dorastania to próby budowania autonomicznej tożsamości, separacji od rodziców, nierzadko poczucie bycia nierozumianym, a także czas buntu. Nieistotne jest środowisko, z jakiego się wywodzimy, status społeczny czy ekonomiczny. Temat ten poruszany jest od lat w filmach i książkach – sam reżyser wspomina w jednym z wywiadów, że inspirował się dziełem Salingera traktującym o indywidualności i własnej drodze życiowej. Niemniej w Sali Samobójców dojrzewaniu towarzyszy zaburzenie psychiczne. W filmie bardzo wiarygodnie został ukazany przebieg depresji młodzieńczej głównego bohatera, głównie za pomocą zarysowanej historii, ale również narzędzi – odpowiedniej scenografii oraz oświetlenia.

Podobno w kinie jest miejsce tylko dla kobiet młodych i pięknych, a dla pań w kwiecie wieku brakuje ciekawych ról. Temu myślowemu schematowi uległa – aby potem, w jeszcze późniejszych latach, całkowicie się z niego wyrwać – zmarła przed tygodniem Dantua Szaflarska. Choć po początkowych sukcesach, nadszedł czas, gdy brakowało dla niej ról, to od ponad 30 lat wielokrotnie wcielała się w role babć, uroczych starszych sąsiadek i mądrych ciotek. Takimi rolami zapisała się w naszej pamięci, że aż trudno uwierzyć, iż grała kiedyś młode dziewczyny. A przecież Danuta Szaflarska dorastała razem z kinem, tworząc niezapomniane kreacje w największych przebojach powojennego kina.

Prezent do 50 zł, kino i restauracja – tak według statystyk wyglądają polskie Walentynki, przynajmniej wśród sparowanej części społeczeństwa. Single natomiast zwykli deklarować, że bardziej od święta zakochanych wolą tłusty czwartek. W tym bardziej lub mniej wyjątkowym dniu, zarówno fanom serduszkowych gadżetów, jak i miłośnikom pączków proponujemy polską komedię romantyczną, która posiada tę właściwość, że romantyczne dusze przyprawi o wzruszenia, a cynikom dostarczy uśmiechu.

Jean Baudrillard, teoretyk nowych mediów, w 1981 roku, wieścił koniec rzeczywistości. Obrazy przemienić miały się w symulakra, które w postmodernistycznym kłączu odwołują się same do siebie. Innymi słowy, nie ważna jest prawda czy rzeczywistość – one nie istnieją. Liczy się gra cytatów, nawiązania, pastisze i reinterpretacje. Czy postmodernizm faktycznie ma tak zgubny wpływ na rzeczywistość? Krytycy Baudrillarda twierdzą, że nie. Jedno nie ulega wątpliwościom – jego teoria świetnie nadaje się do opisu obrazów propagandowych, które zakotwiczone w samych sobie, dryfują z dala od realności.

Medialnemu kreowaniu rzeczywistości poświęcili swój krótkometrażowy film eksperymentalny Walerian Borowczyk i Jan Lenica. Sztandar Młodych (1957) jest ironiczną sklejką montażową, udawaną reklamą komunistycznego czasopisma dla młodzieży. Na film składają się dynamiczne ujęcia przedstawiające świat „zgniłego zachodu” – szybkie samochody, przemoc i dzikie harce. Wszystko dzieje się w rytm jazzu i poprzecinane jest animowanymi wstawkami.

Teoretycy kina najwięcej uwagi poświęcają produkcjom, które bezpośrednio są powiązane z gatunkiem baśni, tzn. są adaptacjami literackich utworów baśniowych, filmami animowanymi czy też aktorskimi produkcjami kierowanymi do widza dziecięcego. Tymczasem wyróżnić można sporą grupę filmów współczesnych, które korzystając z baśniowych wzorców czy też bezpośrednio je powielając, przetransformuują je na grunt kina niedziecięcego. Do tego grona zaliczają się tzw. bajki dla dorosłych, które w swojej strukturze i znaczeniach zawierają cechy baśni, jak znaczna część komedii romantycznych, np. Pretty woman czy Notting Hill, które powielają mit Kopciuszka nosząc w sobie znamiona niewiarygodności psychologicznej i społecznej, występują w nich współczesne księżniczki i książęta, a wszystko układa się zgodnie z życzeniową projekcją i kończy happy endem.

Inline
Inline