Climax – Innego piekła nie będzie

Piekło to inni, pisał Jean-Paul Sartre, a Gaspar Noé tworzy ilustrację tego zdania w swoim najnowszym filmie. Climax jest niepokojący i hipnotyczny, ale kryje się za nim coś więcej, niż przedstawienie narkotycznego tripu.

(Film recenzowany był już w Cienramie LINK)

Climax – Marzyciele

climax

climax

Podczas 6 MFF Tofifest w Toruniu widzowie mieli okazję odurzyć się dziełem francuskiego reżysera.  „Odurzenie” jest najwłaściwszym określeniem, ponieważ 90% akcji rozgrywa się podczas suto zakrapianej (a też zakraplanej narkotykami) imprezy. Film zaczyna się od końca, co w przypadku twórcy Nieodwracalne już nie zaskakuje. Widzimy napisy końcowe na tle konającej, nagiej, pełznącej po śniegu kobiety. Szybko jednak przenosimy się do bezpiecznej przestrzeni, gdzie wita nas nieco nudnawa sekwencja „gadających głów”. W pokoju wypełnionym kasetami VHS (w końcu jesteśmy w latach 90-tych) z ekranu telewizora kolejno przemawiają do nas tancerze, którzy będą nam towarzyszyć do końca seansu. Bohaterowie opowiadają o swoich obawach, pragnieniach, marzeniach. Jeden z mężczyzn wspomina o raju – jego zdaniem miejscu, gdzie nie ma chaosu. Kiedy za mniej więcej pół godziny Climax będzie prowadził nas ciemnymi klaustrofobicznymi korytarzami wśród naćpanych imprezowiczów, przypominających zombie; definicja raju i wzmianka o chaosie zacznie powracać jak mantra.

Let’s dance!

climax

climax

Zanim jednak przekroczymy bramy piekła, Gaspar Noé wyciągnie na parkiet. Kręcona na jednym ujęciu (takie sprawia wrażenie) scena tańca, to wizualny majstersztyk. Wraz z bohaterami odczuwamy euforię, uczestniczymy w pięknej zabawie, podziwiamy (z ptasiej perspektywy) piękne ciała owładnięte muzyką. God is a DJ? – przychodzi mi do głowy hit Faithless, jednej z ważniejszych grup tworzących muzykę elektroniczną. Po szalonym tańcu, wciąż w rytmie świetnej muzyki, trzeba się napić (np. sangrii). Faceci rozmawiają o kobietach i seksie, kobiety o facetach, seksie i macierzyństwie. Oglądamy trochę bardziej niegrzeczny Human Traffic.

Bad trip

W pewnym momencie jednak radość i beztroska zabawy zostają przerwane, sytuacja wymyka się spod kontroli – ktoś dosypał do alkoholu halucynogenny narkotyk. Trzeba znaleźć winowajcę, a podejrzanego zlinczować, dając upust zwierzęcym instynktom. Kult sprawności fizycznej w tańcu zamienia się w swoisty danse macabre. Bohaterowie zostają sami ze swoim bólem – odrzucenia przez innych, braku zrozumienia, niespełnienia seksualnego, potwornych halucynacji, czy przyprawiającego o utratę zmysłów lęku o swoje dziecko. Próżno szukać u kogokolwiek pomocy – każdy skupiony jest wyłącznie na sobie i jeśli nawet miał na tyle szczęścia, że udało mu się uniknąć bad tripu, niczyje problemy nie wybiją go z ekstazy i nie zmuszą do przerwania fantastycznej zabawy. Każdy żyje w swoim świecie, nikomu nie można zaufać. Czy może istnieć ból gorszy od samotności? Mistrz filmowego niepokoju zdaje się mówić, że nawet pocięcie swojego ciała jest mniej bolesne niż świadomość całkowitego osamotnienia.

Wkraczając w pustkę

Noé opatruje swoje dzieło filozoficznymi sekwencjami, pojawiającymi się w kolejnych kadrach. Jedna z nich brzmi: Życie jest zbiorową niemożliwością. W Climaxie nie ma wspólnoty, jest tylko taneczny kolektyw. Każdy żyje, tańczy i umiera samotnie – tym właśnie jest piekło, zdaje się mówić reżyser. Piekło, a więc odwrotność raju – „odwracanie” to przecież kluczowy motyw w twórczości  Gaspara Noé – czy to będzie odwrócenie przebiegu fabuły w Nieodwracalnym, czy w Climaxie odwrócenie kamery „do góry nogami”. Pod płaszczykiem wspaniałej muzyki i zapierających dech układów choreograficznych, Dante naszych czasów snuje niezwykle sugestywną wizję tragedii, jaką jest osamotnienie.

Anna Dwojnych

Climax, reż. Gaspar Noé, scen. Gaspar Noé, Francja 2018, wyst. Sofia Boutella, Romain Guillermic, Souheila Yacoub, zdj. Benoît Debie, choreog. Nina McNeely

Share With:
Inline
Inline