Cinerama - Dadaizm filmowy

Dadaizm filmowy – nic nie znaczy!

Film duetu dwóch reżyserów Fernanda Légera i Dudley’a Murphy’a pojawił się na francuskich ekranach w 1924 roku i od tego czasu nie stracił na popularności wśród ekscentryków i ludzi, którzy chcą obejrzeć krótki film, aby następnie umieścić nową ocenę na Filmwebie.

Ja, należę do pierwszego typu tj. ekscentryków i dlatego zainteresowałam się „Baletеm mechanicznym”.

Pierwsza lepsza strona internetowa wyświetli nam informację, że film narodził się w powojennej Francji. Obowiązkowo zaznaczy, że to „przedstawiciel dadaizmu” – bez właściwego wyjaśnienia tego terminu. Tak więc każdy, kto to przeczyta może z dumą powiedzieć: „To nie kicz. Nic nie rozumiecie. To DADAIZM! „.

Cinerama - Dadaizm filmowy

Jednak po zajrzeniu do słownika okazało się, że, to słowo ma dwa znaczenia: w pierwszym przypadku, pochodzi od francuskiego „dada”, co dosłownie tłumaczy się jako „koń”, a w sensie przenośnym – „niespójne dziecięce gadanie”. Z punktu widzenia kultury, czego jestem bardziej ciekawa, to „formalistyczny nurt w literaturze i sztuce w Europie Zachodniej 10-20 lat XX wieku”.

Czytając o francuskim dadaizmie, nieumyślnie przychodzą do głowy skojarzenia z niemieckim ekspresjonizmem. Pojęcia te, wydają się być niezwykle podobne. Prawie jak bracia. Niekoniecznie bliźnięta, ale jednak. Myślę, że pomiędzy francuskim dadaizmem, a niemieckim ekspresjonizmem w kinie można nawet postawić znak równości. Co najmniej, przez to, że oba powstały w krajach powojennych oraz były swojego rodzaju „odpowiedzią” na dewastację i zniszczenia przyniesione wraz z wojną. Oba protestują przeciwko starym światopoglądom, ideologii, strukturom politycznym, racjonalizmowi, realizmowi, przyjętym normom. Oba próbowały wymyślić nową rzeczywistość, nową „fonetykę” dla środków wyrazu.

Ale w pewnym sensie francuski dadaizm poszedł dalej. Niemiecki ekspresjonizm zawiera w sobie dominację subiektywnego przeżycia i emocji nad treścią. Ale, moim zdaniem, w porównaniu do filmów francuskiego dadaizmu, niemiecki ekspresjonizm ma przykładną fabułę, którą da się śledzić. Podczas gdy dadaizmowi bardziej pasuje sformułowanie „chaotyczny ruch atomów”, „narracja o strukturze niediegetycznej” (czyli pozbawionej linii fabularnej), „rozwój obrazów w przestrzeni”, niż „sjużet”, „fabuła” lub „historia”.

Cinerama - Dadaizm filmowyDa się to zobaczyć na przykładzie słynnego Gabinetu Doktora Caligari (Das Cabinet des Dr.Caligari 1920) i Powrotu do rozumu (Le Retour à la Raison 1923). Film reżyserii Roberta Wiene da się opisać, uporządkować chronologicznie i przekazać jako spójną historię. Dzieje się to m.in. ponieważ :

  1. twórca użył w dużej mierze znajome publiczności środki wyrazu
  2. retrospekcja jest wyraźnie pokazana
  3. są napisy
  4. muzyka w pewien sposób podpowiada to, co widz ma odczuć

Owszem, dekoracje wyglądają dziwacznie (krzywe linie, zdeformowana perspektywa i horyzont), co tworzy na ekranie efekt sztucznego świata. Ale dzięki aktorom (którzy pomimo kostiumów i makijażu, są podobni do normalnego człowieka); nie do końca abstrakcyjnej scenografii; napisom w ojczystym dla widzów języku i – najważniejsze – historii, która jest bazą filmu; można śmiało powiedzieć, że w „Gabinecie Doktora Caligari” istnieje i jest czytelna fabuła albo innymi słowy – narracja strukturalistyczna.

Niestety, albo stety, nie da się tego powiedzieć o filmie Mana Ray’a Powrot do rozumu. Film trwa niecałe trzy minuty i bardziej przypomina wyrwany z kontekstu fragment, niż autonomiczne dzieło, ale podejrzewam, że nawet gdyby trwał dłużej, to niewiele zmieniłoby to w jego odbiorze. Tytuł filmu brzmi Powrót do rozumu, ale sam film wcale nie nawiązuje do linearnej logiki, wręcz przeciwnie – zachęca by wskoczyć w absurd. Nie ma początku i końca, można byłoby puszczać go w kółko, albo zamieniać sekwencje miejscami. Ujęcia – osobno lub połączone – nie dają widzom informacji i żadnych podpowiedzi, które mogliby zrozumieć. Ruchy kamery są nieprzyjemne, a nawet drażliwe, ujęcia zmieniają się czasem za szybko, czasem za wolno. W jednym momencie przedmioty są pokazane tak, że możemy je rozpoznać, a za chwilę nie. Ciało kobiety na końcu jest odindywidualizowane, podobne do rzeźby. Logiki świata filmu nie da się uchwycić, ponieważ jest ona nieumotywowana przez samego twórcę.

Cinerama - Dadaizm filmowyWydaje się, że artyści dadaistycznego nurtu próbowali stworzyć swoją własną rzeczywistość, która wychodziłaby poza granice świadomości, pokazać coś za pomocą absurdu, łączyć w filmowych sekwencjach to, co na pierwszy rzut oka nie może być połączone. Z jednej strony, śmieją się ze środków artystycznego wyrazu, a z drugiej – z niewiarygodną umiejętnością posługują się chaosem, który sami stworzyli. Jeden z założycieli dadaizmu – Tristan Tzara – napisał, że „trzeba dokonać zniszczenia i dekonstrukcji”, ustalić atmosferę „agresywnego szaleństwa”, „Dada nic nie znaczy”. „Dada nic nie znaczy”.

Analizując nie tylko Balet mechaniczny, a filmy w ogóle, warto pamiętać o granicy pojęć „rozumienie” i „interpretacja”. Chociaż nie da się ukryć, że moment przejścia od jednego pojęcia do drugiego jest prawie niewidoczny.

Bordwell uważa, że odbiór filmu składa się z trzech faz, mianowicie:

  • interpretacji percepcyjnej (polegającej na ustaleniu i przyjęciu pewnej wykładni dla percypowania stanów rzeczy i zdarzeń oraz traktowania ich na przykład w kategoriach podobieństwa i tożsamości)
  • rozumienia (które sprowadza się do pojęciowego opracowania percepcyjnie zinterpretowanej formy filmowej – a więc do konceptualistycznego uchwycenia tematu filmu i jego realizacji w postaci fabuły)
  • interpretacji abstrakcyjnej (może, ale nie musi nastąpić; zmierzająca do wykrycia możliwie wielu kontekstów i odniesień znaczeniowych filmu i w związku z tym w większym stopniu operująca na bardziej abstrakcyjnym poziomie; w wielu przypadkach polega na rozpatrywaniu pytań, których tekst w ogóle nie zakłada bądź też nie stawia ich wprost)

Moim zdaniem w przypadku Baletu Mechanicznego jako „przedstawiciela” dadaizmu, można odrzucić fazę rozumienia. To, że dadaistyczne dzieło nie ma sensu może oznaczać, że nie da się go zrozumieć, ale to w cale nie znaczy, że nie da się go zinterpretować.

Cinerama - Dadaizm filmowyZacznę od tytułu. Balet mechaniczny – to ciekawy i wymowny oksymoron. Ponieważ „balet” jest postrzegany przez nas jako coś płynnego, elastycznego, sprężystego, ślicznego: śliczne ciało baletnicy, śliczny kostium, scenografia, odtwarzanie i tak dalej. On a priori nie może być „mechaniczny”. Ta nazwa sugeruje wyparcie naszych zwykłych wyobrażeń o sztuce. Idąc tą logiką, całość zinterpretowałam jako taniec przedmiotów. Przedmiotów, które były wyrwane z rzeczywistości i sfilmowane w taki sposób, że straciły swoje pierwotne znaczenie i funkcje. Już w trakcie projekcji miałam wrażenie, jakbym patrzyła na optyczną zabawkę. Myślę, że nie będę w błędzie, jeśli powiem, że film ten ma charakter psychodeliczny. Trafnie o tym pisze David Bordwell w swojej książce „Film Art”: „Już sam tytuł sugeruje paradoks, na którym oparli się twórcy tworząc materiał tematyczny tego filmu i jego wariacje. Klasyczny balet zazwyczaj kojarzy nam się z płynnym i delikatnym ruchem tancerzy i zdaje się być przeciwieństwem ruchu mechanicznego, a jednak w filmie widzimy właśnie taniec mechaniczny. […] nawet poruszające się na ekranie oczy i usta kobiety odbieramy tak, jakby były częściami maszyn.” Ważną rolę w oddziaływaniu na widza odgrywa tu montaż atrakcji. „…montaż staje się głównym narzędziem tworzenia abstrakcyjnych relacji w filmie. „Balet mechaniczny” jest dobrym przykładem na to, w jaki sposób twórcy mogą wykorzystywać inne metody montowania, alternatywne do […] montażu ciągłego i za ich pomocą budować dynamiczne wzory ujęć.” – precyzyjnie wyczuwa Bordwell. Za tańczącymi przedmiotami, swojego rodzaju tłem staje się ówczesne społeczeństwo zachwycone urbanizacją, epoką mechanizacji i industrializacją.

Ten film – to zamknięte koło. Aby zrozumieć jego specyfikę, trzeba zapoznać się z koncepcją tamtych czasów. Kiedy już się zapoznamy, rozumiemy, że tak naprawdę nie mieliśmy tego wiedzieć. Twórca zostawia nas sam na sam z własnymi odczuciami, głosem wewnętrznym, drugim „ja”. Może akurat w tym kryje się piękno dadaistycznego dzieła? W przypomnieniu, że nie wszystko da się wytłumaczyć za pomocą szablonów i zasad, trzeba na chwilę zdystansować się, uznać abstrakcję za bazę, zaufać intuicji, instynktom, przeżyciom. Ponieważ „Dada nic nie znaczy”.

Nic. Zupełnie nic.

Olga Gulińska

Share With:
Inline
Inline