Cinerama - Ranczo Złoczyńców

Ranczo złoczyńców

Tak, to nie pomyłka. Twórca Doktora Mabuse, Metropolis, kilku znakomitych noir, wyreżyserował także trzy westerny. Dwa średno udane – Powrót Franka Jamesa z 1940 roku i Napad na Western Union z 1941. Rancho Notorious powstaje ponad dziesięć lat później. Czy wyróżnia się czymś?

Udał się bardzo przyzwoity film w jakimś tam przypadkowym roku 1952. Cóż wtedy można było nakręcić wyjątkowego? Niewiele. Jednak obsada już pokazuje ambicje – Arthur Kennedy mający mnóstwo ról w różnorakiej masie filmów, Mel Ferrer, który zaczynał większą karierę i chwilę później wystąpił w ekranizacji „Wojny i pokoju”. I, co chyba najważniejsze, Marlene Dietrich. Zadbano o to, żeby relacje damsko-męskie i męsko-męskie nie były oczywiste. Postać bohatera ma dowodzić, że cynizm i wyrachowanie nie muszą się kłócić ze szlachetnością. Jak na western z lat 50. – przytłaczająco ambitne.

Cinerama - Ranczo ZłoczyńcówOsią fabuły jest poszukiwanie zemsty. Nic nowego w tym gatunku. Prosty farmer (ten wątek podchwycony będzie w 15.10 do Yumy) przechodzi ogromną metamorfozę, naukę życia na Zachodzie. Nie przestaje jednak być sobą. Trafia w miejsce, które jest swoistą „Anglią” z czasów korsarskich. Tam bandyci za procent od „dochodu” znajdują schronienie. Jednak wciąż nie wiadomo, kto właściwie jest winny, kogo zabić. Są ślady, nie ma człowieka.

Inteligentnie prowadzone interakcje, gry niedopowiedzeń. Świetnie narysowana relacja męsko-kobieca w dwóch wariantach. Przy czym drugi szczególnie wiarygodny. W dialogach zdarzają się choćby takie perełki, jak kwestia Jej do Niego (Ona się w Nim podkochuje): „wyjedź i wróć o dziesięć lat wcześniej”.

Dobrze powiedziane. Nie zmienia to faktu, że Marlene Dietrich jest (była…) w tym filmie już nieszczególnie piękna. Lang próbował „zagospodarować” niemiecką aktorkę, oboje byli imigrantami. Oczywiście, Dietrich gra siebie. Postać wyzwoloną, arogancką, wyzywającą, a jednocześnie w pewien szczególny sposób nieszczęśliwą. Jednego jestem pewien: nie powinna śpiewać.

Stary, dobry western, jak dla mnie – klasyk. Dobry cwaniak wygrywa ze złymi cwaniakami, mają za swoje. Szlachetny bandyta nie wychodzi najlepiej na tym wszystkim. Zły bandyta również obrywa po głowie. Zła kobieta, pomimo, że nie jest jednak taka zła – przegrywa wszystko. Może dlatego, że fatalnie śpiewa.

Sławomir Płatek

Share With:
Inline
Inline