Lady Snowblood – [W rytmie Tarantino] Pierwowzór Kill Billa

Zanim pewna zagubiona Panna Młoda poprzysięgła zemstę na protegowanych swojego byłego mężczyzny, Billa, musiała najpierw zobaczyć jak to się dokładnie robi. Niestety nigdzie nie znalazła poradników, mówiących jak się na kimś zemścić we właściwy sposób. Postanowiła więc w tym celu odwiedzić jedną z tanich wypożyczalni wideo i cofnąć się do Japonii z 1973 roku. Tam jej uwagę przykuł plakat z kobietą, która w ręku miała miecz, a w oczach złość i determinację. Chwyciła zatem lekko zakurzoną płytę z filmem – jego tytuł brzmiał Lady Snowblood. Ku zaskoczeniu panny młodej film oprócz tego, że był pomocny w jej ciężkiej sytuacji, okazał się także świetnym, autonomicznym, stylowym obrazem zemsty.

Akcja filmu toczy się w XIX-wiecznej Japonii. Główną bohaterką jest Yuki, żądna zemsty dziewczyna, której rodzina zostaje zamordowana, a matka zgwałcona i porzucona – a to wszystko jeszcze przed narodzinami protagonistki. Owocem gwałtu jest właśnie Yuki, a matka po zabójstwie jednego z oprawców zostaje aresztowana i osadzona we więzieniu. Tam opowiada swoją historię współwięźniarkom i umiera tuż po porodzie, zostawiając swojej córce zemstę jako główny cel istnienia. Szkolona przez dwadzieścia lat dziewczyna wyrusza w końcu w drogę, by pomścić śmierć swojej rodziny, zabijając jej oprawców, wśród których być może znajduje się jej ojciec…

„Czy splamiony krwią śnieg może odzyskać naturalną biel?”

Z egzystencjalnego punktu widzenia postać Yuki jest przeciwieństwem tabula rasa. Jej matka przenosi swoją determinację bezpośrednio na córkę. Jej ostatnie słowa brzmią: Urodziłaś się by nienawidzić… moje dziecię zemsty […] Umrę by mój ból zamieszkał w Tobie, inaczej nigdy nie pomszczę moich krzywd. Następnie długie ujęcie pokazuje konającą matkę dziewczyny, której ostatnie tchnienie przechodzi w odgłos płaczu dziecka. Wszystkiemu towarzyszy dźwięk gongu, wyznaczający początek nowego, zdeterminowanego do zemsty żywota dziecka. Tak właśnie rodzi się przeznaczenie krwawej pani śniegu, polegające na zamordowaniu wszystkich oprawców swojej rodziny. Yuki czeka na wypełnienie swojej misji i możliwość prowadzenia spokojnego, normalnego życia, podczas gdy tak naprawdę nigdy go nie zaznała – od narodzin była szkolona na zimnokrwistą zabójczynię, a ideę zemsty zapisaną ma niemalże w genach. Mimo to ma świadomość, że gdyby nie okrucieństwo niektórych ludzi, jej los mógłby wyglądać zupełnie inaczej (między innymi podczas podróży odwiedza grób swojej matki i wylewa z siebie wiele łez). Ma zatem nadzieję, że po wypełnieniu swojej misji odzyska upragnioną czystość istnienia.

Estetyka obrazu

Reżyser Toshiya Fujita maluje swój obraz zemsty fantastycznymi zdjęciami, bazującymi na kontraście pomiędzy mrokiem świata przedstawionego, litrami jaskrawoczerwonej krwi, a odcieniami bieli, przypisanymi głównej bohaterce. Obrazowi towarzyszy wspaniały, stylowy soundtrack, na który składają się zarówno sentymentalne ballady, jak i nowoczesne funkowe wstawki. Na szczególną uwagę zasługuje utwór Flower of Carnage, zaśpiewany przez samą odtwórczynię głównej roli – Meiko Kaji – zagrany zarówno na początku, jak i na końcu filmu. Historia opowiedziana jest w jeszcze nieupowszechniony w tamtym czasie sposób, wprowadzając chociażby nielinearny styl opowiadania fabuły, bezustannie skacząc między czasem teraźniejszym, a przeszłym. Ponadto film zostaje podzielony na rozdziały, gdzie zazwyczaj jeden rozdział odpowiada historii jednej z ofiar Yuki.  Los głównej bohaterki opowiadany (niekiedy również komentowany) jest przez narratora – mężczyznę, który zauroczony Yuki, postanawia napisać o niej powieść o mało zaskakującym tytule – Lady Snowblood. Wiele kadrów i zabiegów stylistycznych szokuje i zapada w pamięć. Film cechuje się w dużej mierze zamierzonym, przemyślanym kampem. Na te gorsze, kiczowate momenty (najczęściej wymuszone stosunkowo niskim budżetem) trzeba przymknąć oko, by cieszyć się eskapistyczną zabawą.

Podobieństwa z Tarantino

Abstrahując od wielu intertekstualnych nawiązań do spaghetti westernów, horrorów spod ręki Dario Argento, czy samurajskich eposów, najbardziej rzucającą się w oczy inspiracją Tarantino przy stworzeniu Kill Billa pozostaje właśnie Lady Snowblood. Oczywiście, wiele było filmów traktujących o kobietach, wymierzających zemstę konkretnie czterem osobom – np. czwarta część Brudnego Harry’ego Nagłe zderzenie, ale jak sam Tarantino przyznał – to właśnie na Lady Snowblood opierał się w największej mierze przy pisaniu scenariusza, a bazując na wypowiedziach samej Meiko Kaji, reżyser dodatkowo puszczał swojej ekipie filmowej ów film w przerwach między zdjęciami.

Kill Bill polega na bardzo podobnym schemacie fabularnym – niezależna, silna kobieta, wyszkolona przez swojego mistrza na profesjonalną, zimnokrwistą zabójczyni wyrusza na osobistą wendetę, przeciwko czwórce oprawców, którzy wyrządzili jej krzywdę. W przypadku Yuki jest to zamordowanie rodziny i gwałt na matce, a w przypadku Panny Młodej (Uma Thurman) jest to nieudana próba zabójstwa samej bohaterki na przyjęciu weselnym w El Paso, a także odebranie córki.

Główna bohaterka zapisuje listę ofiar i w kolejnych rozdziałach filmu wymierza im karę, której zazwyczaj towarzyszy tryskająca na prawo i lewo jaskrawoczerwona krew. Poza schematem fabularnym inspiracje widać także w warstwie wizualnej – bezpośrednio zacytowane zostaje ujęcie z punktu widzenia (POV) ofiary w perspektywie żabiej – w Lady Snowblood jest to POV matki Yuki, a w Kill Billu, POV panny młodej na próbie weselnej.  Poza tym sam ubiór O-ren Ishii (granej przez Lucy Liu) – jednej z protegowanych Billa, będącej na zabójczej liście Panny młodej, przywodzi na myśl styl Yuki. Poczynając od fryzury, przez białe kimono, a kończąc na obuwiu, postać O-ren Ishii stanowi od góry do dołu kinofilskie odbicie Lady Snowblood. Ponadto finałowy pojedynek z Kill Billa, jest zainscenizowany na wzór finału Lady Snowblood, i tak samo zwieńczony sentymentalnym utworem Meiko Kaji – Flower of carnage.

W Lady Snowblood (w polskim tłumaczeniu Krwawa Pani śniegu) na próżno szukać skomplikowanej historii czy też wzniosłej samurajskiej opowieści. Nie jest to także obraz będący przykładem głównego nurtu japońskiego kina z lat 70-tych. Jednak w tym pozornie zwykłym filmie o zemście, gdy przymknie się oko na wiele niedociągnięć, czy to fabularnych czy wizualnych, można znaleźć stylistycznie wysmakowaną ekspresyjność japońskiego kina klasy B, której egzotyka potrafi być niezwykle atrakcyjna. Nic więc dziwnego, że obraz stał się ogromną inspiracją dla jednego z największych reżyserów-kinofilów, którego twórczość uszlachetnia zapomniane kino klasy B, i pomógł jego Pannie młodej zabić Billa.

Paweł Mozolewski

Share With:
Inline
Inline