Kino eksploatacji w swojej historii może pochwalić się wieloma ciekawymi nurtami. Jednym z nich jest Blaxploitation – niedoceniany i często zapominany nurt afrocentrycznych filmów klasy B. Powstały na bazie grindhouse’ów i działań polityczno-społecznych w sferze praw obywatelskich w latach 60-tych w USA, produkcje z zazwyczaj niskim budżetem.. Cechowały się pokazywaniem miejskiej i często młodej afroamerykańskiej ludności. Przestępcze podziemia (najczęściej portret stanowił Harlem), wypełnione były po brzegi czarnoskórymi postaciami, które w końcu doczekały się swojej rewolucji w kinie, zajmując pierwszoplanowe role. Nie były to jednak filmy do końca zachowawcze. Często podejmowały tematy, które ze wszystkich sił miały przyciągnąć czarną, młodą publiczność. Seks, przemoc i szeroko pojęta zbrodnia, której towarzyszyły na zmianę soulowe i funkowe przeboje, stanowiły główne zainteresowania reżyserów. W latach 70-tych, czyli w rozkwicie Blaxploitation, powstało około 200 takich produkcji w wielu gatunkach. Raz na jakiś czas zdarzały się prawdziwe perełki. Jednym z najlepszych ówczesnych reżyserów był Jack Hill – nazwany niegdyś przez Quentina Tarantino „Howardem Hawksem kina eksploatacji” – stworzył trzy prawdziwe perły: Foxy Brown, Switchblade Sisters, oraz Coffy. To właśnie ten ostatni pragnę omówić w poniższym tekście. Coffy, czyli obraz kobiecej zemsty w brudnym świecie prostytucji, który moim zdaniem można nazwać prawdziwym seksualnym (ale i nie tylko) ładunkiem wybuchowym kina Blaxploitation.

Gaj, kolana klęczącej dziewczyny i młode dłonie, którymi składa ofiarę na chuście zdobionej haftem. Już drugim ujęciem reżyser filmu Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków wprowadza nas w świat magicznych obrzędów oraz nagich ciał maryjskich kobiet, których biel prześwituje przez pokryte drobnymi liśćmi gałęzie drzew. Republika Mari Eł to matecznik, w którym ostały się pogańskie wierzenia, a lud żyje w rytmie dyktowanym przez naturę. Jest to również świat, w którym muzyka disco przeplata się ze śpiewem duchów zmarłych kobiet, a dziewczęta wybierają wiatr na swojego kochanka. Utrzymany w konwencji realizmu magicznego obraz odkrywa przed nami tajemnice życia i wciąga w kalejdoskop kultury Maryjczyków.

Zmarł aktor – nie bójmy się tego powiedzieć – wybitny. Oficjalny życiorys Rogera Moore’a łatwo znaleźć w ogólnodostępnych źródłach – zobiektywizowany, uzupełniony o filmografię, poniekąd kompletny. Poniekąd, gdyż rzadko która postać Hollywood wzbudzała tyle kontrowersji, będąc jednocześnie uważaną za wyjątkowo sympatyczną i bezkonfliktową. Tak bowiem mówią na temat Moor’a jego bliżsi i dalsi znajomi, a ja, jako zupełnie nieznajomy, napiszę przy tej smutnej okazji coś subiektywnego.

Chungking Express to czwarty film Wonga Kar-Waia – reżysera słynącego z zestawiania samotności z miłością w często klaustrofobicznych aglomeracjach. Wykorzystuje on nowoczesny świat, żeby pokazać jak bardzo samotni mogą być ludzie w zaludnionych miastach. W tym temacie idealnie wykorzystuje swój rodzimy Hongkong, gdzie pomimo prawie 7000 osób na km2, większość ludzi czuje się wg niego wyobcowana. Chungking Express stanowi jeden z jego najlepszych obrazów.

Staroć. John Wayne jeszcze nie najgorzej wygląda. W komentarzach podkreśla się dość nietypową fabułę i jest to prawda. Gdyby nie ciążenie w kierunku naiwnie obrazowanej religii byłoby znośnie, chociaż dłużyzny dłużą się makabrycznie. Ech, żeby tak faktycznie wystarczyło otworzyć Biblię w ciemno i dostać gotową wskazówkę co dalej robić, kiedy już nie wiadomo co robić. Kiedyś tak nawet próbowałem, dopóki nie trafiłem na opis śmierci Saula i wyszło mi, że w danej sytuacji powinienem się zadźgać.

Cyborg kontra ludzie Young-goon jest cyborgiem. Jej rodzinę stanowią wszystkie maszyny. Lubi z nimi rozmawiać, czuje się wtedy rozumiana i bezpieczna. Świat urządzeń elektronicznych jest bardzo poukładany i harmonijny. Każde z nich ma swoje przeznaczenie, które wypełnia, dopóki starczy mu sił. Young-goon również szuka swojego zadania.

John Wayne Cleaver, w obawie przed swoją morderczą naturą, jest zmuszony przestrzegać kilku zasad, aby pozostać normalnym nastolatkiem. Przykładowo – gdy ktoś doprowadza głównego bohatera do furii, ma on za zadanie powiedzieć potencjalnej ofierze coś miłego. Zazwyczaj taki sposób rozwiązania problemu działa. Jednak nie wtedy, gdy w mieście pojawia się seryjny morderca, którego John pragnie zdemaskować.

Wojna w wielkich produkcjach filmowych prezentuje się na ekranie w sposób monumentalny i przerażający. Lecąca strumieniami krew, poodcinane kończyny, setki rannych i zabitych – wszystko to napawa grozą i zmusza do refleksji na temat bezsensowności tego rodzaju przemocy. Czy da się jednak przedstawić okrucieństwo wojny bez tych wszystkich elementów, a jedynie przy pomocy ukazania codziennych zmagań zwykłych ludzi, czekających w bombardowanych miastach na powrót bliskich? Przy pomocy upływającego czasu, oczekiwania, błędnych decyzji i zniecierpliwienia? Film Michaiła Kałatazowa, Lecą żurawie, udowadnia, że tak.

Inline
Inline