18.11.2016r. – na ten dzień długo czekali polscy fani przygód Harrego Pottera: pełni nadziei i oczekiwań. J.K. Rowling postanowiła zafundować wszystkim Potteromaniakom powrót do lat dziecięcych – do magii. Sama napisała scenariusz, i aby zachować relacje przyczynowo – skutkowe z wcześniejszą sagą, postanowiła cofnąć się w czasie i opowiedzieć historię tego, co było przed Potterem. Początkowo planowana na 3 filmy przygoda z autorem podręcznika, Newtem Scamanderem, którego książkę czytywał Harry w ramach zajęć, ma przeciągnąć się do aż pięciu. Czy pierwsza z nich zachęca do oczekiwania z zapartym tchem na kolejne, tak jak siódmy epizod Star Wars? Można mieć wątpliwości. Wiadomo, najwytrwalsi pozostaną, jednak pragnę być obiektywny, dlatego zaryzykuję stwierdzenie, że rzeczony film był słabym, przeciągającym się i przewidywalnym zwiastunem kolejnych czterech filmów. Oby lepszych.

Tematyka kryminalna i policyjna stały się nośnym trendem współczesnej polskiej kinematografii. Po zeszłorocznym Czerwonym Pająku (reż. Marcin Koszałka) i mającej swą premierę w październiku „Prostej historii o morderstwie” (reż. Arkadiusz Jakubik), mamy do czynienia z kolejnym interesującym ujęciem sprawdzonych gatunkowych schematów.

Rok 2016 jest niezwykle obfity w wysokobudżetowe ekranizacje gier. Premiery miały już takie filmy jak Ratchet i Clank, Angry Birds, czy Warcraft: Początek, a w grudniu światową premierę ma mieć kinowa adaptacja serii Assassin’s Creed. Wydawałoby się, że jest to doskonała wiadomość dla wszystkich fanów wirtualnych historii. Jednak kiedy spojrzymy w przeszłość i prześledzimy powstałe do tej pory ekranizacje, to jedynym zdaniem, które przyjdzie nam do głowy będzie: „gorzej już być nie może”.

IN  MEMORIAM

A przez wieczność będą jemu oto pomniki stawiać z marmuru, żelaza, brązu, jakoż on to pozłocił kinematografię polską i światową. Dawał przykład, edukował, uczył jak się uczyć. Kochał polską kulturę i sztukę. Kochał swój kraj i ojczysty język. Honorowego Oscara w 2000 roku przyjął słowami: „Ladies and Gentelmen! Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć, to, co myślę, a myślę zawsze po polsku”.

Reżyser Ederly, Piotr Dumała, z zawodu jest grafikiem, animatorem oraz konserwatorem rzeźb. Jego najnowszy film uzupełnia tę listę kompetencji o zawodowe inspiracje – jest nią twórczość dwóch wielkich pisarzy: Franza Kafki oraz Brunona Schulza. Co do pierwszego z nich – należy wspomnieć, że w 1991 roku miał premierę stworzony przez Dumałę i wyprodukowany przez Studio Semafor krótkometrażowy film animowany pod tytułem Franz Kafka, który przedstawiał kilka epizodów z życia austriackiego pisarza. Niektóre motywy z tejże animacji pojawiły się w Ederly. W warstwie wizualnej zaś Franz Kafka był przedsmakiem tego, co dwadzieścia pięć lat później reżyser postanowił pokazać na ekranie – tym razem za pomocą kamery i rzeczywistych plenerów: czarno-biały rysunek dziewiętnastowiecznej Pragi zmienił się w filmie w czarno-białe zdjęcia nocne i klaustrofobiczną przestrzeń wyludnionego miasteczka.

Pochodzące z języka jidysz słowo „Polin” posiada dwa znaczenia – „Polska” oraz „tutaj spocznij”. Tradycja przekazuje, że mianem „Polin” Żydzi określili Polskę w drugiej połowie XV wieku, kiedy zezwolono im na osiedlenie się w kraju nad Wisłą po prześladowaniach w Europie Zachodniej. Po obejrzeniu wstrząsającego filmu Wołyń Wojciecha Smarzowskiego zacząłem doszukiwać się pewnych analogii związanych ze słowem „Polin”, które w warstwie metaforycznej doskonale oddaje skomplikowane relacje Polaków, Żydów, Ukraińców, Niemców i Rosjan w latach II wojny światowej.

Na spotkaniu z publicznością Mariusz Gawryś wyznał, iż pomysł na film zrodził się w jego głowie po przeczytaniu o utworzeniu kobiecej scholi gregoriańskiej we Wrocławiu – co było złamaniem pewnego tabu w kościele katolickim. Decydując się na nakręcenie kryminału reżyser po raz pierwszy w swojej karierze zmierzył się z kinem gatunkowym. Efekt jego starań, stanowi przykład całkiem umiejętnego czerpania z zachodniego kina. Kreując postaci i ich ekranowy świat Gawryś sięga po motywy fabularne znane z nurtu noir i sprawnie przenosi je na polskie realia. Nie udało mu się uchronić przed mniejszymi czy większymi potknięciami, ale w ostatecznym rachunku dokłada całkiem wartościową cegiełkę do polskiego dorobku kryminalnego.

Inline
Inline