Kino akcji od lat cieszy się niezwykłą popularnością. Jest to jeden z ulubionych gatunków filmowych publiczności. Demonstrowanie niezwykłych umiejętności w walce wręcz, strzelanki, efekty specjalne… Kino niewymagające, którego celem jest dostarczanie widzowi wrażeń wizualnych, a nie poruszanie jego szarych komórek. Dlatego można stwierdzić, że scenariusz nie odgrywa tu większej roli – ważne, by „się działo”. Czy jednak na pewno?

Debiut reżyserski Veroniki Franz oraz Severina Fiala spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków filmowych i nie ma się czemu dziwić. Widzę, widzę to dobrze skrojony horror, który nie musi posługiwać się tanimi środkami wyrazu, by wywołać poczucie niepokoju. Chodzi o coś więcej, o zaskoczenie widza i dyskretne podsuwanie mu wskazówek do rozwiązania zagadki, subtelną grę, która pomoże mu określić po której stronie barykady stanie – matki czy synów. To ciekawie zrealizowana opowieść, która swoim surowym stylem i wieloznacznością przypomina styl Michaela Haneke.

Kultura starożytnego Egiptu to prawdziwa kopalnia fascynujących pomysłów. Spektakularne wojny, niezwykle bogata mitologia i zachwycająca architektura. Prawdziwie wymarzony materiał na pełne rozmachu widowisko o świecie podzielonym między bogów i śmiertelników. Dodajmy do tego imponującą obsadę i możliwości techniczne drugiej dekady XXI wieku. Co może nie wyjść? Cóż, najwidoczniej wszystko.

Ryan Gosling, kanadyjski aktor i muzyk, uważany jest za jedną z najbardziej lubianych przez dziennikarzy sław. Swoim urokiem osobistym, niebywałym dystansem do samego siebie oraz humorem zjednuje sobie nie tylko serca kobiet, ale i prasy. Kiedy nie występuje w filmach, zajmuje się pisaniem piosenek i grą na gitarze w zespole Dead Man’s Bones. Prawdziwy rozgłos zapewniła mu rola w ekranizacji książki Nicholasa Sparksa pt. Pamiętnik, w której zagrał czarującego Noah, zakochanego w dziewczynie z wyższych sfer. Jednak na uznanie zasługują również jego inne, bardziej prowokujące kreacje: żydowskiego neonazisty, seryjnego mordercy, mężczyzny darzącego uczuciem dmuchaną lalkę lub uzależnionego od narkotyków nauczyciela.

Zjawa rozpalała moją wyobraźnię od miesięcy. Połączenie Iñárritu-Lubezki-DiCaprio-Hardy po prostu musiało wstrząsnąć moim światem jako że jestem wielbicielem każdego z nich. Przez długie miesiące o filmie mówili głównie zainteresowani kinem i twórczością wspomnianych panów. To się jednak zmieniło – od pewnego czasu Zjawa jest na ustach wszystkich. Oscary, Leo to, Leo tamto, niedźwiedź, znowu Oscary i jeszcze raz Leo. Setki newsów, artykułów, memów i ogólnopojęta pompa. Moim zdaniem film na tym cierpi. Bo, choć to dzieło niezwykle imponujące od strony produkcyjnej , to warto pamiętać, że to także prosta i intymna historia o podstawowych ludzkich wartościach. To nie napompowane widowisko w stylu Titanica, to nie skrojony pod Oscary dramat jak Dziewczyna z portretu. Gorąco polecam odcięcie się od tego medialnego jazgotu i podejście do filmu z czystym umysłem. Dzięki temu, zamiast rozważać komu Oscar i dlaczego Oscar, będziecie mogli dać porwać się surowemu pięknu Zjawy.

Powraca w filmie Transcendencja nieustannie uwielbienie dla archaicznych technologii i kultu komputera, który zajmuje hektary powierzchni w laboratoriach tylko po to, żeby był zdolny rozpoznać fotkę i skojarzyć ją z twarzą. Może by zadziałało na zasadzie zabawy stereotypem, gdyby było to zrobnione świadomie, ale to ma… zszokować widza. A widz ma takie zabawki w telefonie.

Podczas lektury gazet i oglądania telewizji mam ostatnio poczucie wszechogarniającego wpływu polityki i konfliktu światopoglądowego. Wybierając się do kina, mam ochotę odpocząć od tego zgiełku. Nienawistna ósemka – film reżysera, który był dla mnie zawsze bogiem, nie pozwala mi na chwilę wytchnienia, zaskakująco próbuje opowiedzieć o dzisiejszej Ameryce. Czy postmodernistyczny pastisz pasuje do takich historii? Czy nie doprowadziło to do wtórności najnowszej produkcji Quentina Tarantino?

Ten film nie zapowiadał się szczególnie obiecująco. Legenda kina, Robert De Niro, jako świntuszący staruszek o mentalności gimnazjalisty. Gwiazda High School Musical, Zac Efron, w roli młodego prawnika na życiowym rozdrożu. Umiarkowanie zabawny zwiastun – a te zazwyczaj zawierają najlepsze żarty. Dan Mazer na reżyserskim stołku również nie napawał wielkim optymizmem – w moim odczuciu jeden z trzech jego żartów okazuje się zabawny. Nasuwa się więc pytanie: czy film przerósł mizerne oczekiwania? Miejscami.

Inline
Inline