Cztery pokoje – Z kim imprezuje Tarantino?

Jak Quentin Tarantino wyobraża sobie Sylwestra? W 1995 roku postanowił go spędzić w towarzystwie czarownic, trupów i krwawych zakładów. Wodzirejem imprezy został Tim Roth, który jako boy hotelowy oprowadzał widzów po jednym z najdzikszych hoteli jakie odwiedziło kino. Skąd Tarantino wziął pomysł na tak zwariowaną imprezę sylwestrową?

Cztery pokoje opowiadają historię pewnej nocy sylwestrowej w jednym z kalifornijskich hoteli. Film składa się z czterech rozdziałów, połączonych postacią Teda – najbardziej kabaretowego boya hotelowego w historii. Grany przez Tima Rotha, w ciągu stu intensywnych minut odwiedza tytułowe cztery pokoje. Poniżej krótki opis, każdego z rozdziałów.

  1. Brakujący składnik (reż. Allison Anders)

Segment opowiadający o sabacie czarownic z Madonną na czele [sic!], które próbują odwrócić zaklęcie rzucone 40 lat temu na ich Boginię. By to zrobić, muszą przygotować miksturę, którą posłużą się do przeprowadzenia odpowiedniego rytuału. Brakuje im jednak jednego składnika – spermy. Jaka jest w tym rola Teda? Domyślcie się.

 

  1. Nie ten mężczyzna (reż. Alexandre Rockwell)

Ted zostaje przypadkowo wysłany do pokoju 404, w którym czeka na niego psychopatyczny Sigried ze swoją żoną… zakneblowaną i przywiązaną do krzesła. Omyłkowo bierze Teda za kochanka swojej żony i zaczyna torturować  ich oboje. Psychopatę ciężko jest przekonać, że się myli.

 

 

  1. Rozrabiaki (reż. Robert Rodriguez)

Tym razem Ted dostaje misję przypilnowania niesfornych dzieci Antonio Banderasa i jego azjatyckiej żony. Tak, misję, ponieważ okazują się one bardziej niesforne niż przypuszczał. Od picia alkoholu i palenia papierosów, przez rzucanie zatrutymi strzykawkami, aż po trupa w materacu. Jest to pokój, który najbardziej komplikuje Tedowi Sylwestra.

 

  1. Mężczyzna z Hollywood (reż. Quentin Tarantino)

Dzieci rujnują Tedowi Sylwestra na tyle, że postanawia rzucić służbę w hotelu i uciec do domu. Przed odejściem powstrzymuje go jednak szefowa, mówiąc, że został już tylko jeden gość do obsłużenia. Ten najważniejszy… Chester Rush (Quentin Tarantino), z którym Ted wejdzie w szalony zakład.

 

 

Przyjaciele

Jak możecie pamiętać Pulp Fiction było podzielone na 3 rozdziały. Vincent Vega i żona Marsellusa Wallace’a, Złoty zegarek, oraz Kłopot z Bonnie. Początkowo Quentin Tarantino chciał, żeby każdy z nich wyreżyserowała inna osoba. Pomysł, choć ambitny, skończył się tylko na tym, że scenariusz do jednego z rozdziałów (Złoty zegarek) napisał Roger Avary (kumpel Quentina z wypożyczalni kaset video, w której kiedyś razem pracowali). Finalnie całość i tak wyreżyserował sam Tarantino. Po nieoczekiwanym sukcesie Pulp Fiction, pomysł z dzieleniem filmu na segmenty bardzo przypadł mu do gustu. Stąd w 1995 roku postanowił kontynuować ten styl w Czterech pokojach. Tym razem już we współpracy z innymi reżyserami, będącymi jego bliskimi przyjaciółmi.

Ciekawostka: Początkowo w filmie miał być jeszcze piąty pokój, w reżyserii Richarda Linklatera. Choć swoim stylem pasowałby do filmu jak ulał, finalnie odrzucił propozycję z niewiadomych przyczyn.

Duch Jerry’ego Lewisa

Choć w Czterech pokojach można znaleźć niezliczoną ilość odniesień i „kradzionych” pomysłów, najbardziej widoczna jest inspiracja Boyem hotelowym z 1960 roku. Ba, sam Tarantino jawnie się do tego przyznał, pisząc monolog, w którym jego postać chwali gwiazdę wspomnianego filmu – Jerry’ego Lewisa. Z powodu jego kompletnie niemej, acz nadzwyczaj charyzmatycznej roli określił go mianem jednego z największych komediantów w historii Ameryki, którego geniusz ludzie docenią dopiero po jego śmierci. Jako niemy boy hotelowy, który zaraża entuzjazmem przez swoją szaloną mimikę, skradł serce wielu widzów… W tym i Tarantino.

By zmierzyć się z taką legendą, Tarantino wraz z pozostałymi, musiał stworzyć niezwykle charakterystyczną postać. Taki jest właśnie Ted w wykonaniu Tima Rotha. Przejaskrawiony do granic możliwości. Aktor dwoi się i troi by każdy kadr zalewać ekscentrycznością i najbardziej udziwnionymi minami. Jego kabaretowy styl aktorstwa idealnie łączy się z sytuacjami, które napotyka w kolejnych pokojach. Choć postać ta początkowo została napisana z myślą o Stevie Buscemim, Tim Roth wywiązał się z zadania lepiej niż ktokolwiek mógł wtedy przypuszczać. Postać Teda do dziś pozostaje jedną z jego najdziwniejszych ról w karierze.

Alfred Hitchcock

W ostatniej noweli pt. Mężczyzna z Hollywood Chester Rush (grany przez Tarantino) – „zmusza” Teda do wzięcia udziału w zakładzie polegającym na tym, że jeśli ich kumpel Norman odpali zapalniczkę zippo 10 razy z rzędu, wygra Chevroleta Chavelle. Jeśli mu się jednak nie uda – Ted odetnie mu mały palec tasakiem do mięsa.

Jawną inspiracją jest tutaj scena z Man from the south – jednego z odcinków popularnego w latach 50. serialu Alfred Hitchcock przedstawia (sięgając głębiej, Alfred Hitchcock oparł tę historię na opowiadaniu Roalda Dahla z 1948 roku, pod tym samym tytułem). Tam bohaterowie, grani przez Steve’a McQueena i Petera Lorre również biorą udział w tak szalonym zakładzie. Różnica nie polega tylko na tym, że bohater Petera Lorre, który polował u Hitchcocka na małe palce, był psychopatą, a postać Tarantino w Czterech pokojach była po prostu pijana. Zarówno miejsce akcji, jak i fabuła różnią się diametralnie. Tarantino zaczerpnął pomysł z zakładem od Hitchcocka, ubrał go w swoje, charakterystyczne szaty i połączył z historią Teda, dając mu najbardziej impaktowe zakończenie na jakie zasłużył tamtej nocy.

Ciekawostka: W ciągu 21-minutowej noweli Tarantino, słowo „Fuck” pada 193 razy.

The Man from the South vs. The Man from Hollywood

W Mężczyźnie z Hollywood można zauważyć również inne inspiracje Hitchcockiem. Chociażby w sposobie prowadzenia narracji. Oprócz przeszywającego suspensu, obaj reżyserzy opowiadają historię długimi, nieprzerywanymi ujęciami z ręki. Już w Sznurze z 1948 roku, Hitchcock chlubnie wykorzystywał montaż wewnątrzkadrowy, umiejętnie prowadząc widza przez ciasne pomieszczenia. Praca ówczesnego operatora Tarantino – Andrzeja Sekuły – bardzo przypomina tę ze Sznura.

Sznur (reż. Alfred Hitchcock, 1948)

Różowa Pantera

Inną wartą wspomnienia postacią, z którą Tarantino dzielił Sylwestra w 1995 roku jest Różowa Pantera. Kuriozalne nuty zespołu Combustible Edison, z Czterech pokojów, nie doczekały się tak kultowego statusu w historii muzyki filmowej, jak nagrodzony Oscarem motyw przewodni Różowej Pantery, w wykonaniu Henry’ego Manciniego. Mimo to jednak widać pewne podobieństwa. Szczególnie w warstwie wizualnej czołówek obu filmów.

Ciekawostka: Logo Band Apart, które pojawia się na początku intro, oparte jest na kadrze ze Wściekłych psów. Postać, która akurat wychodzi z szeregu to Pan Pomarańczowy, grany również przez Tima Rotha.

Robert Rodriguez

Wszystkie pokoje oferują szalone przeżycia. Muszę jednak przyznać, że gdy co rok wracam do Czterech pokojów najchętniej odwiedzam dwa ostatnie z nich – te wyreżyserowane przez Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. Tak jak Mężczyzna z Hollywood Tarantino stanowi koncert przedłużanych dialogów, ubrany w kinofilskie cytaty, tak nowela Rodrigueza jest przekolorowanym i przewrotnym żonglowaniem urokami niesfornego dzieciństwa… przynajmniej tego, które przeżył Robert Rodriguez. Ówczesny reżyser El Mariachi i Desperado oparł bowiem historię noweli pt. Rozrabiaki na własnych wspomnieniach. W dokumencie przedstawiającym kulisy powstawania Czterech pokojów wspomniał, że w młodości przeżył tyle kuriozalnych sytuacji ze swoim rodzeństwem, że grzechem byłoby nie przenieść tego na kliszę filmową. Jak przyznał, był to najszybciej i najłatwiej napisany scenariusz w jego życiu. Do tego cała nowela została nakręcona w tydzień, tuż po zakończeniu zdjęć do Desperado. Nic dziwnego, że dystans i swobodę historii widać w jego pokoju gołym okiem.

Ciekawostka: Zanim dzieci przełączają na kanał dla dorosłych (gdzie obiektem pożądania jest roznegliżowana Salma Hayek) oglądają krótkometrażowy film – Bedhead – wyreżyserowany w 1991 roku przez Roberta Rodrigueza i również opowiadający historię dzieci.

Czy Cztery pokoje to udana impreza sylwestrowa? W końcu reżyser Pulp Fiction zaprosił na nią tylu znakomitych gości. Zwariowani przyjaciele Tarantino z Robertem Rodriguezem na czele, duch Jerry’ego Lewisa, farsowy Tim Roth, suspensowy Alfred Hitchcock i rytmiczna Różowa Pantera. Choć pierwsze dwa pokoje mogą niektórym wydawać się nieco rozczarowujące, warto się przemęczyć, by zobaczyć kabaretowy koncert czarnej komedii w wykonaniu Roberta Rodrigueza i Quentina Tarantino. Jak sylwester, to tylko z Tedem.

Paweł Mozolewski

Share With:
Inline
Inline