Cinerama - Komedie romantyczne

Walentynki po polsku

Prezent do 50 zł, kino i restauracja – tak według statystyk wyglądają polskie Walentynki, przynajmniej wśród sparowanej części społeczeństwa. Single natomiast zwykli deklarować, że bardziej od święta zakochanych wolą tłusty czwartek. W tym bardziej lub mniej wyjątkowym dniu, zarówno fanom serduszkowych gadżetów, jak i miłośnikom pączków proponujemy polską komedię romantyczną, która posiada tę właściwość, że romantyczne dusze przyprawi o wzruszenia, a cynikom dostarczy uśmiechu.

Polskie komedie romantyczne nieustannie borykają się z problemem sprostania podstawowym wyznacznikom kina gatunkowego, takim jak: wyraziści bohaterowie, przejrzysta i logiczna narracja, konsekwentnie poprowadzone wątki oraz ironia i patos dawkowane w odpowiednich proporcjach. Przez to stają się one nie opowieścią o prawdziwych ludziach, nawet nie pokazywaniem bajkowego świata marzeń, a jedynie prezentacją dekoracji, bez bohaterów i historii. Tak jest na przykład w Listach do M. 2 (2015), które przypominają reklamówkę centrum handlowego i stacji telewizyjnej. U podstaw komedii romantycznej najlepiej zaś sprawdza się pewien paradoks – pokazywanie świata wygładzonego, wypięknionego i wypachnionego, lecz zakorzenionego w empirycznym doświadczeniu. Komedia romantyczna ma bawić i wzruszać, a to okazuje się wyżyną, na którą większości rodzimych produkcji ciężko się wspiąć. Śmiech i łzy, choć w przypadku recepcji komedii romantycznych są często wyszydzane, leżą u podstaw wielu doświadczeń filmowych. Powodują je najczęściej trafnie napisane dialogi, będące połączeniem komunikatywności ze zróżnicowanym humorem oraz współwystępowanie elementów komediowych i dramatycznych.

Cinerama - Komedie romantyczneWyroby pączkopodobne

Filmem, który sprawił, że po 2000 roku komedie romantyczne stały się najchętniej produkowanymi filmami w Polsce jest Nigdy w życiu! (2004). Opowieść o 37-letniej Judycie, w której życiu następuje niespodziewana rewolucja, w czasie swojej premiery wniosła do kina powiew zachodniej świeżości. Choć to kino babskie, rodzinne, banalne, to pokazane z ciepłem, dystansem i wiarą w przyszłość.

Kolejne produkcje utrwalały wzorzec polskiej komedii romantycznej, na który składają się: obsada złożona z najpopularniejszych (najlepiej serialowych) aktorów, miejsce akcji osadzone w warszawskich szklanych biurowcach i minimalistycznych apartamentowcach, młodzi bohaterowie szukający sensu życia, tkwiący w korporacyjnym wyścigu szczurów, dla których miłość jest jedyną szansą na dostrzeżenie prawdziwych wartości i zmianę swojego losu oraz towarzyszące im na zasadzie negatywu, postaci prowadzące odmienny tryb życia – najlepiej wpisujące się w układ dziewczyny z prowincji i księcia z bajki.

Tak jest na przykład w Tylko mnie kochaj! (2006), gdzie pojawienie się małej, rozbrajającej dziewczynki, podającej się za córkę, burzy spokój niepotrafiącego się ustatkować architekta. Film spełnia wszelkie wymogi wzorcowej polskiej komedii romantycznej: akcja toczy się w przestrzeni fikcyjnej Warszawy, w sterylnych, eleganckich pomieszczeniach, a bohaterowie pozbawieni są większych zmartwień niż poszukiwanie miłości. Podobnie jest w Kochaj i tańcz, które dodatkowo zostało wzbogacone o bieżący trend – taniec – w myśl idei: cała Polska tańczy, cała Polska pójdzie do kina.

Twórcy komedii romantycznych opierają się przede wszystkim na znanych i lubianych, czyli upychają w obsadzie coraz to większą liczbę polskich gwiazd i gwiazdeczek, przez co pojawienie się na ekranie „gorących nazwisk” ma mocno teledyskową formułę. Jest najprostszym sposobem na przyciągnięcie widzów, które skutkuje tym, że wątki są jedynie zarysowywane, bez szans na ich głębsze usensownienie w strukturze filmu. Przykład takiego myślenia obecny jest w filmach Och Karol 2 (2011) czy Listy do M. 2. Inną, równie częstą właściwością jest uciekanie w serialowość. Tak było z Ja wam pokażę! (2006), które nie powieliło sukcesu Nigdy w życiu!. Zamiast koncentrować się na potoczystości opowiadania, skupiono się na eksponowaniu produktów sponsorskich.

Pączki z lukrem, ale bez konfitury

Na tym tle jako oryginalne jawią się produkcje, które odrzucają któryś z najczęściej występujących składników, na przykład nie wykorzystują plenerów warszawskiego śródmieścia, przenosząc akcję do romantycznego Krakowa (Nie kłam, kochanie, 2008) czy na malowniczą Maderę (Miłość na wybiegu, 2009). Jednak nadal pozostają one wariacją na temat losów Kopciuszka – czy to biednej i naiwnej ogrodniczki, wplątanej w intrygę cynicznego i rozrzutnego lekkoducha, czy to dziewczyny ze smażalni ryb, która zdobywając serce przystojnego fotografa, robi przy okazji zawrotną karierę. Na nutę oryginalności pozwolili sobie także twórcy Jeszcze raz! (2007), ukazując synchroniczną historię dwóch romansów – matki i córki i zauważając przy tym, że romantyczna miłość nie jest jedynie udziałem młodych.

Wykorzystywanie stylistyki komedii romantycznej stało się także sposobem na przybliżenie młodszej widowni komedii Aleksandra Fredry. Stąd w Ślubach panieńskich (2010) Filipa Bajona zalotnym intrygom towarzyszą samochody i telefony komórkowe. Efekt końcowy? Niezamierzenie groteskowy.

Jeszcze oryginalniejsze podejście do gatunku odnaleźć można w Sercu na dłoni (2008) Krzysztofa Zanussiego, które wykorzystuje konwencję komedii romantycznej nie tylko jako fabularny schemat, ale także jako przedmiot krytyki. Opowieść o zepsutym przez dostatnie życie biznesmenie, cierpiącym na ciężką chorobę serca, którego uratować może tylko przeszczep, a co za tym idzie kolejna próba samobójcza znajdującego się na przeciwległym biegunie życia młodego mężczyzny, przechodzącego zawód miłosny nabiera wydźwięku krytycznego i politycznego. Udanym przykładem mirażu tego, co autorskie z tym, co popularne jest także Ajlawju (1999) Marka Koterskiego. Sukces miłosnych perypetii Adasia Miauczyńskiego tkwi w humorze i obsadzie.

Donuty

Cinerama - Komedie romantyczneJedne z największych frekwencyjnych przebojów – Listy do M. (2011) i Planetę singli (2016) śmiało można zaliczyć do najlepszych polskich filmów gatunkowych ostatnich lat. Pierwsza część polskiej idylli o Bożym Narodzeniu mechanicznie naśladuje kultowe już brytyjskie To właśnie miłość. Nie przeszkadza to jednak w docenianiu sprawności warsztatowej tej produkcji. Każdy z wielu wątków został proporcjonalnie do reszty potraktowany, posiada zarówno odpowiednie nasycenie emocjonalne, jak i komediowe. To fabuła, a nie gwiazdorska obsada, robi największe wrażenie. Dialogi przepełnione są humorem, a przede wszystkim życiową praktyką. Lekko, lecz nie infantylnie, ciepło i słodko, ale nie mdląco. I choć tu wybaczyć można wiele, to premiera sequela okazała się niewypałem. Twórcy dołożyli jeszcze więcej znanych i lubianych, przez co zabrakło czasu na rozwinięcie wątków. Nie wyszło także zbalansowanie warstwy melodramatycznej i komediowej. Choć w paru momentach można się zaśmiać to w przeważającej większości dominuje banał i tani dramatyzm. Bohaterowie przemieszczają się po przyprószonej śniegiem, przepięknej Warszawie w poszukiwaniu upominków i miłości. W tle przygrywa Sound’n’Grace. Momentami film za bardzo sprowadza się do reklamowania popularnych i ekskluzywnych produktów. Stając się świetną alternatywą dla tych, którzy chcieliby pozwiedzać galerię handlową, ale nie przepadają za spacerami.

Podobnie jak sukces Listów opierał się na wykorzystaniu schematu Richarda Curtisa, tak jakość Planety singli wynika z powielania amerykańskich wzorców. Tradycyjnie akcja toczy się na ulicach i w przestrzeniach Warszawy, ona i on pochodzą z różnych planet – i jak przystało – to ona jest szarą myszką, nauczycielką plastyki, niespełnioną artystką marzącą o wielkiej, romantycznej, miłości, a on cynicznym księciem z telewizyjnego show, nachalnym bajerantem, który nieproszenie w walentynki dosiada się do jej stolika. Czym więc Planeta singli różni się od wcześniejszych produkcji? Poziom artystyczny to zasługa znakomicie wyważonego scenariusza, jeśli chodzi o jakość żartów, poziom wzruszeń i liczbę zwrotów akcji, a także z wykorzystania bardzo popularnego dziś motywu randkowania za pomocą internetowej aplikacji. W obu przypadkach wtórność wobec zachodnich produkcji okazuje się być najzwyczajniej w świecie użyteczną.

Prawdziwy pączek jest tylko jeden (albo dwa)

Prawdziwą perłą w koronie wśród polskich komedii romantycznych jest Piętro wyżej z 1937 roku. Żadnej z późniejszych produkcji naśladującej wykorzystane tu wzorce gatunkowe nie udało się powtórzyć sukcesu Leona Trystana.

Historia przypomina fredrowską bajkę o Pawle i Gawle. W pewnej kamienicy mieszka jej gospodarz – Hipolit Pączek, pasjonat muzyki poważnej, którego największą zmorą jest lokator o tym samym nazwisku – mieszkający piętro wyżej – młody spiker radiowy i wielbiciel jazzu, Henryk Pączek. Stara się on za wszelką cenę uprzykrzyć życie gospodarza, który nie znajdując pretekstu do pozbycia się niechcianego lokatora, odpłaca mu tym samym. Kłócą się, wzajemnie zagłuszają, nasyłają na siebie policję, podają do sądu, a zbieżność nazwisk stanowi oczywistą przyczynę wszelkich filmowych perypetii. Pewnego wieczoru, Henryk zastaje w swoim mieszkaniu bratanicę Hipolita, Lodzię. Nie mając bladego pojęcia o pochodzeniu dziewczyny, zakochuje się w niej.

O poziomie artystycznym świadczą skrzące się dowcipem dialogi, przyprawiające o zawrót głowy kolejne zwroty akcji i natychmiastowo zapadające w pamięć piosenki śpiewane do dziś. To przykład kina, które się nie starzeje, a współcześnie nawet nabiera dodatkowego uroku. Przedwojenna Warszawa, poezja, absurdalny humor, a przede wszystkim Eugeniusz Bodo u szczytu formy, w kobiecym przebraniu wykonujący piosenkę „Seksapil”. Choć zręczny scenariusz filmu powiela schemat komedii pomyłek, znanych jeszcze z francuskich fars bulwarowych, to czyni to subtelnie i z wielką troską o umiejętne wykorzystanie dawnych chwytów. Banalną i dość przewidywalną fabułę przyćmiewa dystans do konwencji i absurdalny humor, zarówno słowny, jak i sytuacyjny.

Podobny urok oglądania po latach ma Przygoda na Mariensztacie, proletariacka komedia romantyczna opowiadająca o przodownikach pracy. Ideologiczny wydźwięk i fabuła rozpisana zgodnie z socrealistycznymi nakazami nie zdołała pozbawić uroku opowieści o miłości doświadczonego murarza z adeptką tego prestiżowego niegdyś zawodu. Młodość, niezapomniane piosenki, wyraziste postaci drugoplanowe na tle odbudowującej się Warszawy sprawiają, że i dziś film ten ogląda się znakomicie.

Cinerama - Komedie romantyczne

Choć polskie komedie romantyczne nie cieszą się dobrą renomą, rozczarowują poziomem aktorstwa, jakością humoru czy elementami technicznej realizacji warto pamiętać, że ich historia nie zaczęła się po 2000 roku, a wśród starszych obrazów można znaleźć prawdziwe perełki.

Magda Mielke

Share With:
Inline
Inline