kryształowa dziewczyna

Kryształowa Dziewczyna – Świat jest chaosem

Kryształowa dziewczyna to jeden z tych filmów, po którego zakończeniu w sali kinowej zapada cisza. Powodem nie jest bynajmniej niemy zachwyt widzów, lecz problem z szeroko rozumianym odniesieniem do obejrzanego przed chwilą dzieła (dzieła?).

Gdyby podjąć próbę określenia tematu – jest nią (banalnie) miłość jako uczucie irracjonalne, atakujące znienacka, wręcz destrukcyjne. Przy okazji twórcy nie omieszkali zaznaczyć, że (znowu banalnie) może się ona przytrafić każdemu, bez względu na płeć czy orientację seksualną. Obserwujemy więc trzy osoby „chorujące” na złą miłość: Adriana (Bartosz Sak) zakochanego w umierającej na raka Ani (Natalia Klepacka – tytułowa „kryształowa dziewczyna”), Wiesię (Magdalena Celmer) nie potrafiącej opuścić męża, który regularnie ją bije, oraz Jacka (Mateusz Kocięcki), owładniętego obsesją na punkcie byłego współlokatora Wasyla (Konrad Eleryk). Tytuł filmu niczego nie podpowiada, nie składa się w całość, nie zdradza intencji, nie sugeruje. Wręcz przeciwnie: wprowadza chaos, podobnie jak chaotycznie opowiadane są wspomniane wyżej historie. Na jego podstawie można domniemywać, że – choć nie wynika to z fabuły – głównym wątkiem Kryształowej dziewczyny jest historia Adriana.

Poza licznymi niejasnościami i źle rozłożonymi akcentami (kto tu właściwie jest głównym bohaterem?) rzucają się w oczy niedopracowane szczegóły – jak choćby zdrowe, długie rzęsy chorej na raka bohaterki, która w wyniku chemioterapii straciła przecież brwi i włosy na głowie. Szczegół ten nie byłby tak rażący, gdyby nie fakt, że zdecydowaną większość ujęć stanowią zbliżenia na twarz filmowej Ani (co w pewnym momencie staje się zwyczajnie męczące).

Zupełnie jakby zabezpieczając się przed oskarżeniami o popadanie w banał, reżyser zastosował interesujący zabieg: poszczególne sceny były komentowane na ekranie przez mężczyznę, którego przeżycia (niby to) stały się podstawą scenariusza Kryształowej dziewczyny. Ten wykreowany uczestnik rzeczywistych zdarzeń uprzedzał krytyczne uwagi na temat filmu Urbańczyka: zarzucił mu między innymi, że nie pokazał historii Jacka i Wasyla od początku (no właśnie!); nie podobała mu się również balansująca na granicy kiczu scena miłosna między Adrianem a „kryształową dziewczyną” – uznał ją za przerysowaną (zapewne!) i nieprawdziwą, bo „przecież oni się nawet nie całowali”.

Do elementów, za które należy pochwalić reżysera, można przede wszystkim zaliczyć ostatnią scenę: dobrze wygrana aktorsko rodzinna kłótnia przy stole wywołała na sali kinowej dużo emocji, w tym – zapewne zamierzone przez twórców – salwy śmiechu. Widzowie, którzy przez całą projekcję zastanawiali się, czy nie opuścić sali (za przykładem niektórych), mogli więc poczuć na koniec cień satysfakcji.

W Kryształowej dziewczynie wiele rzeczy zasługuje na poprawki, ostatecznie najbardziej interesująco wypada autosugestia reżysera osiągnięta przy pomocy wspomnianego wyżej komentarza. Może zresztą z tego powodu film Urbańczyka zakwalifikowano do sekcji „Inne spojrzenie”.

Anna Felskowska

Share With:
Inline
Inline