Siergiej Paradżanow – geniusz zapomniany

9 stycznia Siergiej Paradżanow skończyłby 94 lata. Jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii kina, ucieleśnienie mitu nękanego i prześladowanego artysty, pozostaje dzisiaj prawie nieznany szerokiej widowni.

Naprawdę nazywał się Sarkis Howsepi Paradżanian. Urodził się w Tbilisi, stolicy Gruzji, zaledwie trzy lata wcześniej przyłączonej do Rosji sowieckiej. Rodzice byli Ormianami. Grał na skrzypcach, tańczył, śpiewał.  W 1945 roku udało mu się dostać na Wszechzwiązkowy Państwowy Instytut Kinematografii, alma mater nieomal wszystkich wybitnych radzieckich filmowców, takich jak chociażby Abuładze, Tarkowski, Muratowa i Michałkow. Nieszczególnie długo dane mu jednak było cieszyć się rysującą się przed nim świetlaną karierą – w 1948 r. został skazany na 5 lat więzienia za stosunki homoseksualne. Miał jednak szczęście – wypuszczono go już po 3 miesiącach, w ramach amnestii. 3 lata później po raz pierwszy się ożenił – jego wybranką została Nijar Kerimowa, Tatarka i muzułmanka, która dla Siergieja „przechrzciła się” na prawosławie. Szczęśliwe pożycie rodzinne nie potrwało jednak zbyt długo – niedługo po ślubie Nijar została zamordowana przez swoich krewnych, którzy mścili się za jej konwersję.

Siergiej wyjechał więc do Kijowa. Tam nakręcił kilka dokumentów i filmów fabularnych, które określi zresztą później jako „śmieci”. Większość – jeśli nie wszystkie – to rzeczywiście przykłady tych milutkich, sielankowych, socrealistycznych produkcyjniaków, które taśmowo wyrzucała z siebie radziecka maszyna filmowa. Dziełem, które zamknęło ten etap w jego działalności był Kwiatek na kamieniu.

Nauczył się ukraińskiego, ożenił po raz drugi – a przy okazji całkowicie zawrócił tor swojej twórczości. Po obejrzeniu Dziecka wojny (zresztą on i o 8 lat młodszy Tarkowski stali się wkrótce dobrymi przyjaciółmi) zdecydował się zredefiniować siebie jako filmowca. W 1965 roku nakręcił pierwszy z czterech swoich najwybitniejszych filmów – Cienie zapomnianych przodków, na podstawie lirycznej powieści Mychajła Kociubyńskiego. Piękna, symboliczna opowieść o losach Romea i Julii wśród huculskich połonin, estetycznie szalona, zniewalająca romantycznymi symbolami, spośród jego najsłynniejszych produkcji wyróżnia się sporą klarownością i spójnością fabularną. Później nie będzie to już regułą w twórczości Paradżanowa – historię poświęci obrazowi.

Wkrótce potem Siergiej wyjechał do Armenii, kraju swoich rodziców. Tam, w 1969 r., ukazał się następny film, powszechnie uważany za opus magnum reżysera. Kwiat granatu lub Barwy granatu (polski dystrybutor nie mógł zdecydować się na tłumaczenie tytułu Cwiet granata). Oryginalnie miał nosić tytuł Sajat Nowa. To wręcz afabularna, artystyczna biografia ormiańskiego poety, w której jedną z głównych ról odegrała muza reżysera, piękna Sofiko Chiaureli. Produkcja nie spodobała się jednak radzieckim władzom. Została uznana za zbyt eksplicytnie ukazującą symbole narodowe Armenii, przez co rzekomo mogła podburzać lud tej rodzonej córki Związku Radzieckiego. Film został więc pocięty i przemontowany, jednak udało się zachować charakterystyczne cechy stylu Paradżanowa.

Siergiej stał się uznanym artystą, nie tylko na scenie radzieckiej. Jednak szczęście przestało mu sprzyjać – od czasu „buntowniczego” Cwieta… władze miały go na celowniku. Kolejne scenariusze nie trafiały do dystrybucji. Chciał adaptować Puszkina, Lermontowa, Andersena, zmarłego „na czasie” poetę ormiańskiego Nairi Zariana, po raz kolejny Kociubyńskiego – wszystko na próżno.
Jak zapewne można się domyślić – chwilę później został aresztowany. 17 grudnia 1973 roku usłyszał zarzut gwałtu na członku KPZR (plotki o jego homoseksualizmie zdążyły już ewoluować w plotki o biseksualizmie, w końcu dwukrotnie wziął ślub) oraz szerzenia pornografii. Wyrok brzmiał: 5 lat w obozie pracy na Syberii. Jego uwięzienie było szeroko krytykowane, tak w kraju, jak za granicą. Andriej Tarkowski napisał list w jego obronie, do protestów przyłączyła się światowa śmietanka artystyczna, między innymi: Yves Saint-Laurent, Jean-Luc Godard, Luis Bunuel, Federico Fellini i Michelangelo Antonioni. Nie przyniosło to większego skutku, Paradżanow „przesiedział” większość swojego wyroku. Nie próżnował jednak artystycznie – malował, tworzył kolaże, szył laleczki ze strzępków materiału (jego pracą było szycie worków), co nieszczególnie podobało się więziennym strażnikom. Ostatecznie zwolniono go po 4 latach, prawdopodobnie na skutek bezpośredniej interwencji francuskiego poety Louisa Aragona, jego żony, Rosjanki z pochodzenia i również poetki Elsy Triolet i pisarza amerykańskiego Johna Updike’a (autora
Czarownic z Eastwick) u Breżniewa.

Jako, że otrzymał zakaz zamieszkania w Kijowie, Moskwie, Leningradzie i Erywaniu, wrócił do Tbilisi. Pozostawał pod nieustającą kontrolą władz i nie mógł rozwijać swojej kariery filmowej, nadal tworzył więc abstrakcyjne rysunki i zawiłe kolaże, szył laleczki i kolorowe ubrania.

W 1982 roku został ponownie aresztowany, tym razem pod zarzutem spekulowania. Zbiegło się to z jego powrotem do Moskwy na premierę sztuki o Włodzimierzu Wysockim, co oczywiście nie wpłynęło korzystnie na jego wyrok.

Tym razem wydostał się z więzienia po 9 miesiącach, w zależności od źródła albo z powodu interwencji poetki Biełły Achmaduliny (dobrej przyjaciółki Bułata Okudżawy) u sekretarza KC Komunistycznej Partii Gruzji Eduarda Szewardnadze, albo z powodu słabnącego zdrowia. Ten „więzienny” okres życia Paradżanowa cierpi w ogóle na dojmujący brak wiarygodnych źródeł.

W Związku Radzieckim nastała odwilż. Paradżanow wrócił za kamerę. W 1985 roku nakręcił Legendę o twierdzy Suramskiej. W kontekście całkiem niedawnej przeszłości reżysera tematyka tego dzieła, opartego na gruzińskiej legendzie, wydaje się jeszcze bardziej wymowna – główny bohater, Durmikshan, odrzuca wiarę przodków, chrześcijaństwo i przyjmuje islam, niejako mimo woli – tak, jak Paradżanow „niejako mimo woli” przyznał się na przesłuchaniach do rzekomego homoseksualizmu. Durmikshan w końcu oddaje swoje życie, aby ochronić swój kraj i chrześcijaństwo.

Jednak Legenda… to nie tylko rozliczenie z przeszłością. Tak jak dwa wcześniejsze filmy, to prawdziwy raj interpretacyjny. Reżyser ponownie posłużył się formą sekwencji malowniczych obrazów, przerywanych minimalną liczbą cięć. Znów, rolę ukochanej bohatera Paradżanow powierzył eterycznej Sofiko Chiaureli. Film został obsypany nagrodami za granicą (przede wszystkim w Sitges, Rotterdamie i Sao Paulo).

W 1988 roku nakręcił ostatni z czterech najsłynniejszych swoich filmów, pod tytułem Aszik Kerib, na podstawie opowiadania Michaiła Lermontowa. To jednocześnie jedyny z tej „czwórcy” film z happy endem. Cudowna, baśniowa, zanurzona w azerskim folklorze historia o miłości ubogiego chłopca i córki zamożnego kupca, na tle wcześniejszej twórczości Paradżanowa wyróżnia się lekkim, wręcz uroczym, klimatem. Zadedykowana jest zmarłemu dwa lata wcześniej Tarkowskiemu.

W czerwcu 1989 roku rozpoczął pracę nad swoim ostatnim dziełem, które jednocześnie miało być podsumowaniem jego twórczości. Spowiedź pozostała jednak nieukończona – 20 lipca 1990 roku 66-letni Siergiej Paradżanow zmarł na raka płuc. Jego śmierć opłakiwał filmowy establishment z całego świata, a włoskie gwiazdy ekranu (m.in. Federico Fellini, Giulietta Masina i Bernardo Bertolucci) wysłali nawet telegram z kondolencjami o treści „Świat kina stracił czarodzieja”.

Spowiedź, w swojej negatywowej formie został włączony do filmu dokumentalnego Michaiła Wartanowa Parajanov: The Last Spring.

Dominika Fleszar

dominikafleszar@yahoo.com

Share With:
Inline
Inline