Część 1: Dziedzictwo. Hereditary „Śmiertelnika tu żadnego zwać szczęśliwym nie należy” Sofokles, Król Edyp Zacytowany wyżej grecki tragik do dziś pozostaje jednym z najważniejszych twórców, którzy w swych utworach poruszali tematy związane z tradycją, religią i fatalizmem. Kwestie te stara się także eksplorować amerykański reżyser filmowy Ari Aster.

Seria Mission: Impossible jest dziś równie kultowa, co filmy z Jamesem Bondem i Jasonem Bournem. Czasami nawet nie tylko im dorównuje, ale pod wieloma względami przewyższa. Popisy kaskaderskie, sceny akcji, fabuła i szpiegowski klimat, z którym na samą myśl kojarzy się charakterystyczny, przewodni motyw muzyczny Lalo Schifrina. Seria luźno zainspirowana serialem telewizyjnym z lat 60. pozwala Tomowi Cruise’owi (Ethan Hunt) na stawianie przed sobą najrozmaitszych misji niemożliwych i ich pieczołowitą, nieustępliwą realizację. Przyjrzyjmy się zatem jakie misje do tej pory przyszło mu wykonywać i które z nich były najciekawsze. Zanim jednak przejdę do mojego, subiektywnego rankingu filmów, poniżej zamieszczam zbiór najważniejszych informacji o postaci Ethana Hunta, dla tych którzy nie zaznajomili się jeszcze z serią M:I.

Jeden z najbardziej uznanych polskich reżyserów na świecie. Zdobywca Oscara za film Pianista z 2002 roku. Człowiek, który nie boi się pokazywać na ekranie przemocy, zarówno psychicznej jak i fizycznej. Roman Polański w swoich filmach często umieszcza bohaterów na ograniczonej przestrzeni i stawia ich, w sytuacjach stresowych. Jest to doskonała okazja, aby pokazać co naprawdę skrywa ludzka dusza. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się za fasadą idealnych domów czy luksusowych jachtów z dala od wzroku ciekawskich.

W porównaniu z filmem fabularnym, film dokumentalny przeszedł stosunkowo krótką i niezbyt krętą drogę. Powód jest całkiem prosty – funkcją filmu dokumentalnego jest jak najwierniejsze przedstawienie rzeczywistości. Filmowcy poczynili spory postęp (nawiasem mówiąc, zadziwiające jest, jak wiele formalnych udoskonaleń zawdzięczamy mistrzyni propagandy, Leni Riefenstahl), jednak idea per se przechodziła zmiany raczej kosmetyczne. Przyjrzyjmy się trzem filmom, które były wyświetlane na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych Human Doc „Globalny Rozwój w Kinie”

Wykluczenie, inność i samotność są częstymi tematami historii filmowych, a outsider, szykanowany przez otoczenie, to wdzięczny główny bohater każdego opowiadania. Kino, tak jak i inne formy sztuki lubi pokazywać, że hejt, gnębienie i przemoc wobec jednostki osamotnionej są czynnościami łatwymi i chętnie uprawianymi, zwłaszcza, gdy popełniać je w grupie. Nie jest trudno kogoś wykluczyć, a powodów do tego są setki: wystarczy nieśmiałość, pochodzenie, wygląd, choroba, orientacja seksualna. Problem ten jest aktualny przede wszystkim dzisiaj, gdy tak wiele mówi się o dyskryminacji i uprzedzeniach. Filmy w tej kwestii lubują się zwłaszcza w bohaterach młodych (choć nie tylko), którzy początkowo wyśmiewani przez otoczenie, poprzez stopniową akceptację siebie, często z pomocą niespodziewanego sprzymierzeńca, udowadniają, że wcale nie są gorsi od pozostałych i potrafią wiele osiągnąć. Ostatnie sceny kończące się tryumfalnym zdobyciem ukochanego bądź ukochanej albo otrzymaniem pucharu w szkolnym konkursie wlewają w serca widzów pokrzepienie i nadzieję, że pomimo wątpliwości w swoje zdolności i ciągłego porównywania się z innymi, sami również są w stanie osiągnąć to, czego pragną, a niesprzyjające okoliczności nie są w stanie im przeszkodzić, jeśli tylko uwierzą w siebie. Częstymi bohaterami takich filmów są także geniusze, którzy wyśmiewani przez zazdrośników ostatecznie kończą jako wielcy naukowcy z wybitnymi osiągnięciami.

Romans S-F z elementami dreszczowca, w świetnej scenerii i z doskonałymi efektami specjalnymi. Zacznę od warstwy S-F.

Sztuczna inteligencja jest tu traktowana z ogromną rezerwą. Maszyny są piękne, ale głupie. Barman, ze wszystkimi swoimi urokami, jest niczym więcej niż tępą i rozczarowującą sumą powierzchownych cech wszystkich barmanów świata, ze wskazaniem na świat dekadencki. Uczy się, ale nie myśli. Wpływa na uczucia, ale nie czuje. Podobnie jest z wirtualnymi postaciami udającymi doradców. Najpierw zaskakują elastycznością (potrafią słuchać i zwracają się do człowieka mniej oficjalnie na jego prośbę), jednak po chwili zaczynają sztywnieć i nie potrafią niczego, czego w nich nie wdrukowano. Sprawa okazuje się jednak szersza. Cały ten pojazd również tego nie potrafi. Jest niewiarygodnie skomplikowany i „inteligentny”, problem polega na tym, że jest głupi jak but. Zepsuł się i jeśli człowiek go nie naprawi, to się wykończy zgodnie z procedurami awaryjnymi. Jest to więc kolejny akt niewiary w sztuczną inteligencję, która byłaby zdolna do czegokolwiek więcej niż mechaniczne odtworzenie ludzkich działań – bez śladu własnej inwencji maszyny. I jest to, jak się wydaje, optymistyczna warstwa filmu.