Dagur Kari

Dagur kari – Tworzenie filmu jest jak wojna

Sala wielokrotnie wybuchała gromkim śmiechem w trakcie projekcji Twojego filmu. Co więcej, był to jak na razie obraz nagrodzony najbardziej gromkimi brawami.

Zawsze intryguje mnie oglądanie reakcji publiczności, która jest odmienna w różnych krajach. Jest to dla mnie bardzo ważne, gdyż mój film balansuje na granicy radości i smutku. Jeżeli publiczność nie śmieje się zbyt często, to uważam, że osiągnąłem swój cel i zachowałem równowagę.

Fúsi i Noi są typami outsiderów. Czy czujesz się w jakiś sposób outsiderem tak jak Twoi bohaterowie?

Uważam, że na pewien sposób, często filozoficzny, każdy jest outsiderem. Każdy jest osobną wyspą zmuszoną poprzez swoje człowieczeństwo do relacji z innymi. Jednak budując swoje postaci nie podejmowałem odgórnej decyzji, że będę kręcił film o takich ludziach. Po prostu, gdy spojrzałem na Gunnara Jonssona, to moja wyobraźnia zaczęła kreować różne scenariusze, i tak właśnie narodził się pomysł na „Fúsi”.

Gunnar nie jest profesjonalnym aktorem. To była jego pierwsza większa rola w filmie, skąd ten wybór?

Rzeczywiście – nie jest profesjonalnym aktorem, jednak odgrywał parę epizodycznych ról – głównie komediowych. Zauroczyłem się, gdy zobaczyłem jego grę 17 lat temu i przez te wszystkie lata czekałem nan możliwość obsadzenia go w głównej roli.

Równolegle z pracą nad filmami grasz w zespole Slowblow. Czy widzisz jakieś podobieństwa pomiędzy tworzeniem filmów i muzyki?

Te dwie dziedziny są najbardziej podobne. Teatr czy malarstwo nie są tak podobne do filmu, jak muzyka. Obie te sztuki są jak strumień. W przypadku filmów to strumień dźwięków i obrazów. Tworzenie ich jest, wbrew pozorom, bardzo muzycznym doświadczeniem.

Jak wyglądała praca nad filmem Fusi, sam proces produkcji ?

Tworzenie filmu jest jak wojna, trzeba mieć dobrą strategię. Skupić ludzi pod jednym sztandarem, którym jest chęć zrobienia filmu. Po za tym praca na planie jest bardzo zróżnicowana, co odpowiada mojemu temperamentowi. Każdy dzień jest inny i muszę pokonywać coraz to nowe przeszkody.

Pracujesz nad nowym filmem? Masz może w planach jakieś nowe projekty?

Mam kilka pomysłów. Jednak praca na pełen etat w Kopenhaskiej szkole filmowej nie pozwala na ich realizowanie. Jestem też tatą dwójki dzieci, z którymi spędzam dużo czasu. Znalezienie czasu na kolejny projekt jest moim następnym wyzwaniem.

Czy masz jakieś rady dla młodych twórców filmowych?

Hmm… Nie, nie można podchodzić do sprawy filmów ogólnie. Inne rady dałbym Tobie (wskazuje na Mateusza) i inne dałbym Tobie (wskazuje na Kamila). Każdy jest innym przypadkiem i staram się uciekać od uogólniania.

Czy jest dla młodych twórców jakiś specjalny czas w życiu, kiedy mogą dowiedzieć się najwięcej?

Nie sądzę, żeby był taki moment. Robienie filmów to ciągła nauka. Jest jak studiowanie w szkole filmowej – musisz robić wiele rzeczy na raz. Między filmami reżyser ma czasami trzy, cztery lata przerwy. Sprawia to, że zapomina wielu umiejętności i musi się ich uczyć na nowo. Każdy film jest w pewnym sensie pierwszym filmem. Bardzo to lubię.

Nasze dwa ostatnie pytania dotyczą Islandii. W swoich filmach przedstawiasz ją pozytywnie, jednak Twoi bohaterowie chcą się z niej wydostać. Wyspa jest miejscem zamknięcia i izolacji. W swoim ostatnim wywiadzie mówiłeś, że Islandia jest magicznym miejscem, które pomimo emigracji mieszkańców, ostatecznie ich przyciąga?

Dotyczy to sytuacji wielu młodych Islandczyków, którzy w pewnym momencie swojego życia opuszczają wyspę. Poszukują czegoś nowego. Wyjazd moich bohaterów nie jest ucieczką, ale symbolem zmiany. Rzeczywiście ostatecznie działa jak magnes i przyciąga swoich rodaków.

W zimie na Islandii są bardzo krótkie dni – trwają trzy, cztery godziny i bardzo dużo pada. Czy wpadasz przez to w depresję? Jak sobie z tym radzisz?

To prawda – zimy są ciężkie. Trzeba się w nie wczuć. Dni robią się powoli coraz krótsze, a moim sposobem na radzenie sobie z tym jest sauna. Siedzę tam godzinami, a potem chłodzę się w śniegu – to mnie ratuje przed depresją.

Share With:
Inline
Inline