Pewnego razu w listopadzie (2018, reż. Andrzej Jakimowski) O tym, że nowy film Jakimowskiego Pewnego razu w listopadzie jest baśnią lub partycypuje w tej formie artystycznej przekonałem się podczas rozważania tytułu. Jest to mało wydajna, zwodnicza metoda. Niemniej kusi przypisywanie czyjejś twórczości interpretacji tylko na podstawie

Agata Kulesza. Aktorka nietuzinkowa. Barwna osobowość, którą można odnaleźć w każdej odtwarzanej przez nią postaci. Wcielenia z ekranizacji komediowych, dla przykładu głównej bohaterki Anny z filmu Człowiek z…, przeplata z dramatycznymi, często bardzo wymagającymi rolami, jak postać Wandy Gruz z filmu Ida Pawła Pawlikowskiego. Niejednokrotnie udowodniła, że jej gra aktorska to definicja emocji, stylu i ogromnego doświadczenia scenicznego. Daje się ponieść scenariuszowym kreacjom, oddając im swoje aktorskie możliwości. Chce, by wpatrzone w nią oczy odszukiwały historię każdej z odgrywanych przez nią ról.

Tematyka kryminalna i policyjna stały się nośnym trendem współczesnej polskiej kinematografii. Po zeszłorocznym Czerwonym Pająku (reż. Marcin Koszałka) i mającej swą premierę w październiku „Prostej historii o morderstwie” (reż. Arkadiusz Jakubik), mamy do czynienia z kolejnym interesującym ujęciem sprawdzonych gatunkowych schematów.

W opisie dystrybutora możemy przeczytać, iż najnowszy film Kingi Dębskiej opowiada o dwóch siostrach, które w obliczu choroby rodziców będą naprawiać swoje relacje. Pierwsza myśl – to już przecież było! Rynek filmowy przesycony jest dramatami o ciężkiej chorobie, która skutkuje wielkim rodzinnym pojednaniem. Już same zwiastuny mają na celu wycisnąć z widza ostatnią łzę. Lecz, ku memu zdziwieniu, Moje córki krowy znacznie różnią się od innych filmów o podobnej tematyce.