Człowiek z magicznym pudełkiem: „Lepsze jutro było wczoraj”?

Jeśli posiadanie radia zostaje w danym okresie dziejów zakazane, oznacza to, że świat nawiedza widmo totalitaryzmu. Jeżeli jednak znany powszechnie wynalazek okazuje się magicznym pudełkiem, umożliwiającym podróże w czasie, jest to zapowiedzią niezwykłej przygody.

Nowa odsłona starego porządku

Adam (Piotr Polak) zjawia się w warszawskiej rzeczywistości 2030 roku. Wyczyszczony ze wspomnień, otrzymuje nową tożsamość. W pracy spotyka Gorię (Olga Bołądź), kobietę z pogranicza jawy i snu. Początkowo niejasna więź, wkrótce przeobraża się w miłość silniejszą niż czas.

Bohaterowie nowego filmu Bodo Koxa oscylują między rokiem 2030 a 1952, a daty te z pewnością nie zostały wybrane przypadkowo. Niedaleka przyszłość zdaje się być nową odsłoną znanej już doskonale przeszłości, bowiem obie czasoprzestrzenie są opętane przez totalitaryzm. W Polsce panuje stary-nowy porządek, obywatele są stale inwigilowani przez władzę, a wykryci wrogowie rządu zostają natychmiast unieszkodliwiani. Obraz przenika również mroczna wizja dwubiegunowej Europy, podzielonej na „Unię Wyszehradzką” (do której należy Polska) i „opozycję”. Kontynent skalany jest konfliktami, a zamachy terrorystyczne są na porządku dziennym. Przedstawiony w filmie świat został skonstruowany zgodnie z najczarniejszymi, lecz całkiem prawdopodobnymi prognozami.

Sukces kreacji tkwi w szczegółach

Jednak oprócz solidnej dawki pesymizmu, Kox serwuje widzom również sporą porcję nowinek technologicznych, które ubarwiają szary obraz rzeczywistości. Okulary przenoszące do wirtualnego otoczenia, hologramowe prezentacje zakupów, kocie awatary i mechaniczne „pieski”, to tylko niektóre wynalazki pochodzące z bujnej wyobraźni ekscentrycznego reżysera. Tworząc własną wizję przyszłości, starannie zadbał o każdy szczegół. Z podobnym zaangażowaniem odtworzył również realia lat 50.  Wiarygodność kreacji obu epok wspierana jest także przez opracowane w sposób świadomy scenografię i kostiumy. Niechlujne jak po przejściu apokalipsy ulice, zaniedbane mieszkania w podupadłej dzielnicy i sterylne biurowe wnętrza, ucieleśniają nieurzeczywistnioną dotąd przyszłość. Równie realistyczna wydaje się przeszłość, dzięki zabytkowym autobusom, blokom z wielkiej płyty i umieszczonym na czerwonych materiałach hasłom propagandowym. Kostiumy również odzwierciedlają charakter obu epok – w 1952 roku są jednolite i niewyróżniające się, z kolei w 2030 wydają się manifestować indywidualność i oryginalność każdej jednostki. Oba istniejące oddzielnie światy są do siebie zbliżone pod względem konsekwentności i profesjonalizmu kreacji.

Między antyutopią a nadzieją

Obraz rzeczywistości 2030 roku wyraźnie nie napawa optymizmem i koncentruje się na podporządkowaniu jednostki systemowi władzy, co zmierza ku nadaniu Człowiekowi z magicznym pudełkiem miana antyutopii. Jednak zamknięcie produkcji wyłącznie w tym jednym pojęciu byłoby dla niej krzywdzące. Nowe dzieło Bodo Koxa to przede wszystkim film o miłości. Uczucia bohaterów są silniejsze niż panujący ustrój polityczny, a nawet potężniejsze od materii czasu. Goria początkowo ukrywa swoje emocje pod maską ignorancji, jednak kiedy staje przed perspektywą utracenia Adama na zawsze, decyduje się zawalczyć o jego powrót do właściwej czasoprzestrzeni i jest w swoim działaniu bardzo zdeterminowana.

Emocjonalne napięcie pomiędzy bohaterami jest doprowadzane do szczytu dzięki oszałamiającej muzyce, za którą Sandro di Stefano został słusznie nagrodzony na festiwalu w Gdyni. Ścieżka dźwiękowa odgrywa niezwykle istotną rolę, jest językiem uczuć, władczynią atmosfery tkwiącej w obrazie. Wywarła kolosalny wpływ na ostateczny kształt filmu.

 „Lepsze jutro było wczoraj”, głosi napis na murze, pojawiający się w jednej ze scen najnowszego filmu Bodo Koxa.  Warszawa 2030 to miejsce ponure i emanujące beznadzieją. Jednak mimo wszechobecnej w obrazie pesymistycznej wizji przyszłości, z ekranu płynie ostatecznie bardzo optymistyczne przesłanie: jedyne, co jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody, to miłość. Człowiek z magicznym pudełkiem to udany romans science fiction, który jest wyjątkową rzadkością w polskim kinie. Stanowi potwierdzenie dobrej kondycji polskiej kinematografii, jej otwarcia na eksperymenty oraz preludium powrotu do realizacji gatunków innych niż komedia i dramat.

Patrycja Pankau

Share With:
Inline
Inline