„Tamte dni, tamte noce” a Skamandryci – niech błogosławione będzie życie

Skamandryci to grupa poetycka istniejąca w Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym. Jej styl charakteryzował potoczny język, a teksty były pełne witalności oraz radości z życia. Poeci z kręgu Skamandra skupiali się na pisaniu o zwykłych ludziach i codzienności. Najważniejsza była teraźniejszość. Nawiązywali również do tradycji oraz dorobku kulturowego. Podczas seansu Tamtych dni, tamtych nocy Luki Guadagniniego można odnieść wrażenie, że film, mimo iż jest inną dziedziną sztuki, ma bardzo wiele elementów, które wiążą go ze stylem Skamandrytów.

Włochy, lata 80., wakacje. Przenosimy się do willi, w której mieszka profesor uniwersytecki z żoną oraz synem Elio. Profesor co roku zaprasza do siebie do domu jednego stypendystę. Tym razem jest to Amerykanin Olivier pracujący nad swoim doktoratem. Olivier zostaje ciepło przyjęty przez profesora i jego żonę. Elio zaś nie do końca darzy go sympatią, uważa go za aroganckiego, chociażby dlatego, że zawsze rzuca na pożegnanie niedbałe „later” (co można przetłumaczyć jako „do później”, „na razie”). Początkowa wrogość młodzieńca przeradza się jednak w fascynację, a ostatecznie w głębsze uczucie.

W filmie Luki Guadagniniego najważniejsze jest „teraz”. Reżyser pokazuje wakacyjne dni mieszkańców willi oraz pobliskiego miasteczka. W pełnych słońca sceneriach jedzą oni wspólne posiłki, grają w siatkówkę, jeżdżą na rowerach, kąpią się w jeziorze i czytają książki. Przy okazji niektórzy pracują naukowo, ale jest to dla nich równie przyjemne jak różnego rodzaju rozrywki. Wszyscy bohaterowie korzystają z pięknej aury, są pełni życia i witalności. Taka jest codzienność, dni nie za bardzo różnią się od siebie, ale są sielskie, pełne przyjemnej, letniej rutyny. Ludzie nawiązują ze sobą różne relacje, co jest zwyczajnym elementem życia. W Tamtych dniach, tamtych nocach istnieje również bardzo wiele nawiązań do tradycji, ale przede wszystkim do dorobku kulturowego. Co chwilę widzimy na ekranie postaci czytające klasyczną literaturę. Elio gra na fortepianie oraz słucha i zapisuje za pomocą nut utwory wielkich kompozytorów. W jednej ze scen odbywa się rozmowa o etymologii słowa „morela”. Starożytne posągi często są obecne na ekranie, czy to podczas oglądania slajdów w gabinecie profesora, czy podczas specjalnej wycieczki mającej na celu zobaczenie wyciągniętego z morza eksponatu. Sama aparycja Oliviera przywodzi na myśl starożytny posąg. Elementy charakterystyczne dla Skamandrytów można więc odnaleźć w filmie Luki Guadagniniego w bardzo wielu momentach.

W dorobku jednego z najważniejszych poetów należących do Skamandrytów – Juliana Tuwima – znajduje się wiersz pod tytułem Brzoskwinia:

 

Słyszysz? Jest w tym słowie soczystość, jest cierpkawa słodycz rozgniecionej miazgi owocu: sok, spływający i spijany chciwie spragnionymi usty. Mięciutka, okrągła, delikatnym puchem omszona, wabi mnie ta brzoskwinia, budzi pożądanie, chcę ją wargami pieścić, miąć w palcach lekko, pieszczotliwie gładzić i dmuchać w puszek aksamitny. Szkoda, że cała nie jest tak dziewiczo bladoróżowa, jak w tym – patrz – miejscu…  W brzoskwinię ciepłą, dłońmi moimi utuloną, tak miękką już, że sok lada chwila puści, wpijam się tym wszystkim, czym są usta… O, mięso kwietne! O, soku, któryś krążył w drzewie, pędzony tajemniczą Mocą Życia! Soku, którym nabrzmiał płód w cieple wiosny i słońca! Piję, piję, gniotę, wysysam!… Czy całowałem usta twoje?”

Autor opisuje w nim tytułowy owoc oraz to, jakie budzi w nim odczucia, a nawet namiętności. Można odnieść wrażenie, że ten monolog liryczny mógłby wypowiedzieć Elio w jednej ze scen filmu Tamte dni, tamte noce. Młodzieniec zaszywa się w swoim sekretnym pomieszczeniu z zerwanymi prosto z drzewa brzoskwiniami. Są one czymś naturalnym, rosną w jego sadzie i może je skonsumować w dowolnym momencie. Owoce te zestawiono z czymś, co wydaje się bohaterowi nienaturalne – z uczuciem do Oliviera i pożądaniem, które odczuwa. Brzoskwinia przez swój złotawy, delikatny puszek może kojarzyć się Elio z ciałem ukochanego. Słońce, w którym dojrzewała, było tym samym słońcem, które ogrzewało jego skórę, miękkość owocu może kojarzyć się z dotykaniem mężczyzny. Młodzieniec na chwilę przeniósł swe pożądanie na brzoskwinię.

Pierwszy fragment wiersza Juliana Tuwima mówi o przyglądaniu się owocowi i dostrzeganiu w nim jego widocznych na pierwszy rzut oka walorów („Słyszysz? Jest w tym słowie soczystość, jest cierpkawa/ słodycz rozgniecionej miazgi owocu: sok spływający/ i spijany chciwie spragnionymi usty”). Dokładnie na nie zwraca uwagę Elio na początku sceny. Widzimy jego dłoń zrywającą w słońcu owoce z drzewa. Następnie młodzieniec idzie z nimi do zakurzonego pokoju. Jedną brzoskwinię zjada i obgryza jej pestkę, leżąc na materacu jak gdyby nigdy nic i czytając książkę.

W kolejnych wersach podmiot liryczny skupia się na tym, jakie uczucia wzbudza w nim sam dotyk oraz kontakt z owocem. Wiersz powoli zyskuje zabarwienie erotyczne. („Mięciutka, okrągła, delikatnym puchem omszona, wabi/ mnie ta brzoskwinia, budzi pożądanie, chcę ją wargami/ pieścić, miąć w palcach lekko, pieszczotliwie gładzić/i dmuchać w puszek aksamitny. Szkoda, że cała nie jest/ tak dziewiczo bladoróżowa, jak w tym- patrz- miejscu…”). Elio znów zachowaniem oddaje to, co Tuwim opisał słowami. Odkłada książkę, zmienia muzykę, którą słyszy w radiu, i bierze do ręki drugą, jeszcze nietkniętą brzoskwinię. Leży, trzymając ją w dłoniach i myśląc, najpewniej o swym ukochanym Olivierze. Zamyślenie skłania go do obracania w dłoniach owocu, gładzenia jego skórki, wkładania palca wskazującego w miejsce, w którym powinien znajdować się ogonek. Elio, dotykając owocu, przypomina sobie momenty, w których dotykał Oliviera.

Także kolejna część utworu Tuwima pokrywa się z działaniami młodzieńca („W brzoskwinię ciepłą, dłońmi moimi utuloną, tak/ miękką już, że sok lada chwila puści, wpijam się tym, czym są usta…”). Elio wydłubuje z owocu pestkę i rzuca w kąt pomieszczenia. Zaczyna obracać brzoskwinię w dłoniach, a następnie bierze ją do ust i wysysa z niej sok.

(„O, mięso kwietne! O, soku,/ któryś krążył w drzewie, pędzony tajemniczą Mocą Życia!/ Soku, którym nabrzmiał płód w cieple wiosny i słońca!/Piję, piję, gniotę, wysysam!…”). Te słowa także mają odzwierciedlenie na ekranie. Jest to najbardziej perwersyjny moment całej sceny. Elio zsuwa powoli brzoskwinię pozbawioną pestki aż do genitaliów, zaczyna masturbować się i za jej pomocą doprowadza się do orgazmu. Potem odkłada owoc na szafkę i jest zawstydzony tym, co właśnie zrobił. Podczas całego aktu najpewniej fantazjował o Olivierze. Po jego zakończeniu w głowie Elia mogłoby się pojawić pytanie, które jest jednocześnie ostatnim wersem wiersza Juliana Tuwima: „Czy całowałem usta twoje?”.

Skojarzenie z poezją nasuwa też najbardziej znamienny cytat filmu – „Nazywaj mnie swoim imieniem, a ja nazwę cię moim”. Łatwo można sobie wyobrazić, że wiersze Skamandrytów są cytowane przez bohaterów czy przez narratora spoza kadru. Zaskakujące jest to, jak wiele elementów łączy styl polskich poetów ze stylem filmu Tamte dni, tamte noce – witalność, radość, przedstawienie codzienności, nawiązanie do dorobku kulturowego. Niech błogosławione będzie życie!

Kaja Szymańska

Korekta: Anna Felskowska

Share With:
Inline
Inline