Fizyka kwantowa i relatywistyka w kinie. Jak wierność teoriom naukowym wpływa na gatunek science fiction?

20 listopada 2019 roku.

Tego dnia Rick Deckard (Harrison Ford) otrzymuje zadanie odnalezienia i unicestwienia grupy niebezpiecznych replikantów nielegalnie przybyłych na Ziemię. Podczas śledztwa porusza się latającym pojazdem po zakątkach skąpanej w deszczu i oparach z kanalizacji metropolii, korzysta z oprogramowania pozwalającego na trójwymiarową analizę zdjęcia 2D oraz szuka różnic między człowiekiem, a świadomością wykreowaną przez sztuczną inteligencję na ludzkie podobieństwo. Rzeczywistość różni się jednak znacznie od dystopijnej wizji Los Angeles roztaczanej przez Ridleya Scotta w Łowcy androidów (1982), a wcześniej przez Phillipa K. Dicka na kartach powieści Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? wydanej w 1968 roku i służącej amerykańskiemu reżyserowi za podstawę scenariusza[1]. Stróże prawa nadal ścigają przestępców tak samo ludzkich jak kilkadziesiąt lat temu, samochody wciąż potrzebują gruntu pod kołami, zdjęcia 3D stanowią ciekawostkę wizualną na Facebooku, a uczenie maszynowe w społecznej świadomości istnieje bardziej jako żart, w którym komputer uczy się rozpoznawać zwierzęta na obrazie, niż milowy krok w tworzeniu inteligentnych istot humanoidalnych. Nie zmienia to faktu, że wspomniana data stanowiła święto fanów gatunku science fiction na całym świecie, a chęć konfrontacji wizji twórców ze współczesnymi realiami służyła za przyczynek do powtórnego seansu dzieła – nie tylko w domowym zaciszu, ale też w trakcie pokazów festiwalowych[2]. Podobne okazje do celebracji zdarzają się w przypadku każdego wizjonerskiego dzieła, którego czasów akcji udało nam się doczekać.

Fantastyka naukowa

to gatunek filmowy, w którym twórca wciela się w rolę profety. Kreuje świat przedstawiony, mieszając na ekranie teorie naukowe oraz twory własnej wyobraźni. Tylko od niego zależą proporcje obu tych składników. Co pokazuje przykład Łowcy androidów, ostatecznie nie liczy się stuprocentowa poprawność przewidywań, lecz wiarygodne przeniesienie na taśmę filmową, a obecnie nośnik cyfrowy, ówczesnych nastrojów, obaw i nadziei społecznych związanych ze zbliżającymi się dekadami i stuleciami cywilizacji. To właśnie ich zapis w postaci sparafrazowanej przez reżysera i scenarzystę oglądamy po latach. Inspiracje twórców w naturalny sposób pochodzą z tych samych źródeł, z których ludzie czerpią w danym momencie odpowiedzi na pytania o pochodzenie i przyszłość człowieka, zjawiska przyrodnicze czy problemy egzystencjalne. Kiedy brakowało naukowego wyjaśnienia, monopol na interpretację otaczającego nas świata trwający aż do XIX wieku miała religia. Rozwój kosmologii nie tyle ograniczył spojrzenie ludzkości na wiele niewytłumaczalnych dotąd zjawisk, co otworzył w społecznej świadomości furtkę do zupełnie nowego kierunku rozważań[3].

Rys. 1. Diagram przedstawiający czas akcji wybranych filmów science fiction.

Zagadnienia fizyki kwantowej

zaczęły pojawiać się w dyskursie dnia codziennego za sprawą filmów oraz pierwszych książek adresowanych do masowego odbiorcy takich jak Tao fizyki Fritjofa Capra’y już w latach 70.[4] Największy wpływ na popularyzację wnikliwej wiedzy na temat zagadnień rozpalających wyobraźnię twórców science fiction wywarł jednak Stephen Hawking. Wykorzystanie tuneli czasoprzestrzennych do podróży w przestrzeni kosmicznej, dylatacja czasu, czarne dziury oraz początek i przewidywany koniec wszechświata zostały opisane w bestsellerowej Krótkiej historii czasu wydanej w 1988 roku. Pozycja ta podsumowuje dokonania astrofizyków, kosmologów i fizyków teoretycznych w XX wieku. Popularnonaukowe dzieło Hawkinga okraszone humorystycznymi i autoironicznymi komentarzami autora spełniło swoją rolę na niespotykaną skalę. Książka dotarła do milionów czytelników na całym świecie, wyjaśniając trudne pojęcia w prosty, jak na zawiłość tematu, sposób. Zarówno zagadnienia relatywistyki oraz mechaniki kwantowej jak i  postać samego astrofizyka zostały na stałe zaadaptowane przez popkulturę[5]. Druga połowa XX wieku to okres pierwszych lotów w przestrzeń kosmiczną, opracowania wielu podstawowych twierdzeń z zakresu fizyki teoretycznej i mechaniki kwantowej oraz powstania komputerów i Internetu. Wiedza społeczeństwa w tych tematach była jednak wciąż bardzo ograniczona. Opierała się na informacjach zawartych w komunikatach telewizyjnych i szerzeniu się drogą szeptaną niepewności i domysłów, podsycanych poczuciem ciągłego zagrożenia konfliktem nuklearnym między światowymi mocarstwami w trakcie zimnej wojny. Nic więc dziwnego, że wizje w filmach science fiction cechowały się pesymizmem. Zgodnie z twierdzeniem, że człowiek boi się tego, czego nie rozumie, wieszczono zagładę człowieka z rąk obcych form życia [Obcy – 8. pasażer “Nostromo” (1979), Coś (1982), Dzień niepodległości (1996), Z archiwum X (1994-2004)], sztucznej inteligencji [Łowca androidów (1982), Terminator (1984), Matrix (1999)] czy kosmicznych kataklizmów [Armageddon (1998)]. Trzeba przyznać, że mimo kultowości wielu z tych tytułów, większość prezentowanych w nich konceptów przestaje przerażać swoją nieuchronnością i wiarygodnością. Kosmos i technologia obecnie bardziej fascynują niż przerażają, a prawdziwe zagrożenie może nadejść ze strony obecnej z nami od zawsze natury, która zmienia się pod wpływem działalności człowieka.

Nowa rzeczywistość

i wzrost powszechnej wiedzy z zakresu fizyki zmieniły kierunek gatunku science fiction w ostatnich kilkudziesięciu latach. Wielu uczonych, w tym Isaac Asimov, Arthur C. Clarke, Fred Hoyle, Geoffrey Landis and Carl Sagan aktywnie zaangażowało się w proces tworzenia opowieści, najczęściej w roli konsultantów fabularnych i scenarzystów, wzbogacając zasób oryginalnych pomysłów na warte opowiedzenia historie w przemyśle filmowym[6]. Kip Thorne, astrofizyk i bliski przyjaciel Stephena Hawkinga, wyszedł z inicjatywą pierwszego zarysu fabuły przedstawionej w Interstellar (2014), wybierając zagadnienia astrofizyczne wzięte na tapet w opowieści. Przez lata opracowywał koncept, który po krótkiej współpracy ze Stevenem Spielbergiem, oddał w ręce Christophera i Jonathana Nolanów[7]. Film uchodzi za spektakularny sukces połączenia nauki i sztuki. Udało się w nim zachować formę wysokobudżetowego kina rozrywkowego przy jednoczesnym, niespotykanym dotąd w kinie science fiction, realizmie i zgodności z prawami fizyki. Było to możliwie dzięki chęci do osiągnięcia kompromisu satysfakcjonującego oba światy. Thorne, konfrontując krok po kroku fabularne rozwiązania Interstellar z faktami naukowymi w swojej książce, posługuje się pojęciami prawdy, hipotezy i domysłu. Elementy w stu procentach pewne z punktu widzenia fizyki musiały zostać zachowane, z niewielkimi odstępstwami, w pierwotnej formie. Z kolei obszary niemożliwe do weryfikacji przez współczesną naukę pozostawiały pole do twórczej interpretacji dla reżysera i scenarzysty, czemu Thorne w żaden sposób się nie przeciwstawiał. Dzięki temu w trakcie seansu zajrzeliśmy za horyzont zdarzeń czarnej dziury i dowiedzieliśmy się, co kryło się za biblioteczką w pokoju Murph[8]. Co interesujące, Interstellar główną krytykę zbierał właśnie za wyobraźnię twórców, rzekomo niezgodną z twardymi prawami fizyki. Z kolei kilkadziesiąt lat temu 2001: Odysei kosmicznej (1968), którą otwarcie inspirował się Christopher Nolan, zarzucano nudę właśnie przez nadmierny, jak na tamte czasy, realizm – cisza i brak efektów pirotechnicznych w kosmicznej próżni nie budziły aż takich wypieków na twarzach widzów jak konkurencyjne wówczas tytuły sci-fi. Wówczas Stanley Kubrick również współpracował z ekspertami, wspomagając się przy produkcji zapleczem merytorycznym NASA. Starania te zostały docenione z perspektywy czasu, pokazując, jak zmieniły się oczekiwania widowni gatunku science fiction na przestrzeni lat[9].

Rys. 2. Cooper znajdujący się we wnętrzu czarnej dziury. Kadr z filmu „Interstellar” (2014).

Serial Devs (2020)

realizowany dla platformy Hulu dowodzi, że teorie naukowe stanowią żyzny grunt dla opowieści budowanej przez twórcę o nieskrępowanej wyobraźni. Alex Garland w umiejętny sposób połączył fizykę z filozofią i probabilistykę z metafizyką. Mimo naukowego punktu wyjścia obszary sacrum i profanum przeplatają się w rozważaniach bohaterów. W interpretacji twierdzeń Everetta i de Broglie’a-Bohma doszukiwali się oni odpowiedzi na pytanie o wolną wolę człowieka i istnienie boskiego pierwiastka we wszechświecie. Dzięki takim przykładom widać, że współczesne science fiction wychodzi poza ramy samej nauki, dając przestrzeń do interpretacji tam, gdzie umysły ścisłe z pełną skromnością rozkładają ręce nad ułomnością ludzkiego pojmowania zjawisk, zarówno na poziomie molekuł jak i w skali wszechświata. To wszystko ma miejsce w serialu rozrywkowym skierowanym do szerokiego grona odbiorców, co stanowi najlepsze świadectwo dla wielowymiarowości science fiction w dzisiejszym świecie.

Rys. 3. Prezentowanie zasady działania tuneli czasoprzestrzennych przy użyciu długopisu i kartki. 

Z drugiej strony

wraz z integracją nauki i kina pojawiło się pewne zagrożenie będące kuszącą drogą na skróty. Od tej pory zamiast tworzyć świat przedstawiony od postaw, projektując rządzące nim prawa, twórcy filmowi mogą leniwie wykorzystywać zagadnienia naukowe w formie wytrychu. Wystarczy ubrać niejasną fabułę w naukowe określenia bez odpowiedniego przybliżenia ich widzowi, aby sztucznie zwiększyć wiarygodność fabularną swojego dzieła.  Jeśli bohaterowie rzucą odpowiednią ilością ,,osobliwości”, ,,horyzontów zdarzeń” czy równań opisanych przez nikomu nieznane nazwiska, widz jest bardziej skłonny uwierzyć na słowo i nie zadawać pytań o zasadność działań podejmowanych przez postaci. Twórcy mogą też w dobrej wierze starać się wyjaśnić zawiłości fizyczne, stawiając na dialogi ekspozycyjne znane z innych produkcji. Zanim w Interstellar (2014) Romilly (David Gyasi) przebił długopisem kartkę, tłumacząc Cooperowi (Matthew McConaughey) zasadę działania tuneli czasoprzestrzennych, podobny wykład przeprowadził załodze statku Lewis and Clark kilkanaście lat wcześniej Dr Weir (Sam Neil) w filmie Ukryty wymiar (1997). Jest to jednak wybór dokonany przez twórców, a nie ograniczenie wynikające z rosnącej wagi ,,science” w gatunku science fiction.

Fizyka kwantowa i relatywistyka

od kilkudziesięciu lat stanowią stały element twórczości w obrębie fikcji naukowej, poszerzając horyzonty gatunku. Mowa jest obecnie także o fikcji fizycznej jako podgatunku science fiction, która bierze na tapet konkretną dziedzinę nauki oraz fikcji kwantowej, której cechą charakterystyczną nie jest treść, lecz forma bazująca na opowiadaniu przy pomocy różnych, niechronologicznych linii czasowych, przedstawiając świat równie nieprzewidywalny jak ten istniejący w skali kwantowej[10].  Rozwinęła się również duża grupa kameralnych filmów sci-fi używających wiarygodnych rozwiązań technologicznych i dokonań nauki jako narzędzia dla lepszej psychologizacji ludzkich bohaterów i skupienia się na ich wewnętrznych rozterkach w obliczu rozwijającego się świata. Przykład stanowią obrazy Ona (2013), Ex Machina (2015), Anihilacja (2018) czy Nowy początek (2016). W żadnym z powyższych tytułów wierność teoriom naukowym nie ogranicza twórców. Wręcz przeciwnie – proponuje nowe kierunki rozważań pozostawiając miejsce na interpretację, wyobraźnię i… Boga.

Mateusz Białas

Korekta: Łukasz Byczkowski

Bibliografia:

  1. S. Front, Shapes of Time in British Twenty-First Century Quantum Fiction, Cambridge Scholars Publishing, 2015, s. 1-32
  2. K. Thorne, Interstellar i nauka, Prószyński Media, Warszawa 2015
  3. Specjalny pokaz Łowcy androidów na 10. AFF, link [odczyt: 12.06.2020]
  4. B. Breczko, Dogoniliśmy przyszłość z Blade Runnera. Replikantów nie ma, ale są smartfony, link [odczyt: 11.06.2020]
  5. C. B. Menadue, Stephen Hawking: blending science with science fiction, link, [odczyt: 13.06.2020]
  6. C. B. Menadue, Science fiction helps us deal with science fact: a lesson from Terminator’s killer robots, link, odczyt: 14.06.2020]

[1] B. Breczko, Dogoniliśmy przyszłość z Blade Runnera. Replikantów nie ma, ale są smartfony, link [odczyt: 11.06.2020]

[2] Specjalny pokaz Łowcy androidów na 10. AFF, link [odczyt: 12.06.2020]

[3] S. Front, Shapes of Time in British Twenty-First Century Quantum Fiction, Cambridge Scholars Publishing, 2015, s. 1-3

[4] S. Front, Shapes of Time in British Twenty-First Century Quantum Fiction, Cambridge Scholars Publishing, 2015, s. 6

[5] C. B. Menadue, Stephen Hawking: blending science with science fiction, link, [odczyt: 13.06.2020]

[6] C. B. Menadue, Science fiction helps us deal with science fact: a lesson from Terminator’s killer robots, link, odczyt: 14.06.2020]

[7] K. Thorne, Interstellar i nauka, Prószyński Media, Warszawa 2015, 11-25

[8] K. Thorne, Interstellar i nauka, Prószyński Media, Warszawa 2015, 47-48

[9] C. B. Menadue, Stephen Hawking: blending science with science fiction, link, [odczyt: 13.06.2020]

[10] S. Front, Shapes of Time in British Twenty-First Century Quantum Fiction, Cambridge Scholars Publishing, 2015, s. 28-32

Share With: