McQueen [Recenzje Magii Kina]

McQueen (2018), reż. Ian Bonhôte, Peter Ettedgui

Nie znam się na modzie. Wymienienie piątki aktualnie topowych projektantów prawdopodobnie sprawiłoby mi większą trudność, niż chciałbym to przyznać. Przed rozpoczęciem recenzji, sprawdzałem w Internecie termin haute couture, żeby upewnić się, że dobrze go rozumiem. O Alexandrze McQueenie nie słyszałem wcześniej nigdy w życiu.  Jakież to szczęście, że postanowiłem zaryzykować i wybrać się na ślepo na dokument Bonhôta i Ettedgui, bo otworzył mi on oczy na branżę, która do tej pory przebywała poza horyzontem moich zainteresowań.

McQueen opowiada historię Alexandra McQueena – czterokrotnego zdobywcy tytułu Brytyjskiego Projektanta Mody Roku, wieloletniego twórcy dla Givenchy i Gucci, kreatora marek Alexander McQueen i McQ – od skromnych początków szycia na londyńskim East Endzie po tragiczne samobójstwo w wieku 40 lat. Film dzieli się na pięć aktów, z których każdy powiązany jest z ważnym dla kariery i życia artysty pokazem.  Podział ten nie jest jednak jedynie formą przedstawiania faktów. Twórcy postanowili stworzyć pewną relację pomiędzy kolejnym etapami życia projektanta a estetyką otaczającą ich film. Same plansze ogłaszające kolejne części historii przedstawiają skomplikowanie zaprojektowane czaszki, których kolorystyka, formy i zawarte w nich motywy prezentują kolejne stadia artystyczne i emocjonalne McQueena. Projekty te z czasem zyskują coraz więcej czasu ekranowego, zapowiadając tragiczną i wydawać by się mogło nieuniknioną śmierć Alexandra. Do tego produkcji towarzyszy fantastyczna ścieżka dźwiękowa Michaela Nymana, która łączy muzykę klasyczną z nu-jazzowymi i elektronicznymi elementami w muzycznym obrazie chłopaka z londyńskich klubów, tworzącego stroje na światowe wybiegi.

Ale nie tylko zgodność artystyczna świadczy o szacunku Bonhôta i Ettedgui do McQueena. Tak jak w niedawno opisywanej przez mnie Whitney warstwa dokumentalna absolutnie nie sili się na sensację. McQueen stara się znaleźć w projektancie, znanym z kontrowersji i szokujących kreacji, jak najwięcej człowieka, którego emocjonalne doświadczenia poprowadziły w mrok osobisty i twórczy. Nagrania archiwalne, materiały z wybiegów, wywiady z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami – jest wszystko, czego potrzeba do wykreowania spójnej i rzeczowej wizji świata Alexandra.

Dla tych, którzy modą się interesują dokument Bonhôta i Ettedgui to wspaniała okazja na lepsze poznanie tego bądź co bądź biznesu, oraz zrozumienie, dlaczego ktoś tak utalentowany i uwielbiany zakończył swoje życie w tak nagły sposób. Film otwarcie mówi o depresjach, stanach lękowych i permanentnych stresach, które rządzą branżą i stanowi swego rodzaju ostrzeżenie przed zatraceniem się w pasji bez zwracania uwagi na własne zdrowie psychiczne. Zaś laikowi, takiemu jak ja, McQueen pozwolił ujrzeć w modzie coś więcej niż tylko odzieżową estetykę zmieszaną z częstą groteską i niepraktycznością. Dzięki niemu zobaczyłem w tej branży narzędzie narracji, o którym wstyd mi teraz, że wcześniej nie pomyślałem. Wyobrażam sobie,  że Alexander uznałby McQueen za godny pomnik.

OCENA: 8/10
/R

Rafał Skwarek

Share With:
Inline
Inline