Polskie wizje przyszłości [ARTYKUŁ] Rodzime kino science-fiction
Kino science fiction wśród opinii publicznej jest w większości kojarzone z historiami opowiadającymi o wyprawach międzygwiezdnych, przybyszach z innych planet, czy też o robotach, których postawa względem swojego stwórcy rożni się z filmu na film. Prym w takich wypadkach wiedzie rozbudowana scenografia doprawiona powalającymi na kolana efektami specjalnymi. Nic dziwnego, że w takim zestawieniu przymiotnik „polski” budzi ogólne lekceważenie. W końcu nie jesteśmy w stanie pochwalić się oprawa graficzną na miarę blockbusterów, serwowanych nam co roku przez potężne wytwórnie filmowe z USA, ale jednak również i my mamy w swoim repertuarze mniej lub bardziej udane produkcje z gatunku fantastyki naukowej. A jest ona ciekawym przedstawieniem sytuacji politycznej Polski, jak i ogólnych zachowań ludzkich, czy też odpowiedzią na nadchodzące zmiany, technologiczne i społeczne.
Lem jako inspiracja
Nie da się ukryć, że tak jak polskie kino gatunku sci-fi nadal jest daleko w tyle, tak literatura, reprezentowana przez Stanisława Lema, jest znana nie tylko i w naszym kraju, ale również za granicą. Jego sława wpłynęła i na filmowców, którzy ośmieleni, postanowili przenieść choć część tego sukcesu na ekran.
Jedną z pierwszych prób była Milcząca gwiazda z roku 1960, koprodukcja Polski i NRD opowiadająca o wyprawie astronautów na Wenus. Linia fabularna została tu jednak spłycona, całość była raczej popisem możliwości wizualnych niż wierną adaptacją powieści Lema. Film zawierał jednocześnie sprytnie wplecioną propagandę o wyższości technologicznej państw socjalistycznych, a sam pisarz skomentował to tak: „Dzięki Bogu nikt już o tym filmie nie pamięta. Milcząca gwiazda była okropną chałą, bełkotliwym socrealistycznym pasztetem. Dla mnie to bardzo smutne doświadczenie”.
Z Lemem postanowił zmierzyć się również i Andrzej Wajda, i tak w roku 1968 powstaje Przekładaniec. Jest to krótkometrażowa komedia,traktująca o niebezpieczeństwach transplantologii, która była wtedy czymś równie fantastycznym i zajmującym co loty na księżyc. Scenariusz do filmu napisał sam Lem, a skupia się w nim na tym, ile tak naprawdę w człowieku pozostaje jego samego, kiedy poddaje się on kolejnym przeszczepom, tym samym „wymieniając” swoje prawdziwe ciało. Dylemat moralny, który wraz z postępem medycyny nie jest już tak aktualny, jest tu przedstawiony w prześmiesznej oprawie, traktowany z przymrużeniem oka.
Innymi wartymi wspomnienia produkcjami, starającymi się oddać złożoność rozważań moralnych i przewrotność Lema na srebrnym ekranie, są: Profesor Zazul, Test Pilota Pirxa.
Świat bez mężczyzn
W latach 80. Juliusz Machulski postanowił przedstawić nam swoją wizję świata, który zaludniają same kobiety. I tak powstał bezsprzecznie najbardziej znany polski film sci-fi, czyli Seksmisja. Jest to już dzieło kultowe, które opowiada o losach dwójki mężczyzn. Zostają oni zahibernowani, a następnie budzą się ponad 40 lat później,w świecie po wojnie nuklearnej, w którym wyginęli wszyscy przedstawiciele płci męskiej. Jako że główni bohaterowie odbiegają normą od ogółu, w tym wypadku właśnie płcią, muszą zostać „ujednoliceni”. Wszystko co inne stanowi przecież zagrożenie, nie ma tutaj miejsca na indywidualizm, kiedy opinie są z góry narzucane, a własne zdanie tłumione w zarodku.Machulski stosuje tu wiele aluzji do systemu totalitarnego, w tym również do samego PRL-u,jednocześnie wyśmiewając się z jego zakłamania. Tworzy w efekcie świetną satyrę, ukazując absurd sytuacji, w których znaleźli się bohaterowie, ale również nawiązując do zdarzeń, mających odbicie w rzeczywistości. Bo przecież „Kopernik była kobietą” i innej historii, niż tej głoszonej przez obecnie będących u władzy, nie ma.
Antyutopie Piotra Szulkina
Kiedy widzowie na całym świecie zachwycali się Gwiezdnymi Wojnami, w Polsce Piotr Szulkin udowadniał, że sci-fi to nie tylko laserowe pistolety, wybuchy i dramatyczne pościgi, ale również wspaniała platforma do metaforycznych rozważań nad kondycją społeczeństwa. W jego filmach brak wyszukanych efektów specjalnych, bo w końcu to nie one pełnią tu główną rolę. Reżyser ukazuje nam przyszłość brudną, smutną, zżeraną własnym kłamstwem.Przyszłość, w której człowiek jest wykorzystywany przez system, w którym żyje, pozbawiony prywatności, nieustannie kontrolowany.Krótko mówiąc, jest to świat, w którym system totalitarny panuje nad jednostką. Są to wizje skrajnie fatalistyczne i antyutopijne, prowadzące do upadku ludzkości, jak choćby w O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji. Nie da się nie spoglądać na te utwory z perspektywy tamtych lat i nie doszukiwać się mocnej krytyki systemu politycznego, w którym człowiek i jego indywidualizm przestaje się liczyć. Jest to również głęboka analiza relacji społecznych.
Podobne motywy pojawiają się również w takich jego dziełach jak Golem czy Woja światów, gdzie pod przykrywką fantastyki naukowej reżyser snuje opowieści o destrukcyjnym wpływie władzy na społeczeństwo, którego skutki doskwierały ówczesnemu widzowi na co dzień.
Najlepsze, bo polskie
Niektóre filmy jednak, mimo że w ujęciu fantastyki naukowej, czyli pozornie oderwanym od rzeczywistości, były zbyt śmiałe dla rządzących w czasach PRL-u. Wpłynęło to na proces powstawania Na srebrnym globie Andrzeja Żuławskiego, który jest bardzo skomplikowany i wydłużony w czasie. Pierwsze prace nad filmem zostały przerwane w roku 1977 z polecenia wiceministra, a dużą część kostiumów i rekwizytów zniszczono. Ostateczne ukończenie przypada na 1988 rok, jednak niektórych fragmentów nigdy nie udało się już odzyskać. Jak podsumował to sam reżyser: „Na srebrnym globie jest jednocześnie filmem i historią o tym filmie. Historią pewnego życia i pewnego kraju”. Czym tak bardzo podpadł on władzom? Jest to opowieść o kosmonautach, którzy opuszczają Ziemię w poszukiwaniu lepszego świata, wolnego od wad i grzechów starej cywilizacji. Jednak wraz z narodzinami nowych pokoleń, te idee odchodzą w zapomnienie, a społeczeństwo powraca do trawiących je od zawsze konfliktów. Żuławski wskazuje tu na niezmienność ludzkiej natury i niemożność uwolnienia się od pewnych schematów, które w nas tkwią. Równocześnie odnosi się do religii i historii, potęgując wrażenie błędnego koła, którym znajduje się ludzkość.
Film został napiętnowany i ocenzurowany w czasach komunistycznych, został jednak doceniony kilkadziesiąt lat później, gdy uznano go za najlepszy nie-hollywoodzki film science fiction.
Jaka jest przyszłość kina przyszłości?
Na początku nowego tysiąclecia kino sci-fi w Polsce zwolniło. Zapomniano o fantastyce jako o świetnej satyrze na obecny stan rzeczy czy punktu wyjścia do rozmyślań nad moralnością, rolą człowieka w świecie. A z drugiej strony hamowały nas natomiast braki finansowe na rozbudowane efekty specjalne.
Jednak od kilku lat na polskiej scenie science fiction pojawia się nazwisko Tomasza Bagińskiego, który dał się poznać dzięki swoim filmom animowanym, a następnie zaskoczył, gdy wspólnie z Allegro wprowadził polskie legendy w erę cyfrową, m. in. w Twardowskym.
Nie jest to jednak jedyny twórca, gdyż w tym roku Polacy postarali się o nowy film z gatunku fantastyki naukowej: Człowiek z magicznym pudełkiem Bodo Koks. Niezależnie od efektów tych starań zawsze warto docenić polskie wizje przyszłości.
Weronika Leszczyńska