Nad Morzem, reż. Angelina Jolie

Nad morzem – komedia małżeńska

Nie spodziewałam się po filmie Nad morzem niczego dobrego i mój instynkt mnie nie zawiódł. Sama reżyserka i autorka scenariusza twierdzi, że przy realizacji filmu odwołała się do klasyki europejskiego kina lat 60. i 70. Nurtuje mnie pytanie, co Angelina Jolie miała na myśli? W Nad morzem nie znajduję żadnych konotacji z kinem europejskim. To raczej tragiczny w skutkach artystowski bełkot w pięknej scenerii, kostiumach i charakteryzacji.

Wielki Brat patrzy

Małżeństwo Brada Pitta i Angeliny Jolie to znakomity biznes. Plotkarskie media nadały im nawet charakterystyczny przydomek „Brangelina”. Ludzie uwielbiają czytać o sławnej parze, a sama para Jolie – Pitt daje ludziom dokładnie to, czego pożądają, czyli ciągłe sensacje. Kiedy Angelina Jolie przyznała się do mastektomii i pełnej histerektomii, świat oszalał. Aktorka zdecydowała się na zabiegi po wykryciu mutacji genów BRCA1 i BRCA2, które odpowiadają za choroby nowotworowe narządów rodnych i raka piersi. Przypomnijmy, że matka Jolie, Marcheline Bertrand zmarła na raka jajnika w wieku zaledwie 56 lat. Córka postanowiła, że podda się zabiegom ograniczającym możliwość wystąpienia nowotworów ze względu na sześcioro dzieci, które wychowuje z Bradem Pittem. Konsekwencją tak poważnych zabiegów chirurgii ginekologicznej są zmiany hormonalne, które przyspieszają menopauzę, a także poważne skutki w postaci zaburzeń hormonalnych. Poświęcam temu tematowi wiele miejsca, ponieważ najnowszy film Jolie jest wyraźnym rozliczeniem się aktorki, a może raczej kobiety z kryzysem własnym i małżeńskim. Kilkadziesiąt razy widziała udostępniany przez kobiety na facebook’u fragment wywiadu, w którym Brad Pitt zwierza się z ciężaru, jaki spadł na jego żonę i ich małżeństwo. Idealny tekst promocyjny. Nie podważam szczerych intencji Pitta, ale podobne zwierzenia osób publicznych budzą we mnie mieszane uczucia. Nie mogę do końca stwierdzić czy to autentyczna szczerość, czy też chwyt marketingowy. Osobiście jestem bardzo daleka od tworzenia jakichkolwiek tematów tabu. Z leżącego na półce najnowszego numeru „Wysokich Obcasów” spogląda w moją stronę sarniooka Carrie Fisher i przywodzi mi na myśl Pocztówki znad krawędzi (1990) – kapitalny film Mike’a Nicholsa opartym na bestsellerowej autobiografii księżniczki Lei. Fisher rozliczała się w swojej książce z ceną sławy, alkoholizmem, toksycznymi relacjami z matką i kolejnymi nieudanymi małżeństwami. Pocztówki znad krawędzi ze znakomitym duetem Meryl Streep – Shirley MacLaine odniosły wielki sukces. Jednocześnie za sprawą dobrej reżyserskiej ręki Nicholsa film ma klasę i jakość, do której Nad morzem nawet się nie zbliża.

Odnoszę bezustanne wrażenie, że Angelina Jolie cierpi na chorobliwy ekshibicjonizm. Odkąd pojawiła się na hollywoodzkim firmamencie, szokuje swoimi zwierzeniami. Tak więc postrzegam Nad morzem jako formę katharsis aktorki, a w tym wypadku także reżyserki i scenarzystki. Angelina Jolie i Brad Pitt przywdziewają szaty Vanessy – byłej tancerki z załamaniem nerwowym i Rolanda – zdolnego pisarza przeżywającego twórczy kryzys. W zasadzie kryzys goni tu kryzys, ponieważ małżeństwo Rolanda i Vanessy rozsypuje się. Pigułki psychotropowe Nessy brzęczą oniryczną melodyjkę, a charakterystyczne pomarańczowe pudełeczka na leki co chwila pojawiają się w kadrze. Roly gra własny song szklanicami pełnymi ginu, whisky, piwa i wina. Gdzieś wśród tiuli, satyny i muskanych śródziemnomorską bryzą firan czai się sekret i przyczyna. Zblazowani małżonkowie prowadzą papierowe rozmowy, wzdychają, płaczą i odurzają się, żeby poczuć ulgę. Dialogi z papieru, metaforyka o budowie cepa, eksploatowane do granic chwyty montażowe z lustrami i dramatyczne pozy wręcz śmierdzące taniością jak podpity, spocony Roland. Bądźmy realistami – to nie jest obraz małżeństwa w kryzysie, tylko tandetne wypociny. Najciekawszy wątek filmu to malutki prześwit w ścianie, przez który zmanierowane małżeństwo podgląda Leę (Mélanie Laurent) i François (Melvil Poupaud), młodą parę z sąsiedniego pokoju hotelowego. Motyw voyeurystyczny dodaje filmowi odrobinę pieprzu i wznieca w widzu nadzieję, że doczekamy się chociaż eksplozji namiętności. Niestety sceny perwersyjnego podglądactwa zamiast rozpalać wyobraźnię, wywołują salwy śmiechu, co całkowicie łamie konwencję filmu. Ponadto Jolie, wprowadzając wątek podglądania, strzela sobie w stopę, ponieważ gdzieś z tyłu głowy widz dostrzega aluzję do jej medialnego małżeństwa z golden boyem Bradem Pittem.

Freud i kobiecość

Jolie miała do obróbki bardzo dobry temat. Korzystając z własnych doświadczeń mogła opowiedzieć ważką historię o granicach definiowania płciowości. Psychoanaliza Freuda podkreśla znaczenie czynnika genitalnego i funkcji społecznych mężczyzny i kobiety. Kobietę określają cechy płciowe: piersi, wagina, ale także narządy rodne. Macica i jajniki stanowią o płodności kobiety, jej możliwości prokreacji. Piersi służą do karmienia potomstwa. Idąc tropem Freuda, kobieta pozbawiona swoich narządów, bezpłodna jest niedefiniowalna. Współcześnie wiemy, że o kobiecości nie świadczy ilość posiadanych dzieci. Jednak istnieje coś, co nazywamy naturalnym instynktem każdego stworzenia. Wszystkie zwierzęta dążą do powielania materiału genetycznego, czyli podtrzymywania trwałości gatunku. Człowiek nie odstaje od powyższego modelu. Charles Darwin umieścił nas na najwyższym szczeblu rozwojowym, ponieważ jesteśmy gatunkiem najlepiej rozwiniętym intelektualnie. Natomiast Sigmund Freud wrócił do korzeni biologizmu człowieka i podkreślił rolę libido jako energii seksualnej, która istotnie wpływa na stan naszego umysłu. Zatem organizm kobiety wysterylizowanej, po zabiegu odjęcia obu piersi przestaje definiować się jako samica zarówno fizycznie w sensie wyglądu, biologicznie z powodu zmian hormonalnych, jak i psychicznie. I tu właśnie znajduje się kwintesencja tematu dla Angeliny Jolie. Jako kobieta po podobnych przejściach mogła zrealizować film bazujący na psychodramie, dogłębnie analityczny. Niemniej tak trudny temat wymaga skorzystania z odpowiednich środków języka filmowego. Autentyczność omawianego problemu można w tym przypadku osiągnąć poprzez pełny realizm świata przedstawionego. Przebieranie się w kostiumy jest w tym wypadku zbędne. Zabrakło mi w filmie sceny, którą Jonathan Glazer umieścił w Under the skin (2013), kiedy to Scarlett Johansson przypatruje się lustrzanemu odbiciu swojego nagiego ciała. „Pod skórą” owej sceny pojawia się pytanie: kim jestem? Człowiekiem? Kobietą?

Angelina Jolie i Brad Pitt 2
Nad morzem: kino a życie

Kardynalnym błędem reżyserki było obsadzenie w rolach głównych siebie i męża. Po pierwsze dlatego, że Jolie i Pitt są przeciętnymi aktorami. Po drugie: w przypadku wątku autobiograficznego należy jednak zachować pewien dystans. Carrie Fisher nie zagrała siebie w Pocztówkach znad krawędzi (1990), a Roman Polański nigdy nie zagrał Żyda w obozie koncentracyjnym, chociaż parał się aktorstwem, a jego role błyszczały niczym diamenty. Najlepszym przykładem niech będzie tu właśnie Roman Polański, który z przyczyn osobistych zrezygnował z reżyserowania Listy Schindlera (1993). Swoją decyzję uzasadniał faktem, iż akcja filmu toczyła się w krakowskim getcie, w którym reżyser przebywał jako dziecko. Polański stwierdził wprost, że nie podołałby psychicznie przy realizacji filmu. Musiało upłynąć kilka lat, aby reżyser nakręcił Pianistę (2002), w którym w jakimś sensie opowiedział także swoją historię, ale przez pryzmat wspomnień Władysława Szpilmana.

Podsumowując: Nad morzem porusza ważny i trudny temat. Jest to materiał na bardzo dobry film. Obraz Angeliny Jolie ogląda się jednak z wielkim żalem. Reżyserka zmarnowała swoją szansę. Kompozycja filmu rozpada się. Narracja jest płaska, a dialogi płytkie. Nad morzem aspiruje do wielkiego kina, ale nawet nie ociera się o przeciętność. Momentami po prostu śmieszy. Moje wrażenie: obejrzałam 125 minut egzaltacji o stylistyce artykułu z brukowca.

Marta Grabowska

Udostępnij przez: