„Zgubiłam swoje ciało” – Typowy film drogi z nietypową bohaterką

Zgubiłam swoje ciało to francuska animacja, którą stworzył Jérémy Clapin. O filmie zrobiło się głośno po jego premierze na Netflixie, a później także dzięki nominacji do Oscara w kategorii długometrażowych filmów animowanych. Razem z Toy Story 4 i Klausem był wymieniany jako jeden z faworytów do zgarnięcia statuetki, jednak ostatecznie przegrał z produkcją Disneya.

Tym, co wyróżnia dzieło Clapina wśród innych zeszłorocznych animacji jest jego główna bohaterka. Już na początku filmu okazuje się, że będziemy towarzyszyć odciętej dłoni, która z nieznanych przyczyn ożywa i postanawia odnaleźć swojego właściciela – Naoufela. Większość czasu spędzamy na obserwowaniu podróży dłoni w poszukiwaniu zaginionego ciała. To właśnie ta nietypowa bohaterka jest najmocniejszym punktem opowiadanej historii. Reżyser cały czas utrzymuje widza w napięciu, mnożąc kolejne trudności – dłoń spotyka m.in. wygłodniałe szczury i trafia na autostradę, której nie sposób przejść.

Mogłoby się wydawać, że tak niezwykłej postaci trudno będzie kibicować ostatecznie to przecież odcięta dłoń, która nie mówi i nie ma cech charakteru. A jednak widz wzrusza się jej tragiczną historią. Dzięki niezwykłej pracy animatorów ta niecodzienna bohaterka jest w stanie wyrażać emocje za pomocą dynamiki swoich ruchów. Natomiast wszystko to, czego nie da się wyrazić ruchem, twórcy uzyskują dzięki symbolice, znakomitemu montażowi i wykorzystaniu retrospekcji. W tym miejscu warto się na chwilę zatrzymać i przyjrzeć się pomysłowej narracji. W filmie mamy do czynienia z trzema liniami czasowymi. Tę, w której towarzyszymy obciętej kończynie, można uznać za linię teraźniejszości. Pozostałe dwie są liniami przeszłości. Jedna z nich opowiada historię właściciela dłoni i tego, jak doszło utraty kończyny. Drugą są retrospekcje, których celem jest zarówno podbudowa charakterologiczna Naoufela, jak i opowiedzenie historii jego dłoni. Całość poprowadzona jest bardzo czytelnie, co jest wielką zasługą montażu. Istotną rolę pełni także muzyka, która sprawnie buduje napięcie w scenach podróży głównej bohaterki, pogłębiając tym samym zaangażowanie emocjonalne widza. Warto wyróżnić również narrację wizualną, skupioną na dłoniach Naoufela. Wszystkie sceny z retrospekcji ich dotyczą, co mocno podkreśla rolę, jaką pełnią w filmie.

Zgubiłam swoje ciało pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Nie dowiemy się, w jaki sposób odcięta dłoń namierza swojego właściciela. Nie wiemy też, dlaczego właściwie ożyła i skąd wie, że powinna unikać wykrycia. Wydaje się jednak, że wszystkie te pytania są pozbawione sensu, a doszukiwanie się w tym wszystkim logiki mija się z celem.

Największą wadą produkcji jest wątek właściciela zagubionej kończyny. To historia tragiczna, jakich w kinie było już wiele, a całość zwieńczona jest dość pretensjonalnym i sztampowym, romantycznym finałem. W niektórych momentach działania Naoufela – jak i innych pojawiających się w filmie bohaterów – są niekonsekwentne czy po prostu nielogiczne, przez co ma się wrażenie, że sami rzucają sobie kłody pod nogi. Widać, że twórca filmu miał ciekawy pomysł formalny, za którym niestety nie szedł równie intrygujący pomysł na opowieść. Z tego powodu dzieło to dość wyraźnie dzieli się na dwie powiązane ze sobą historie. Z jednej strony oglądamy wątek koncentrujący się na dłoni, który – mimo ograniczeń narracyjnych, w postaci braku głosu, mimiki etc. – został opowiedziany nad wyraz sprawnie. Z drugiej zaś obserwujemy historię właściciela tejże dłoni, która wydaje się dość nudna i przewidywalna. Oglądając film, z niecierpliwością czekałem na powrót scen z dłonią, traktując losy Naoufela jako przerywnik, który znalazł się tam dlatego, że po prostu musiał. Zresztą możliwe, że tak właśnie było.

Rozczarowuje także ostatni akt animacji. Widać, że twórcy scenariusza nie mieli pomysłu na to, jak w satysfakcjonujący sposób domknąć tę historię. Dlatego też zdecydowali się na zakończenie otwarte, które jest po prostu nijakie. Nie pozostawia widza z żadną cenną myślą i stawia pod znakiem zapytania sens całej opowieści. Jedyne, co przynosi, to rozczarowanie i zaskoczenie, że to już koniec.

Dzieło Clapina, pod względem realizacyjnym bez wątpienia można postawić w jednym szeregu z takimi animacjami jak Walc z Baszirem czy Persepolis. Niestety, mimo ciekawych pomysłów narracyjnych, nie dorównuje im pod względem opowiadanej historii. Nie można jednak powiedzieć, że jest to film zły. To całkiem udana artystyczna animacja, którą z pewnością zapamiętam na długi czas. Uważam, że zarówno Toy Story 4, jak i Klaus były lepsze, ale Zgubiłam swoje ciało ma w sobie coś, czego brakuje obu tym dziełom. Jakąś ukrytą, trudną do zdefiniowania głębię, która sprawia, że z niecierpliwością będę czekał na kolejne produkcje Clapina.

Oskar Wadowski

Korekta: Klaudia Fetta

Udostępnij przez: