Wina i kara [filmy dokumentalne] “Trzy dni wolności” i “Papparazi
“Nie ma winy i nie ma kary, rozmawiamy o show-biznesie” – mówi Przemysław Stoppa, bohater “Paparazziego” Piotra Bernasia. Film pokazuje kulisy pracy paparazziego, jego życie osobiste, cele i rozterki. Kara natomiast pojawia się w “3 dniach wolności” autorstwa Łukasza Borowskiego, poświęconych pierwszej przepustce po piętnastu latach odsiadki Piotra Klausa.
Oba filmy zostały nakręcone w ramach Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, miały premierę w 2011 roku i zdobyły mnóstwo branżowych nagród. W obu przypadkach twórcy pragnęli nakreślić jakiś fenomen, a bohater przyszedł potem; bohater jest jednak jeden, stanowi główny temat obu filmów, determinując ich charakter. Nastawienie się twórcy na określony rodzaj oczekiwanej wymowy, w tym przypadku moralitetu, niosło pewne ryzyko. Obaj twórcy koncentrują się na określonej zmianie moralnej. Pomimo to, uważam, że mnóstwo zarówno subtelnych, jak i ostrych różnic spowodowało, że oba filmy ogląda się diametralnie inaczej, a trzydziestominutowy dokumentu zrealizowany w ramach tego samego kursu może przybrać zupełnie dowolny charakter, zależnie od osoby po drugiej strony kamery.
Kolosalne różnice pojawiają się już przy próbie określenia sztywnych ram czasowych – w przypadku “Paparazziego” odmierzają je poszczególne wydarzenia medialne – wyjazd Romana Polańskiego do Szwajcarii czy katastrofa prezydenckiego Tu-154. “3 dni wolności” stawiają jednak w tej kwestii opór, bo choć wiemy, że film został zrealizowany w 2010 roku, niewiele możemy powiedzieć na temat dokładnej daty. Jasne jest, że przepustka trwa trzy symboliczne dni, które naładowane są emocjonującymi wydarzeniami. Montaż i praca kamery służą tylko opowiedzeniu historii, są pozbawione sztuczek formalnych i surowe. Ponieważ bohater musi nadrobić stracony za kratami czas, montaż dokonuje się w ramach dokonywanych działań, nie ma czasu na zbędne rozmowy. W “Paparazzim” natomiast widzimy próbę oddania montażem specyfiki zawodu Stoppy, jest szybki i chaotyczny. Choć całość została nakręcona na przestrzeni dłuższego czasu, widzimy zaledwie najważniejsze momenty. Dodatkowo, zdjęcia realizował głównie reżyser – zostały nawet wyróżnione na festiwalu Camera Image.
“Paparazzi” po brzegi wypełniony jest akcją i monologami głównego bohatera, Bernaś stara się jak najpełniej oddać swoją postać. Wielokrotnie powtarzają się sceny w których Stoppa w samochodzie długo opowiada o tym co przeszedł, jak wpłynęło to na jego życie, jak rozpamiętuje przeszłość. Mamy tu do czynienia jedynie z przeszłością i teraźniejszością; nawet jeśli bohater w pewnym momencie postanawia nie podejmować się niemoralnego tematu (fotografowanie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej), w momencie w którym widzi samochód Jarosława Kaczyńskiego, zaczyna go gonić, aby zdobyć zdjęcie. Jakiekolwiek plany są rewidowane przez teraźniejszość, a decyzje podejmowane w obliczu chwili. Wydaje się, że reżyser celowo kończy w tamtym momencie swój film. Wchodzenie z butami w cudzą prywatność przez głównego bohatera jest, podobnie jak palenie papierosów, nałogiem. Początkowo pali on mocne Marlboro, później przerzuca się na slimy. Podobnie w doborze zrealizowanych tematów, jedynie oszukuje się, że zmienił kaliber. Wciąż napędza go dokładnie to samo.
Osadzony w więzieniu Klaus również dokumentalną podróż z Borowskim zaczyna z Marlboro. Przy przeszukiwaniu go przez strażnika szybko okazuje się, że jedynie paczka pochodzi z Marlboro, w środku są Mocne. Ten zabawny szczegół ewokuje refleksję nad głębokim osadzeniem bohatera w PRL-owskiej mentalności, co w trakcie seansu staje się coraz bardziej oczywiste. Za sprawą Marka, drugiego bohatera filmu, działającego w fundacji pomagającej znaleźć się więźniom odbywającym długie wyroki w rzeczywistości, zdaje sobie sprawę z wielu konsekwencji swoich czynów. W “Trzech dniach wolności” bardzo mocny akcent położony jest na przyszłość. Bohater układa plany, zastanawia się jak wykorzystać czas gdy wyjdzie już na wolność. Gdy w mieszkaniu siostry mierzy się ze swoją przeszłością, pijaną, kłócącą się rodziną i pogrążonym w marazmie i depresji środowiskiem ludzi, którzy niegdyś byli jego największym wsparciem, postanawia ostatecznie z przeszłością zerwać. Większość czynów, których w trakcie swojego krótkiego pobytu na wolności dokonuje bohater, związanych jest z rozliczeniem się z tym co było i przygotowaniem się na przyszłą ciężką pracę. Gdy Klaus musi w końcu wrócić do więzienia, cieszy się z tego, że się nie upił i że przyjdzie dobra opinia z Policji, zwiększając jego szanse na wcześniejsze, warunkowe zwolnienie z zakładu karnego.
A wolność dla bohatera “Trzech dni wolności” jest niezwykle problematyczna. W filmie niemal przez cały czas prowadzony jest za rękę przez Marka, nie potrafi poradzić sobie z podstawowymi wyzwaniami współczesności, co w filmie ilustrowane jest przede wszystkim zdziwieniem gdy odbiera paragon fiskalny. Uderzająca jest też scena, gdy stając w sklepie włókienniczym przed ścianą wypełnioną różnokolorowymi koszulami – to jeden z wielu wyborów, których bohater będzie musiał dokonywać w przyszłości. Takich problemów nie ma bohater “Paparazziego”, odnajduje się on wręcz idealnie we współczesnym świecie, momentami przypominając myśliwego polującego na zwierzynę – taka też implikacja pojawia się ze strony montażu, również realizowanego częściowo przez Bernasia.
Mocno autorskie podejście reżysera w każdej części składowej filmy pozwala zaryzykować istotną, jak się wydaje, hipotezę. Bernaś w wywiadach powtarzał, że choć początkowo pogardzał zawodem papparazich, w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że sam momentami ocierał się o tę nieprzekraczalną granicę prywatności w trakcie pracy przy reportażach wojennych. Ta relacja autora z tematyką filmu nieodwołalnie skłania się go do zwiększonej krytyki wobec Stoppy, przypatrywania się jego rozterkom, momentami widzimy jak sam stara się uchwycić niektóre z tematów zdjęć Papparaziego. Na przykład w wyjątkowo oderwanej od reszty filmu scenie na plaży, w trakcie gdy główny bohater pogrążony jest w rozmyślaniach, Bernaś nagrywa całującą się na ręczniku parę, wyraźnie przekraczając wspomnianą granicę voyeryzmu. Wydaje się, że to sam Bernaś intensywnie przygląda się samemu sobie w filmie. Nie ma nikogo pomiędzy nim, a Stoppą, podróżują razem autem. Reżyser wydaje się utożsamiać z “Papparazim”, a jedyny konflikt opiera się na wartościowaniu, które przy odpowiedniej perspektywie jest wysoce subiektywne.
Zupełnie inaczej wygląda relacja pomiędzy Borowskim, a osadzonym w “Trzech dniach wolności”, twórca jest możliwie daleko od tematyki swojego filmu. Traktuje przedstawioną sytuację ilustracyjnie, nic nie wiąże go z Piotrem Klausem. W swoim filmie w ogóle, jak się wydaje, nie porusza tematyki winy i kary. Historię opowiada przez kreacyjne manipulowanie dokumentem – ani razu w filmie nie jest poruszany temat zbrodni za którą skazany został Klaus. Tematem filmu jest raczej odseparowanie jednostki, jej zagubienie w otaczającym świecie; refleksja nad zmianą percepcji spowodowaną odsiadką. Ponieważ reżyser w zasadzie nie prowadzi z bohaterem rozmowy, Marek staje się głównym rozmówcą Klausa – we dwójkę długo rozmawiają o ludziach, którzy nie przebyli odsiadki i o tym, że nie potrafią oni docenić rzeczywistości, tego jak świat wokół nich przebiega ciągłym przemianom. Takie zewnętrzne podejście służy przyswajalności dokumentu, sprawia że historia jest optymistyczna i interesująca dla widza, który nie ma żadnego związku z poruszaną tematyką. Reżyser nie ocenia swojego bohatera, traktuje go mocno alegorycznie, a więc niepoważnie. Zręczny zabieg ilustrowawania nieco melodramatycznych treści, ponurą historią skazańca, wychodzi zaskakująco lekko i przyjemnie.
Uniwersalność tej historii, wyraźny bohater i filozoficzne rozważania prowadzone właściwie tylko za pomocą odpowiedniej selekcji materiału pozwalają zrealizować ładny, intymny portret o cechach moralitetu. Historia “Paparazziego” jest znacznie cięższa, mniej w niej owijania w bawełnę i filozofowania, momentami całość wypada przez to toporniej. Przy tych samych niemalże warunkach realizacji obu filmów można skonkludować, że Bernaś zbyt wiele sobie utrudniał, co w efekcie dało film bardziej rozbudowany, o mnogości ciekawych rozwiązań, ale mniej strawny niż banalna w zasadzie historia, obdarta jednak z pretensjonalności przez skromny sposób realizacji i sympatycznego bohatera.
Eryk Romek