La Jetée – „Antyfilmowa” podróż w czasie

Jest to opowieść o mężczyźnie prześladowanym przez pewien obraz z dzieciństwa – tymi słowami Chris Marker – jeden z czołowych kinowych wideoeseistów – rozpoczyna swój eksperymentalny „film” – La Jetée.

Paryż zostaje zniszczony w wyniku III wojny światowej. Niedobitki ludzkości ukrywają się w podziemiach i rozpaczliwie usiłują uratować obecny świat. Budują wehikuł czasu, który pomoże im odnaleźć pomoc wśród ludzi z innych wymiarów czasowych. Do podróży w czasie wyznaczają mężczyznę, który okazuje się być prześladowany tajemniczym wspomnieniem. Na swojej drodze odwiedzi zarówno przeszłość, jak i przyszłość…

12 paryskich małp

Podróże w czasie od dawna stanowią problem, nad którego rozwiązaniem dwoją się i troją zarówno filozofowie, jak i filmowcy. Stephen Hawking próbował obalić ten „mit”, mówiąc kiedyś, że gdyby podróże w czasie były możliwe, dzisiaj z pewnością obserwowalibyśmy wielu turystów z przyszłości. Z kolei Terry Gilliam w swoich 12 małpach pokazywał m.in., że nawet gdyby było to możliwe, wiązałoby się to z niewyobrażalnymi zmianami w psychice. Pytanie, czy Hawking oglądał film Chrisa Markera pozostaje bez jasnej odpowiedzi, lecz co do Terry’ego Gilliama nie ma żadnych wątpliwości. W wywiadach wielokrotnie podkreślał, że La Jetée był jego największą inspiracją przy tworzeniu 12 małp.

12 małp vs. La Jetée

Antyfilm?

Jaka jest definicja „filmu”? Można uciec się do najprostszego sformułowania, mówiącego, że jest to po prostu ciąg ruchomych obrazów. Samo słowo Kino, a dokładniej Cinema wywodzi się od greckiego słowa kínēma oznaczającego ruch. Czy La Jetée można więc nazwać filmem?

Chris Marker, najprawdopodobniej jako pierwszy, zastosował w kinie technikę diaporamy – audiowizualnego spektaklu, tworzonego przez nieruchome obrazy i zsynchronizowaną z nimi ścieżkę dźwiękową. W ciągu 28 minut projekcji ma bowiem miejsce tylko jedno ruchome ujęcie – paradoksalnie jest to moment, w którym samego „ruchu” jest najmniej (oto obserwujemy, jak kobieta leży na łóżku i… mruga). Resztę stanowi kolaż fotografii, połączonych związkiem przyczynowo – skutkowym, odzwierciedlającym upływ czasu.

W obrazach dominuje niski klucz oświetleniowy, a co za tym idzie, wszechobecny mrok i silne kontrasty. Odzwierciedla to zarówno postapokaliptyczny dekadentyzm, jak i stan mentalny głównego bohatera. Jednym z powodów, dla którego protagonista udaje się w przeszłość, jest pragnienie by odnaleźć sens swojego wspomnienia. Na miejscu spotyka kobietę, która „prześladuje” go od dzieciństwa. Targany niejasnymi reminiscencjami, nie jest do końca przekonany, na ile podróżuje w czasie, a na ile eksploruje tylko swoją podświadomość.

Marker prowadzi narrację w niezwykle impresjonistyczny sposób, skupia się na sugestywnych, estetycznych korelacjach. Szczególnie podczas jednej sekwencji, w której bohaterowie odwiedzają muzeum z wypchanymi zwierzętami – te zdają się być tak samo zamrożone w czasie, jak bohaterowie w kadrach filmu Markera. Cały „film” budują zdjęcia wywołujące rozmaite refleksje na temat czasu i podświadomości.

La Jetée to obraz, obok którego ciężko jest przejść obojętnie. Chris Marker w bardzo umiejętny i kreatywny sposób przedstawia swój pomysł na kino, polemizując z jego fundamentalnym założeniem, czyli ruchem. Podejmuje tematykę determinizmu nieustannie lawirując na granicy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Sam film w swojej pomysłowości i poetyce w niektórych kwestiach wyprzedził swoje czasy, czego dowodem są późniejsze aluzje Terry’ego Gilliama w jego Dwunastu małpach. La Jetée to arcyciekawa podróż zarówno w sferze czasu, jak i w sferze formy filmowej. Pozycja obowiązkowa dla miłośników eksperymentów filmowych, francuskiej nowej fali i teorii o podróżach w czasie.

Paweł Mozolewski

Share With:
Inline
Inline