Rysopis Jerzy Skolimowski

Rysopis i Walkower Jerzego Skolimowskiego – strach przed samookreśleniem

Leszczyc nie potrafi znaleźć swojego miejsca w życiu, określić się. Skoro może wycofać się z tego, co rozpoczął, chętnie z tej możliwości korzysta. „Chciałbym, żeby stało się coś nieodwołalnego. Żeby nie można się już było cofnąć, ale żeby jeszcze można było decydować…” – mówi.

Pan Jerzy Skolimowski i jego materiały

Historia powstania Rysopisu dopełnia jego wyjątkowość nie tylko na tle ówczesnej, ale również dzisiejszej produkcji filmowej. Skolimowski (ur. 1938) rozpoczął nad nim pracę podczas drugiego roku studiów reżyserskich. Koncept fabularny był pobieżny: miało być to kilka godzin z życia młodego mężczyzny, który dostał wezwanie do wojska i czeka na wyjazd. Skolimowski wykorzystywał każdą okazję, aby nagrywać luźno ze sobą powiązane sceny. Łączyła je postać głównego bohatera: Andrzeja Leszczyca (w tej roli – sam reżyser). Po dwóch latach studentowi łódzkiej filmówki udało się połączyć materiały w spójną całość i zaprezentować jako film dyplomowy. „Musiałem przez dwa lata być dokładnie tak samo ostrzyżony i w tym samym kostiumie. Ale to nie było trudne” – mówił później Skolimowski. Rysopis odnosił sukcesy na międzynarodowych festiwalach, a reżyser stał się gwiazdą. Film wyświetlano także za oceanem, jednak nie spotkał się on tam z takim entuzjazmem jak w Europie. Jeden z nowojorskich krytyków podsumował go w następujący sposób: „Pan Skolimowski był uprzejmy przywieźć z Polski swoje materiały”.

Rysopis Jerzy Skolimowski

Leszczyc: zagubiony poeta

Bohater Skolimowskiego nie kończy niczego, co zaczął. W Rysopisie przez kilka lat studiuje ichtiologię, aby na finiszu zrezygnować, bo przecież „nie lubi ryb”. Do wojska wybiera się z ociąganiem. Rozgląda się po świecie i snuje – w zasadzie nic nie wnoszące – refleksje. Obserwując swoją dziewczynę, która maluje oczy, stwierdza: „I tak nikt w to nie uwierzy.” Na pytanie: „W co?” odpowiada: „W te twoje duże oczy”. Z kolei z reporterem radiowym, który zaczepia go na ulicy z prośbą o rozmowę, prowadzi następujący dialog:

Reporter: Ile pan ma lat? Dwadzieścia cztery, pięć?

Andrzej Leszczyc: Już za późno, już nie zdążę.

Rysopis Jerzy Skolimowski

Wbrew pozorom Leszczyc nie jest jednak bohaterem zrezygnowanym, ale zagubionym i zdystansowanym. Nosząc w sobie cechy reżysera – autora filmu, jest także poetą (Skolimowski należał w owym czasie do Związku Literatów Polskich). Lubi dwuznaczność, metafory, a nawet gry słowne. Jednak jego cechą konstytutywną jest… brak ukonstytuowania. Leszczyc nie potrafi znaleźć swojego miejsca w życiu, określić się. Skoro może wycofać się z tego, co rozpoczął, chętnie z tej możliwości korzysta. Podczas wspomnianej rozmowy z reporterem mówi: „Chciałbym, żeby stało się coś nieodwołalnego. Żeby nie można się już było cofnąć, ale żeby jeszcze można było decydować…”. Wyraża więc życzenie, aby pierwszą, najważniejszą decyzję ktoś podjął za niego („…aby stało się coś nieodwołalnego…”), bo własnych decyzji najwyraźniej nie respektuje (zawsze może i chce się z nich wycofać). Poza tym decyzja oznacza wzięcie odpowiedzialności oraz – co najgorsze – samookreślenie. Gdyby, dajmy na to, obronił pracę dyplomową z ichtiologii, zostałby nieodwołalnie ichtiologiem. A tak – wciąż jest tylko Andrzejem Leszczycem.

Leszczyc jest też głównym bohaterem kolejnego filmu Skolimowskiego – Walkower (1965). O ile Rysopis był poetycką mozaiką i studenckim eksperymentem, Walkower jeszcze konsekwentniej portretuje wyalienowanego młodego człowieka, który nie jest w stanie z niczym ani z nikim się utożsamić, a swoje życie może określić jako ucieczkę przed samookreśleniem (i tym samym: ograniczeniem). Znalazłszy się przypadkowo w gabinecie dyrektora budowy, wśród zdeterminowanych na pracę, dyplomowanych inżynierów, wyraźnie zdaje się być nie na swoim miejscu. Przykre (a może wręcz odwrotnie?) wrażenie pogłębia fakt, że gdyby Leszczyc był konsekwentny w działaniu, mógłby być jednym z nich. „To państwo nie byli na jednym roku?” – dyrektor kieruje pytanie do dwóch siedzących przed nim osób, czyli Leszczyca i pani inżynier. „No myśmy razem z Teresą zaczynali, ale to było 10 lat temu.” – odpowiada Leszczyc. „A potem mnie wyrzucili, potem byłem na uniwersytecie, w wojsku, potem znów na politechnice i jakoś tak…”.

Rysopis Jerzy Skolimowski

Skolimowski i subtelne poczucie humoru

Rysopis i Walkower dotykają poważnych zagadnień związanych z tożsamością człowieka, ale w warstwie dialogowej zachwycają nie tyle tematem, ile czystą formą. Skolimowski z przyjemnością bawi się językiem i skojarzeniami, na przykład w scenie w gabinecie dyrektora budowy:

Leszczyc: Tylko że ja nie jestem inżynierem.

Dyrektor: To niech pan przynajmniej wypije kawę.

Leszczyc: Oblałem dyplom w zeszłym roku, a w tym jakoś się nie składało.

Wiele jest tu zresztą wypowiedzi zabarwionych subtelnym humorem, np.: „Lubię patrzeć jak [ludzie] pracują. Chciałbym być fotografem, robić zdjęcia jak pracują. Zawsze chciałem pracować albo przynajmniej fotografować”. Z kolei na początku Rysopisu pomiędzy członkiem komisji wojskowej a Leszczycem odbywa się następujący dialog: „Państwo ludowe wydało na was [Leszcyca] kupę forsy, żebyście mogli ukończyć swoje ulubione studia ichtiologiczne. I teraz moglibyście państwu zwrócić pożyczkę jako…”, Leszczyc: „Miałem być w muzeum na prowincji… wicedyrektorem.” „Dyrektorem? Tak, mamy mało dyrektorów muzeów ichtiologicznych, Leszczyc…”. I wreszcie, gdy główny bohater Rysopisu po przerwaniu studiów ichtiologicznych dzwoni do matki, tak oto tłumaczy swoje bardzo rzadkie telefony: „Dzwoniłem jak zeszły raz byłem. Jeszcze przed wakacjami. Ale akurat konferencję miałaś, czy coś. Ja zawsze na jeden dzień i zaraz potem wracam. Ciągle na jeziorach z rybakami. Zbieram materiały. Jak nawet poczty tam nie ma.”

Rysopis Jerzy Skolimowski

Rysopis – Leszczyc wciąż aktualny

Pierwsze filmy Skolimowskiego wprowadziły do polskiego kina coś, na co do tamtej pory nie było w nim miejsca: współczesność, autorską wypowiedź twórczą i młodość, która poszukuje. W dodatku – mimo osadzenia w konkretnym czasie i miejscu – okazały się obrazami uniwersalnymi. „Ten uniwersalizm zadziwił mnie, ponieważ ja robiłem to tu, na własnym podwórku. Nie sądziłem, że obraz tego, co przedstawiam, może mieć odniesienie gdziekolwiek indziej. Okazuje się, że los takiego młodego człowieka, jakiego przedstawiłem, jest dosyć powszechny” – mówił Skolimowski. Po wielu latach od premiery Rysopisu reżyser dodaje także: „Ze zdumieniem stwierdziłem, że on (Rysopis) się nie postarzał, że jest to praktycznie współczesny film”. Więcej nawet: Leszczyc ze swoją nieokreśloną, „płynną” tożsamością zdaje się być bohaterem naszych czasów.

Anna Felskowska

Share With:
Inline
Inline