Ucieczka z Fortu Bravo

Ucieczka z Fortu Bravo [western] Dzika banda z Fortu Bravo

John Forsythe jako zamydlacz i uwodziciel najtańszego gatunku w idealnym dla siebie narodowo – wyzwoleńczym dramacie przygodowym, który kiedyś brano na poważnie. Twardziel oddający życie za szczęśliwy związek jego kobiety z żołnierzem wrogiej armii. Takie rzeczy tylko w Ameryce.

Ucieczka z Fortu BravoHordy potwornych czerwonoskórych przypominają inteligentne owady lub mięsożerne rośliny. Osaczeni biali zaczynają rozumieć, że wojna secesyjna to taka romantyczna awantura bliźniaków w łonie matki – Ameryki. Trzeba tylko po męsku dać sobie po mordzie i wytępić tego pasożyta w postaci Indian. A wtedy zapanuje demokracja i demagogia, a kiedyś, po wielu latach może i Donald Trump.

William Holden, który wróci do westernu 16 lat później, zagrał tu przeciętną rolę w przeciętnym filmie. Wątek romantyczny tylko na chwilę odwraca uwagę od koszmarnie przewidywalnego biegu zdarzeń, który zostaje niemal dosłownie zrelacjonowany w dialogach na początku filmu. Nic, tylko zapisać na kartce i sprawdzać czy się nie pomylili. Nazwisko Holdena w sposób nader jaskrawy pokazuje, jak głęboka i szeroka przepaść dzieli tego typu filmy od Dzikiej bandy. W obu zagrał główne role, a przecież nie minęło aż tak wiele czasu pomiędzy nimi. Jego partner na planie, a rywal w scenariuszu – Forsythe – skończył w Dynastii (to taka opera mydlana z lat 80. o ludziach, którzy mają dużo pieniędzy i są bardzo nieszczęśliwi, bo już każdy z każdym spał i nie wiadomo co dalej robić). Ten obraz to doprawdy piękny symbol rozdroża, jakie otwierało się wtedy w amerykańskim kinie przygodowym i bezprzygodowym.

Ucieczka z Fortu BravoUcieczkę z Fortu Bravo oglądałem w kwietniu 2010, nie wiedząc wtedy, że Forsythe dosłownie przed chwilą umarł. Naszła mnie jeszcze jedna myśl. Tego typu naiwne produkcje propagandowe oglądałem z rozdziawioną gębą będąc dzieciakiem. Człowiek, wiadomo, zmienia się trochę z wiekiem. Myślę teraz, jak tego rodzaju film byłby przyjęty przez współczesnych dziesięciolatków. Z całą siermiężnością scenariusza i nieatrakcyjnością wizualną – kto wie, może zagrałby na tych samych strunach, na których grają przeładowane marvelowskie blockbustery. Ale błagam, jeśli już chcecie dzieciakom puszczać western, to wybierzcie jakiś lepszy.

Sławomir Płatek

Share With:
Inline
Inline