Co skrywa walizka z Pulp Fiction?

Minęło ponad dwadzieścia lat odkąd Pulp Fiction weszło na ekrany kin, a jednak nadal zawartość sławnej walizki poszukiwanej przez bohaterów filmu pozostaje tajemnicą. Quentin Tarantino powiedział w jednym z wywiadów, że znajduje się w niej to czego każdy widz zapragnie. Dla niektórych może to być jednak mało satysfakcjonująca odpowiedź. Dlatego postaram się przybliżyć najpopularniejsze teorie związane z tytułową walizką będącą jednym z najsławniejszych MacGuffinów w historii kina.

Co to jest MacGuffin?

Termin ten spopularyzował Alfred Hitchcock, który w jednym z wywiadów opowiedział następującą anegdotę:

Dwóch mężczyzn podróżuje pociągiem siedząc w tym samym przedziale. W pewnym momencie jeden pyta drugiego

– Przepraszam, co jest w tej paczce koło Pana?

– MacGuffin – odpowiada drugi

– To znaczy?

– No cóż… Jest to przyrząd do łapania lwów w Szkockich górach.

– Ale zaraz, przecież w Szkockich górach nie ma lwów – odpowiada zdziwiony pasażer

– W takim razie to nie jest MacGuffin.

Czym więc owy MacGuffin jest w kinie? Czymś co istnieje i nie istnieje jednocześnie. Stanowi przedmiot będący obiektem pożądania, poszukiwanym przez bohaterów, który służy często jako pretekst do zawiązania i przebiegu fabuły. Przykładem MacGuffina może być sokół maltański, arka przymierza z Poszukiwaczy zaginionej arki, czy królicza łapka z Mission: Impossible III. Zazwyczaj widzowie nie dostają jednoznacznej odpowiedzi czym tak naprawdę był MacGuffin, co skutkuje snuciem wielu teorii spiskowych. To natomiast doprowadza nas do sławnej tajemniczej walizki z Pulp Fiction.

Dusza Marsellusa Wallace’a

Jedną z najpopularniejszych teorii na temat zawartości walizki jest ta, która mówi, że znajduje się w niej skradziona przez diabła dusza Marsellusa Wallace’a. Brzmi fantastycznie, ale wbrew pozorom jest kilka przesłanek opowiadających się za jej prawdziwością. Według niej Marsellus zaprzedał niegdyś swoją duszę diabłu, co pozostawiło na jego potylicy bliznę – w filmie jest ona zaklejona charakterystycznym plastrem. Po czasie jednak postanowił odkupić swoją duszę i wysłał w tym celu swoich dwóch posłanników – Vincenta Vegę oraz Julesa Winnfielda. Na początku filmu przychodzą oni więc do pomocników diabła (Brett, Marvin i Facet leżący na kanapie, który wygląda jak „ten z Flock of Seagulls”, jak to określa Jules). Tam okazuje się, że kod potrzebny do otwarcia walizki brzmi „666”, co stanowi liczbę utożsamianą z szatanem. Vincent na widok zawartości walizki przez chwilę staje się oniemiały, widać, że ma właśnie do czynienia z czymś nadzwyczaj wielkim. My natomiast widzimy tylko tajemnicze światło, wychodzące z walizki. Jest to pierwsza z dwóch scen w filmie, gdy zostaje ona otwarta. Druga scena sytuuje się pod koniec filmu – w niej „Ringo”, zwany też „Honey Bunny” (Tim Roth) na widok zawartości walizki pyta Jules’a:

– Czy to jest to co myślę?

– Mhm – Odpowiada Jules

– To… piękne.

Jedno słowo, ale pasuje do powszechnego, religijnego przekonania mówiącego, że to właśnie dusza jest najpiękniejsza w człowieku.

Wracając do sceny, w której Vincent i Jules znajdują się u „pomocników diabła”, zachodzi jeszcze jedna ważna akcja, pasująca do tej teorii. Po wygłoszeniu sławnego biblijnego monologu „Ezechiel 25:17” i urządzeniu masakry w mieszkaniu, w której oszczędzono tylko Marvina, okazuje się, że w łazience jest ukryty jeszcze jeden mężczyzna. Postanawia on się ujawnić i zastrzelić Vincenta oraz Julesa. Opróżnia w tym celu cały magazynek, krzycząc przy tym: „Die you motherfuckers, die!”. Jednak ani jedna kula ich nie trafia. Zdziwieni zaistniałą sytuacją postanawiają zabić go w samoobronie. Dlaczego nie zostali zabici? Jak sądzi Jules, był to palec boży, który uchronił ich przed śmiercią. Dlaczego jednak zostali uratowani? Ponieważ według tej teorii byli sługami Boga, który postanowił interweniować, aby dusza ukryta w walizce, trafiła dzięki nim do prawowitego właściciela – Marsellusa Wallace’a.

Szalona, ale na tyle popularna teoria, że dotarła do samego reżysera, który skomentował ją w następujący sposób:

To wy mi powiedzcie, co było w tej walizce. Jeśli uważacie, że była to dusza Marsellusa Wallace’a (bo taką teorię też słyszałem), to była tam jego dusza. W walizce, znajduje się to co chcecie, a fakt, że zrobiłem film, który inspiruje was do takich nieprawdopodobnych interpretacji, napawa mnie dumą.

Choć ta teoria wydaje się dość spójna w swoich przesłankach, zejdźmy jednak na ziemię. Nigdzie tak naprawdę nie jest konkretnie zapisane, że dusza uchodzi z ciała akurat przez potylicę. Co więcej, ów charakterystyczny plaster jest efektem niedokładnego zgolenia głowy. Ving Rhames w trakcie przygotowywania swojego wizerunku do roli Marsellusa Wallace’a po prostu zaciął się przy strzyżeniu, co zostawiło dość sporą bliznę. Tarantino postanowił więc zakleić to miejsce plastrem, bo według niego „wyglądało to fajnie”. Poza tym nie wiadomo jak Marsellus miałby normalnie funkcjonować, nie mając tak naprawdę swojej duszy. Jakby tego było mało, to zapał zwolenników tej teorii dodatkowo ostudzić mogą słowa Rogera Avary’ego – współtwórcy Pulp Fiction – który wyjawił swego czasu, że w walizce mogły się znajdywać diamenty, co prowadzi nas do bardziej przyziemnej teorii.

Diamenty ze Wściekłych Psów

Jeśli oglądałeś Wściekły psy to wiesz, że motorem napędowym fabuły był napad na bank (którego swoją drogą nigdy nie pokazano w filmie) oraz jego owoc, czyli pożądana przez wszystkich walizka z diamentami. Pan Różowy (Grany przez Steve’a Buscemi’ego) po finałowej masakrze w magazynie gangu, chwycił ową walizkę i uciekł z miejsca zbrodni. Tarantino słynący z intrygujących niedopowiedzeń, nigdy nie wyjaśnił co się później z nim stało – czy trafił w ręce policji, czy też udało mu się wieść spokojne, bogate życie. Za podpowiedź w tym temacie można jednak traktować Pulp Fiction, a dokładniej scenę w „JackRabbit Slim’s”, gdzie Vincent Vega i Mia Wallace udają się na nietypową „randkę”. Tam jako kelner obsługuje ich Buddy Holly (Grany przez uwaga: Steve’a Buscemi’ego). Czyżby więc los zemścił się na Panu Różowym za niechęć dawania napiwków na tyle, by obsadzić go w roli kelnera? W takim wypadku walizka z diamentami w pewien nikomu nieznany niefortunny sposób, mogła trafić w ręce Marsellusa Wallace’a, a potem wreszcie w posiadanie Bretta i spółki, których odwiedzają na początku filmu Vincent i Jules. Jesteśmy wówczas w tym samym miejscu, ale szukamy nie duszy Marsellusa, a właśnie diamentów, pochodzących z napadu na bank we Wściekłych Psach.

Quentin Tarantino i Roger Avary przy tworzeniu Pulp Fiction byli w pewnym stopniu zainspirowani walizką ze Wściekłych Psów. Zamiast jednak pokazywać, że walizka zawiera zwykłe diamenty, postanowili nie pokazywać co znajduje się w środku, tym samym podkręcając pomysł walizki do rozmiarów MacGuffina. Najlepszym zobrazowaniem tego pomysłu będą słowa samego Rogera Avary’ego:

Pierwotnie walizka miała zawierać diamenty, ale to wydawało się zbyt nudne i przewidywalne. Dlatego zdecydowaliśmy się nie pokazywać jej zawartości. W ten sposób widownia może snuć różne teorie na temat jej wnętrza. Jedyne czego miała się dowiedzieć, to to, że w środku znajduje się coś pięknego. Żaden najlepszy scenograf nie może wymyśleć nic lepszego niż ludzka wyobraźnia.

Można więc w pewnym stopniu upatrywać źródła pomysłu na MacGuffin z Pulp Fiction właśnie w diamentach Pana Różowego ze Wściekłych Psów. Jednak pierworodna inspiracja leży gdzie indziej.

Kiss me deadly

To tytuł zapomnianego filmu noir z lat 50-tych, reprezentującego kino klasy B. Historia skupia się wokół śledztwa cynicznego prywatnego detektywa – Mike’a Hammera. Na początku filmu ratuje on tajemniczą kobietę, która dopiero co uciekła ze szpitala psychiatrycznego. Ta zostawia mu wskazówkę, potrzebną do odszukania czegoś, co ze wszystkich sił próbuje ukryć rząd, po czym sama ginie w wypadku. Główny bohater postanawia wówczas podjąć śledztwo, które doprowadza go do enigmatycznej czarnej walizki.

Zakochany w kinie noir Quentin Tarantino postanowił oddać mu hołd, wprowadzając do swojego drugiego filmu podobny schemat. W Kiss me deadly czarna walizka także pełni niezwykłą rolę. Przez większość czasu jest ona MacGuffinem, zgrabnie prowadzącym akcję filmu, a gdy wreszcie bohaterowie ją otwierają, z wnętrza wydobywa się niezwykły rozbłysk światła, będący efektem radioaktywnego plutonu. Owa zawartość walizki wprowadzona do fabuły filmu wpisuje się w klimaty lat 50-tych i stanowi krytykę zimnej wojny oraz prowadzenia badań nuklearnych. Czy zatem w Pulp Fiction mamy do czynienia z radioaktywnym plutonem? Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie, ale z pewnością mamy do czynienia z podświadomym, kinofilskim odbiciem pewnego schematu i hołdem dla kina noir lat 50-tych. Podobne ujęcia, rozbłysk światła i tajemnica wokół walizki.

Samuel L. Jackson powiedział w jednym z wywiadów wprost, że w walizce znajdywały się „dwie żarówki i kilka baterii”. Na tym jednak polega piękno kina, że te „dwie żarówki i kilka baterii” potrafi przerodzić się w coś tak enigmatycznego. Zawartość walizki z Pulp Fiction to cały czas temat rzeka. Niektórzy w fandomie posuwają się nawet do przypuszczeń, jakoby miałby się w niej znajdywać złoty strój Elvisa Presley’a z Prawdziwego romansu, Złoty Graal z Indiany Jones’a, czy też wielki i soczysty Royale with cheese, świecący się jak w reklamach McDonald’s. W porównaniu do tego teorie na temat duszy Marsellusa Wallace’a, czy też diamentów ze Wściekłych Psów, brzmią bardzo wiarygodnie. Niemniej jednak ten MacGuffin, będący w pewnym stopniu odbiciem walizki z Kiss me deadly, stanowi urodzajny temat do tworzenia przeróżnych teorii spiskowych. A to wszystko świadczy o sukcesie Tarantino i Avary’ego, którym zależało na tym, by widzowie swoją wyobraźnią współtworzyli Pulp Fiction.

Paweł Mozolewski

 

Udostępnij przez: