Czwarta władza, czyli czy coś mogło się nie udać?

Scenariusz oparty na prawdziwych wydarzeniach. Gwiazdorska obsada: Meryl Streep (Żelazna Dama), Tom Hanks (Forest Gump) i Sarah Paulson (American Horror Story, Amercian Crime Story). Reżyserii Stevena Spielberga, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Czy coś może się nie udać?

Tytuł?

Oryginalny tytuł produkcji to the Post, czyli  zwyczajowa, skrócona nazwa gazety The Washington Post. W polskiej dystrybucji występuje pod nazwą Czwarta Władza, który oznacza nic więcej jak wolną prasę. I choć dokładnie nie oddaje prawdziwego tytułu to jest trafny.

 

 

Wystarczą nazwiska?

Wystarczą! Bo każda scena jest wypełniona doskonałym nieprzereklamowanym aktorstwem.  Na ekranie  przez cały czas widzimy albo Meryl Streep, albo Tom Hanks, lub jeszcze obu aktorów naraz. Ta dwójka w każdej scenie „błyszczy”.  Meryl Streep gra nieporadną właścicielkę The Washington Post i jest przekonująca nawet kiedy przypadkiem przewraca krzesło. Co więcej, jej bohaterka ewoluuje i jest to  niekwestionowana wartość filmu. Z kolei Tom Hanks moduluje głos, w czym jest wybitnie przekonujący, bo przestaje być Hanksem, którego doskonale znamy, a staje się redaktorem naczelnym – do tego niezwykle roszczeniowym.

Historia czy Teraźniejszość?

Akcja Czwartej Władzy rozgrywa się w latach siedemdziesiątych – brak Internetu i wyścig z czasem o to kto pierwszy opublikuje newsa, sprawia, że film jest niezwykle klimatyczny.  Od pierwszej minuty widz wie, gdzie trafił.  Po wyjściu z sali kinowej, żeńska część widowni komentuje stroje, szczególnie sukienki Sary Paulson.  Jednakże to tylko detale, ponieważ  film traktuje przede wszystkim o ograniczaniu wolności mediów. O tym, że The Post zrewolucjonizował i stworzył  współczesne dziennikarstwo, a co najważniejsze poszedł na wojnę, i to z samym prezydentem. Nixon uporczywie usuwał kompromitujące go materiały. Pytanie brzmi czy ten powrót do przeszłości nie jest komentarzem do naszej współczesności?

Moralnosć?

To także historia ludzkich dylematów moralnych. Jak trudny musi być wybór pomiędzy przyjaźnią a prawdą dziennikarską. Wyobraź sobie, drogi widzu, że musisz decydować między dobrem bliskiej osoby lub oczernieniem jej na łamach ogólnokrajowej gazety. W tym wypadku nie ma dobrych decyzji.

Detale

Czwarta Władza to czasy, w których nie ma telefonów komórkowych, a stwierdzenie zadzwoń spoza biura oznacza telefon z budki telefonicznej po drugiej stronie ulicy.  Telefony są przewodowe i numer dosłownie wykręca  się na tarczy. Meryl, kóra ściąga klips z ucha, by zadzwonić to jeden z wielu smaczków. Wśród pięknych detali są również momenty, w których bohaterowie piszą teksty na maszynie. To fakt, że korektę przeprowadza tylko i wyłącznie człowiek, a nie komputer.

Przegadany?

Owszem, Czwarta Władza to film oparty prawie wyłącznie na dialogu. Jeśli ktoś oczekuje wartkiej akcji to zobaczy ją, ale napędzaną wyłącznie przez rozmowy między bohaterami.  Zero wybuchów, zero morderstw, ale napięcie jest wystarczające.

Wydaje się, że spoilerem nie będzie, jeśli wspomnę, że Spielberg zostawił sobie otwrtą furtkę na kolejną część filmu, bo ostatnia scena nawiązuje do włamania do siedziby Watergate. Ta afera również odbyła się z udziałem dziennikarzy The Washington Post.

                                                          

                                                                                                          Adriana Murawska

Korekta: Kamil Bryl

Share With:
Inline
Inline