Cinerama - Aferim

Aferim! – Czy Cyganie pochodzą od diabła?

Bohaterom najnowszego filmu rumuńskiego reżysera Radu Judego zaczynamy towarzyszyć w trakcie rozmowy o bezlitosnej zarazie. Policmajster Costandin opowiada swojemu synowi o jej tragicznych konsekwencjach, sytuując siebie jako jednego z nielicznych, cudem ocalałych. W podróż przez dzikie stepy Wołoszczyzny wyruszają konno z misją schwytania zbiegłego Cygana Carfina, który cudzołożył z żoną swego pana. Wyprawa dla każdego z głównych bohaterów realizuje osobiste pryncypia na różnych planach. Wymowa całego dzieła jest jednak znacznie bardziej uniwersalna.

Rumuński eastern

Kino rumuńskie już od lat cieszy się dobrą estymą na festiwalach europejskich. Hipnotyzując swoją kameralnością, opowiada zazwyczaj realistyczne historie współczesnych rodzin wplątanych w systemowe zawiłości.

Tym razem reżyser Radu Jude zaprasza widzów do sennej wędrówki przez XIX-wieczne niemalże wyludnione krajobrazy. W konwencji westernu i kina drogi portretuje ówczesną obyczajowość, duchowość i tradycję. Pretekstem do przyjrzenia się rumuńskiej społeczności jest ojcowsko-synowska relacja głównych bohaterów. Stanowi oś fabularną, z której rozchodzą się wątki społecznej złożoności. Policmajster zabiera swego syna Ionitę w prawdopodobnie pierwszą wspólną podróż w służbie prawa. Dla Costandina wyprawa ma charakter ojcowskiej powinności, dlatego – z typową dla siebie szorstkością – pokazuje młodemu towarzyszowi świat. Z pewną dozą cynizmu objaśnia mu szereg zasad rządzących strukturą społeczną, posiłkując się wyuczonymi przysłowiami.

Napotykając opór w postaci innych ludzi utrudniających śledztwo (przyklasztorni wieśniacy, cygańscy złotnicy, czy w końcu policmajster i jego towarzysze z sąsiedniego regionu), wykazuje bojowość i nieustępliwość w dążeniu do wypełnienia powierzonego mu zadania.

Z dumą i wzbudzającym sympatię zadęciem prezentuje piśmienne zwierzchnictwo bojara, wzmacniając tym samym swoją pozycję. Jednak jako stróż (niezupełnie sprawiedliwego) prawa, nie nadużywa on swoich kompetencji. W scenie przedsennych wynurzeń zapewnia Ionitę o swojej uczciwości i honorowości.

Z kolei dla młodego podróżnika jest to niewątpliwie wyprawa inicjacyjna. Niczym Sancho Pansa prowadzony przez Don Kichota, przemierza bezkresne stepy w służbie ideałom.

Jego spojrzenie, gesty czy nieśmiało wypowiadane kwestie są nasycone niewinnością. Bezkrytycznie wpatrzony w autorytet ojca, aprobuje jego każde przedsięwzięcie. Nieopierzony Ionita jest przy tym jednak bardzo wrażliwy na niesprawiedliwość świata, co wyraża się w jego sugestiach uwolnienia Cygana. Inicjacyjność wędrówki realizuje się też na innym planie. Wśród upojonych alkoholem Rumunów traci cnotę z jedną z biesiadujących prostytutek, z której z resztą rozwiązłości korzysta później Costandin (niestety już nie tak jurny jak jego debiutujący potomek).

Ksenofobia – wczoraj i dziś

Aferim! jest również znakomitym portretem ówczesnej społeczności. Obnaża jej zaściankową mentalność, powierzchowną duchowość, czy w końcu rasistowskie skłonności. Ludność Rumunii XIX. wieku jest mocno zhierarchizowana, a o jakości życia decyduje przynależność do poszczególnych kast.

Aferim3, reż. Radu Jude

Stosunek do spraw najwyższej wagi rządzi się zabobonami i przesądami, inne traktowane są z właściwym dla tamtejszego ludu konserwatyzmem. Dodatkowo rdzenna rumuńska muzyka, skomponowana przez zespół „Trei Parale”, uplastycznia stworzony przed Judego świat.

Film opowiada o dzikim wschodzie w całej jego barbarzyńskiej naturze. Porusza kwestie ciemiężonych Cyganów egzystujących na marginesie społecznej hierarchii. Najbardziej obrazuje to scena, w której młody niewolnik sam wystawia się na sprzedaż, mając pełną świadomość własnego przeznaczenia.

Na wyjątkową uwagę zasługuje postać popa, który wydaje się ucieleśniać wszystkie z zawartych w filmie uprzedzeń. Bezceremonialnie wylicza i wykrzykuje stereotypowe przywary poszczególnych nacji, wieńcząc słowami potępienia dla Żydów i Cyganów.

Tragikomiczny ton

Mimo brutalności tego świata, film jest utrzymany w konwencji komicznej. Rubaszny humor bijący z dialogów nadaje im dynamizmu. Wulgarne i bezwstydne zdania rzucane przez grubiańskich szlachciców z pewnością wzbudzą uznanie wśród widowni. Nawet sam tytuł – w polskim tłumaczeniu Brawa! – ma zdecydowanie wydźwięk ironiczny, szczególnie w kontekście ostatnich scen. Brawa dla zacofanych Rumunów XIX. wieku, ale i brawa dla mieszkańców dzisiejszej Europy. Wydawałoby się bowiem, że żyjąc w czasach postępującej cywilizacji, przebyliśmy długą drogę od czasów akcji filmu. Jednak współczesna umysłowość niewiele różni się od tej z 1835 roku.

Duże znaczenie dla tonu filmu mają zdjęcia. Szerokie plany, czy minimalne ruchy kamery dają poczucie przestrzenności. Reżyser, unikając zbliżeń, tworzy dystans pomiędzy widzem a obrazem. Eliminuje sposobność do bezrefleksyjnego utożsamiania się z dziełem i jego bohaterami na rzecz chłodnej, ale przenikliwej obserwacji. Sfotografowany przez Mariusa Panduru w czerni i bieli zyskuje archaiczną jakość, co również rozciąga odległość pomiędzy współczesnym odbiorcą a filmem. Zaognione dialogi kontrastujące z jałowym krajobrazem zyskują w tym wymiarze dodatkowego znaczenia.

Aferim! – Echo braw

Wyprawa ojca i syna staje się nie tylko zawodową powinnością lokalnego stróża prawa, inicjacyjną wędrówką młodego Ionity, czy przypieczętowaniem pozycji patriarchatu. Nagrodzone na Berlinale za najlepszą reżyserię Aferim! jest bowiem przede wszystkim wnikliwą konstatacją dotyczącą uprzedzeń, ksenofobicznych lęków i rasistowskich odchyleń, których przejawów można upatrywać również współcześnie. Jude próbuje uświadomić widzom, że pozornie odległy świat niewiele różni się od naszego. Reżyser wyciąga na światło dzienne zakorzenione w europejskiej kulturze uprzedzenia. Obecnie może nie wyrażane z taką bezczelnością, ale wciąż czające się po kątach naszej „nowoczesnej” umysłowości. Niestety, echo tytułowych braw wybrzmiewa do dzisiaj.

Dominika Koliszewska

Udostępnij przez: