Prawie 60 lat na scenie filmowej, ponad 200 filmów zrealizowanych zarówno w Chinach jak i Ameryce, mnóstwo złamanych kości i niebezpiecznych sytuacji, mogących skończyć się śmiercią – to wszystko składa się na dorobek jednego z najbardziej zdeterminowanych i szalonych aktorów kina akcji. Jego twórczość filmowa daleko odbiega od artystycznych funkcji kina, solidnie zbudowanych scenariuszy, czy nawet przejmującej gry aktorskiej w powszechnie znanym tego słowa znaczeniu, a jednak po niemal 60 latach Jackie Chan został obdarzony przez akademię honorowym Oscarem za całokształt twórczości. Dlaczego? Policyjna opowieść jest jedną z wielu odpowiedzi na to pytanie.

Western stanowi jeden z najpopularniejszych i najbardziej kultowych gatunków filmowych w historii kina. Opowieści o szeryfach, kowbojach i Indianach stały się popularne w Ameryce na początku XX wieku. Już wówczas w różny sposób podchodzono do realizacji tego gatunku. W poniższym artykule porównam dwa westerny –

Kino eksploatacji w swojej historii może pochwalić się wieloma ciekawymi nurtami. Jednym z nich jest Blaxploitation – niedoceniany i często zapominany nurt afrocentrycznych filmów klasy B. Powstały na bazie grindhouse’ów i działań polityczno-społecznych w sferze praw obywatelskich w latach 60-tych w USA, produkcje z zazwyczaj niskim budżetem.. Cechowały się pokazywaniem miejskiej i często młodej afroamerykańskiej ludności. Przestępcze podziemia (najczęściej portret stanowił Harlem), wypełnione były po brzegi czarnoskórymi postaciami, które w końcu doczekały się swojej rewolucji w kinie, zajmując pierwszoplanowe role. Nie były to jednak filmy do końca zachowawcze. Często podejmowały tematy, które ze wszystkich sił miały przyciągnąć czarną, młodą publiczność. Seks, przemoc i szeroko pojęta zbrodnia, której towarzyszyły na zmianę soulowe i funkowe przeboje, stanowiły główne zainteresowania reżyserów. W latach 70-tych, czyli w rozkwicie Blaxploitation, powstało około 200 takich produkcji w wielu gatunkach. Raz na jakiś czas zdarzały się prawdziwe perełki. Jednym z najlepszych ówczesnych reżyserów był Jack Hill – nazwany niegdyś przez Quentina Tarantino „Howardem Hawksem kina eksploatacji” – stworzył trzy prawdziwe perły: Foxy Brown, Switchblade Sisters, oraz Coffy. To właśnie ten ostatni pragnę omówić w poniższym tekście. Coffy, czyli obraz kobiecej zemsty w brudnym świecie prostytucji, który moim zdaniem można nazwać prawdziwym seksualnym (ale i nie tylko) ładunkiem wybuchowym kina Blaxploitation.

Chungking Express to czwarty film Wonga Kar-Waia – reżysera słynącego z zestawiania samotności z miłością w często klaustrofobicznych aglomeracjach. Wykorzystuje on nowoczesny świat, żeby pokazać jak bardzo samotni mogą być ludzie w zaludnionych miastach. W tym temacie idealnie wykorzystuje swój rodzimy Hongkong, gdzie pomimo prawie 7000 osób na km2, większość ludzi czuje się wg niego wyobcowana. Chungking Express stanowi jeden z jego najlepszych obrazów.

Filmy z podgatunku eksploatacji przeżywały swoje złote czasy w latach 60. i 70. Przyciągały uwagę widza, ponieważ pokazywały to, czego w popularnym kinie nie można było wówczas doświadczyć. Perwersyjny seks, krew, przemoc i przeróżne ludzkie wynaturzenia, to tylko niektóre z cech charakterystycznych dla tych amatorskich, zazwyczaj niskobudżetowych produkcji. W tych czasach idealnie odnalazł się Russ Meyer – były kamerzysta wojenny (jego materiały były inspiracją do chociażby takich produkcji jak Parszywa Dwunastka czy Patton), a także fotograf magazynu Playboy. Uważał, że film jest dobry wyłącznie wtedy, kiedy posiada trzy istotne elementy: prędkość, seks i przemoc. Zgodnie ze swoją filozofią postanowił wyreżyserować w 1965 roku film pt. Szybciej koteczku! Zabij! Zabij!

Większość z nas zna historie w stylu Robinsona Crusoe czy też bohatera granego przez Toma Hanksa w filmie Cast Away. Próba przetrwania na bezludnej wyspie, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym stanowiłaby nie lada wyzwanie dla każdego z nas. Jednak co, jeśli bezludna wyspa znajdowałaby się pośrodku jednego z miast w Korei Południowej? Na to pytanie odpowiedział Hae-jun Lee w swoim filmie z 2009 roku pt. Castaway on the moon.