Kamerdyner (2018, reż. Filip Bajon)

Nowy film Filipa Bajona określany jest „dziełem epickim”. W standardowym znaczeniu Kamerdyner rzeczywiście jest epicki,czyli złożony narracyjnie i pełen rozmachu; jeśli jednak „epicki” potraktować (zgodnie z najnowszą modą językową) jako synonim „wspaniały” lub „imponujący” – wówczas nie będzie to określenie trafione.

Monument (2018, reż. Jagoda Szelc)

Po swoim dobrze przyjętym debiucie (Wieża. Jasny dzień, 2017), nagrodzonym między innymi za scenariusz, Jagoda Szelc powraca do Gdyni z kolejnym filmem – projektem dyplomowym absolwentów wydziału aktorskiego łódzkiej Szkoły Filmowej. Fakt, że jest to właśnie „projekt dyplomowy”, należy podkreślić już na wstępie, bo podczas projekcji trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejne sceny są „zaliczaniem”: udanym (a jakże) zaprezentowaniem szerokiego zakresu umiejętności aktorskich, nie wnoszącym jednak nic do treści. Chyba, że taka miała być treść: niespójna, impresyjna i wieloznaczna.

Inxeba. Zakazana ścieżka w reżyserii Johna Trengove’a nie jest, wbrew pozorom, historią o zakazanej miłości. Niech nie zmylą nikogo pretensjonalne melodramatyczne sceny – nie chodzi tu przecież o łzy wzruszenia ani święte oburzenie (na tych „złych”, którzy nie pozwalają bohaterom połączyć się na zawsze w miłosnym uniesieniu). Zamiast tego Trengove chłodnym okiem analizuje mechanizm społecznej opresji, w którym zacierają się granicę pomiędzy oprawcą a ofiarą.

„Wszystkiego, co trzeba wiedzieć o reżyserowaniu, można się nauczyć w ciągu czterech godzin” – stwierdził Claude Chabrol po ukończeniu zdjęć do swojego debiutanckiego filmu. Z pewnością zrobił, co mógł, aby Piękny Sergiusz (Le beau Serge) nosił wszelkie znamiona filmu profesjonalnego: mimo to obraz urzeka formalną nieporadnością.

Jeżeli nie można czegoś sklasyfikować, należy to odrzucić – głosi pierwsza zasada porządku społecznego. „Niesklasyfikowane” trafia więc do worka z odrzutami-odmieńcami, który można następnie z obrzydzeniem (ale i ciekawością) trącać palcem. Film ma jednak tę właściwość, że nie gardzi żadnym bohaterem – potrafi przenicować świat tak, że odmienne staje się znacznie bliższe niż ustalona „norma”.

Erotyzujący horror dla młodzieży może kryć w sobie więcej znaczeń, niż sądzisz, drogi widzu: podczas gdy ty podziwiasz na ekranie piękno kobiecych ciał i z napięciem czekasz na kolejny ruch krwiożerczej bestii, główny bohater walczy o status mężczyzny – czyli o swoje pierwsze dojrzałe zbliżenie z kobietą.

Leszczyc nie potrafi znaleźć swojego miejsca w życiu, określić się. Skoro może wycofać się z tego, co rozpoczął, chętnie z tej możliwości korzysta. „Chciałbym, żeby stało się coś nieodwołalnego. Żeby nie można się już było cofnąć, ale żeby jeszcze można było decydować…” – mówi.

Legenda amerykańskiej kontrkultury, skandalista i okultysta związany z Kościołem Szatana – tak w telegraficznym skrócie można przedstawić Kennetha Angera. Tworzeniem filmów zajął się już w wieku jedenastu lat, jednak pierwszy sukces w tej dziedzinie odniósł jako siedemnastolatek: podczas weekendowej nieobecności rodziców zrealizował we własnym domu kilkunastominutowe dzieło, które przyniosło mu rozgłos i uznanie krytyków.

Inline
Inline