Film animowany to bardzo obszerny dział kina. Zawiera w sobie gatunki przygodowe, kryminalne, eksperymentalne, a nawet dokumentalne. Często występuje w krótszych formach, pojawiając się na ekranie jako ciekawostka – przerywnik wzbogacający „normalny” film. Jednym z wielu przykładów takiego zastosowania animacji jest scena pokazująca historię O-Ren w filmie Kill Bill (2003). Jednak większości osób animacja kojarzy się głównie z wielobarwnymi, miłymi dla oka bajkami dla dzieci. Jeżeli mamy do czynienia z piękną księżniczką i księciem, zamkami oraz magicznymi krainami – to zapewne Disney, jeśli w grę wchodzi technologia i kolorowe, skaczące postaci – to prawdopodobnie Pixar. W takim razie, co to Ghibli?

Narkotyki są nielegalne, uzależniają i wyniszczają organizm. To wie każdy. Czemu więc ten niebezpieczny temat tak często poruszany jest zarówno na srebrnym, jak i kinowym ekranie?

Zakazany owoc smakuje najlepiej. Wiedzą o tym twórcy filmów, którzy często umieszczają narkotyki na ekranach. Co fascynuje ich w tych używkach? Różnorodność. Uzależnienie alkoholowe prawie zawsze zostanie ukazane w identyczny sposób. Bohater powoli popada w nałóg, by w końcu się w nim zatracić. Inaczej wygląda sprawa z narkotykami. Jest ich tak wiele, a działanie na organizm tak różne, że można stworzyć o tym niezliczoną ilość historii. Sposób pozyskania używki jest również ciekawy do przedstawienia. Chcąc otrzymać alkohol, po prostu udamy się do sklepu i go kupimy, co innego z kokainą czy amfetaminą. Poza tym w wielu miejscach na świecie temat narkotyków pozostaje tabu, co zwiększa jego filmowy potencjał.

Początek wieku XX dla Polski i naszego kina to okres bardzo intensywny. Pojawiają się filmy o nacechowaniu typowo politycznym, propaganda odnajduje ujście w kinematografii, a dźwięk staje się bronią nie do pokonania. Historia przedstawiana ma być odskocznią, drugim dnem i przekazem. Film staje się czymś więcej niż tylko obrazem zajmującym czas.

Problematyka reprezentacji Zagłady, czy to literackiej, czy filmowej zajmuje badaczy i artystów właściwie już od czasu zakończenia II wojny światowej. Z początku zastanawiano się nawet, czy w ogóle powinno się nadawać tak traumatycznym doświadczeniom artystyczny kształt, czy przedstawiać je po prostu jako suchą relację faktów, stroniąc od jakichkolwiek zabiegów formalnych. Do dziś nie istnieje żaden uprzywilejowany, jedyny słuszny sposób ukazywania Zagłady.

Filmy dokumentalne dotykające problematyki Holocaustu nie zakorzeniły się tak mocno w świadomości widzów, jak dzieła o charakterze fabularnym. Shoah (Claude Lanzmann), Noc i mgła (Alain Resnais), Młyny śmierci (Billy Wilder) to tytuły, które nie są obecnie tak dobrze znane jak Lista Schindlera, W ciemności, czy Chłopiec w pasiastej piżamie.

Jakub Gierszał, syn Marka Gierszała, polskiego aktora grającego w niemieckich produkcjach, smykałkę do aktorstwa ma we krwi. Obdarzony nordycką urodą i zimnym, demonicznym spojrzeniem, wytwarza wokół siebie aurę dostojności. Wdziękiem i talentem osiąga wysokiej klasy grę aktorską. Bogate już doświadczenie zawodowe zgrabnie łączy ze świeżością i siłą młodego wieku.

Historia kinematografii uzmysławia, iż reżyserujący aktor nie jest niczym, ani nowatorskim, ani niezwykłym. Wraz z rozwojem i rozpowszechnianiem kina na początku XX wieku, aktorzy zaczęli stawać po drugiej stronie kamer, próbować swoich sił i… tworzyć dzieła! Wystarczy wspomnieć tutaj Charliego Chaplina i Bustera Keatona. Znakomity warsztat aktorski i śmiała koncepcja reżyserska to składowe ich pracy. Na barkach reżysera spoczywają kwestie formy, języka, konwencji, inscenizacji, scenopisu. Słowem, wszystkie elementy, przez które chce on przekazać treść i ideę filmu. Znajomość warsztatu aktorskiego może być pomocna, np. w zakresie koncepcji gry aktorskiej czy ujęć. Próżno jednak doszukiwać się zależności, pomiędzy udziałem w niezliczonej ilości kreacji aktorskich, a spełnieniem się w roli reżysera.

Inline
Inline