Moby Dick Hermana Melville’a to światowej sławy arcydzieło literatury. Najeżona religijną symboliką opowieść o polowaniu na legendarnego białego wieloryba rozpala wyobraźnię rozmaitych twórców od ponad 150 lat. Doczekała się ponad 10 ekranizacji, co może kazać zastanowić się nad celowością następnej. Wbrew pozorom W samym sercu morza nie powiela jednak fabuły dzieła amerykańskiego pisarza. Przeciwnie – to prawdziwa, opowiadana w filmie, historia statku wielorybniczego Essex była jednym z głównych źródeł inspiracji Mellville’a. Jak wypadło przełożenie jej na język filmu?

Mogłoby się wydawać, że we współczesnym świecie każdy ma szansę na godne życie. Mogłoby się wydawać, że problemy głodu i braku dachu nad głową nie dotyczą aż w tak dużym stopniu krajów starego kontynentu. Mimo to najnowszy dokument Hanny Polak, nominowanej do Oscara za Dzieci z Leningradzkiego, pokazuje, że można żyć w skrajnej biedzie 20 kilometrów od centrum Moskwy. Cytując główną bohaterkę filmu Nadejdą lepsze czasy – bagno, jakim jest śmietnisko na którym żyją Ci ludzie, wciąga i nikomu lub prawie nikomu nie udaje się z niego wyrwać.

Mała lampka przygniatająca „I” w nazwie Pixar już od wielu lat wywołuje uśmiech na twarzach dzieci. Wiedzą one, że jest to zapowiedź przygody, którą zaraz przeżyją razem z ich nowymi animowanymi przyjaciółmi. Jest to dla Pixar Animated Studios z pewnością powód do dumy i motywacja, by tworzyć coraz lepsze filmy. Do największych sukcesów tej wytwórni można zaliczyć: Toy Story, Gdzie jest Nemo?, Dawno temu w trawie, Auta, ostatnio powstały W głowie się nie mieści, a teraz do ich grona dołączy prawdopodobnie Dobry dinozaur.

Ilu reżyserów, tyle wizji – to stwierdzenie trafne jest także w odniesieniu do ekranizacji dzieł renesansowego dramaturga. William Szekspir stanowił inspirację dla reżyserów już we wczesnym okresie kinematografii i pozostaje nią po dziś dzień, na co dowodem są liczne próby zaadaptowania jego twórczości na potrzeby filmów, w tym ta ostatnia – Makbet w reżyserii Justina Kurzela.

Jedenaście lat minęło od premiery filmu Terminal, czyli ostatniej produkcji sygnowanej nazwiskami Stevena Spielberga i Toma Hanksa. Teraz obaj panowie wracają w Moście szpiegów, na dodatek łączą siły z braćmi Cohen, współtwórcami scenariusza. Jeśli dodamy do tego zdjęcia Janusza Kamińskiego, czy w istocie otrzymamy przepis na rewelacyjny film? Niestety nie do końca.

Wczoraj w kinach mogliśmy zobaczyć premierę debiutu reżyserskiego Marcina Koszałki, znanego operatora (m.in. Rewers, Pręgi) – Czerwonego pająka. Jest to film fabularny, reklamowany jako thriller rzucający wyzwanie skostniałemu gatunkowi. Przerażający, mocny i mroczny. Jednak nietrudno dojść do wniosku, że kampania promocyjna tego filmu znacznie zawyżyła oczekiwania wobec dzieła. Historia inspirowana dwoma zabójcami z epoki PRL-u – Karolem Kotem (Wampirem z Krakowa) i Lucjanem Staniakiem (Czerwonym Pająkiem) – owszem, jest pod wieloma względami godna uwagi, ale można jej postawić kilka zarzutów.

Steve Jobs stał się symbolem rewolucji komputerowej. Nic więc dziwnego, że jego biografia gościła na srebrnym ekranie już dwukrotnie, a pomimo to powstał kolejny film – po prostu Steve Jobs. Danny Boyle nie opowiada po raz kolejny tej samej historii, skupia się na motywacjach bohatera – dzięki temu możemy zrozumieć masową fascynację produktami z nadgryzionym jabłkiem. Firma Apple nie jest przecież tylko koncernem elektronicznym, ale symbolem pewnej wizji świata.

Nie spodziewałam się po filmie Nad morzem niczego dobrego i mój instynkt mnie nie zawiódł. Sama reżyserka i autorka scenariusza twierdzi, że przy realizacji filmu odwołała się do klasyki europejskiego kina lat 60. i 70. Nurtuje mnie pytanie, co Angelina Jolie miała na myśli? W Nad morzem nie znajduję żadnych konotacji z kinem europejskim. To raczej tragiczny w skutkach artystowski bełkot w pięknej scenerii, kostiumach i charakteryzacji.

Inline
Inline