Zanim Quentin Tarantino zrealizował swoją wariację gatunkową na temat II wojny światowej, tytuł Inglorious Bastards kojarzony był przez niektórych z jednym z najbardziej cenionych włoskich reżyserów kina eksploatacji – Enzo G. Castellarim. W 1978 roku Castellari stworzył film, który zapadł w pamięci Tarantino tak bardzo, że niemal 30 lat później reżyser Pulp Fiction postanowił zaczerpnąć od niego tytuł i nakręcić swoje Ingluorious Basterds (Bękarty Wojny). Jak się zatem mają Bohaterowie z piekła (bo taki jest oficjalny polski tytuł włoskiego Inglorious Bastards) do późniejszego filmu Quentina Tarantino?

Podczas oficjalnego otwarcia Akademii Filmu Polskiego na Uniwersytecie Gdańskim odbył się specjalny pokaz filmu „Bestia” (reż. Aleksander Hertz, 1917) z muzyką na żywo. Z autorami aranżacji muzycznej – Krzysztofem Zaczyńskim oraz Piotrem Gierzyńskim – o źródłach inspiracji, trudnościach pracy z materią filmową oraz planach na

Mimo, że w ostatnim czasie powstają w Polsce nowe szkoły filmowe oraz liczne kursy przygotowujące do pracy w branży audiowizualnej, największym zainteresowaniem kandydatów cieszy się  niezmiennie Szkoła Filmowa w Łodzi, a zaraz po niej Wydział Radia i Telewizji w Katowicach. Kwestia zdecydowanej przewagi pierwszej szkoły nad drugą pozostaje jednak dyskusyjna. Aby ją rozstrzygnąć, należy przyjrzeć się pełnometrażowym debiutom twórców, którzy w ostatnich latach opuścili mury wskazanych uczelni.

Minęło ponad dwadzieścia lat odkąd Pulp Fiction weszło na ekrany kin, a jednak nadal zawartość sławnej walizki poszukiwanej przez bohaterów filmu pozostaje tajemnicą. Quentin Tarantino powiedział w jednym z wywiadów, że znajduje się w niej to czego każdy widz zapragnie. Dla niektórych może to być jednak mało satysfakcjonująca odpowiedź. Dlatego postaram się przybliżyć najpopularniejsze teorie związane z tytułową walizką będącą jednym z najsławniejszych MacGuffinów w historii kina.

Audrey Hepburn. Tej pani chyba  nie trzeba nikomu przedstawiać. Zdobywczyni Oscara za role w filmie „Rzymskie wakacje” grała u boku największych gwiazd Hollywood takich jak Cary Grant czy Humphrey Bogart. Dzisiaj, utożsamia się nią głównie z jedną kreacją aktorską. Każdy nawet jeśli nie widział „Śniadania u Tiffany’ego”, kojarzy wizerunek kobiety w czarnej sukience z papierosem w ustach. W ostatnich latach częściej przedstawiana jest jako ikona mody, niedościgniony synonim stylu, i klasy niż jako utalentowana aktorka.

Rodziny Beksińskich chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jej specyficzni członkowie stali się już postaciami legendarnymi, a ich niezwykłe losy doczekały się zarówno literackich, jak i filmowych interpretacji. Tajemniczy, jeszcze parę lat temu znani wyłącznie fanom alternatywnej, mrocznej sztuki, Zdzisław, Zofia i Tomek, fascynują coraz szerszą publiczność. Tym razem po ich historię sięgnął w swoim najnowszym dokumencie Marcin Borchardt. Czy Album wideofoniczny to tylko kolejna, powstała na fali popularności Beksińskich produkcja, czy może dzieło pokazujące nieznane dotąd strony ich osobowości?

Będę z wami szczery: bałem się tego filmu. Nie jednak z powodu, że musiałem obejrzeć horror i trząsłem się na myśl o pierwotnym strachu przed nieznanym, ale z powodu, że moim zadaniem było ocenienie filmu samego Darrena Aronofskiego – twórcy takich kultowych dzieł jak choćby Requiem dla snu czy Czarny łabędź. Jako recenzent musiałem udźwignąć ciężar odpowiedzialności, którym obarczyli mnie czytelnicy głodni opinii o najnowszym tworze amerykańskiego reżysera i scenarzysty. Ale od początku.