U ZARANIA KOSMICZNEGO HORRORU ”Najstarszą i najsilniejszą emocją ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest  strach przed nieznanym.”[1] – takimi słowami zaczyna się esej autorstwa Howarda Phillipsa Lovecrafta, zatytułowany Nadprzyrodzona groza w literaturze i słowa te można z powodzeniem uznać za element definicji

Każdy kolejny film klasy zet, opierający się na konwencji monster movie, wydaje się udowadniać widzom, że wyobraźnia twórców stojących za tymi dziełami jest nieskończona. Wymyślają oni coraz to nowsze, przerażające w założeniu potwory, łaknące krwi i zabijania. Jak można zauważyć, najczęściej wybierają oni dla tego

Twórcy Creeda 2 nie mieli przed sobą łatwego zadania. Zacznijmy od tego, że pierwsza część z 2015 roku była bardzo solidnym spin offem Rocky’ego. A jak wiadomo: z sequelami nie zawsze bywa lekko. Po drugie: Sylvester Stallone wziął sobie za cel kontynuację historii z Rocky’ego IV, który dziś uchodzi już za kwintesencję kiczu lat 80. i raczej polecałbym oglądać go jako „guilty pleasure”. Poza tym Creed 2 to już ósma część cyklu z uniwersum Rocky’ego [Rocky (1976), Rocky II (1979), Rocky III (1982), Rocky IV (1985), Rocky V (1990), Rocky Balboa (2006), Creed (2015)]. Czy więc formuła, zapoczątkowana przez Sylvestra Stallone’a w 1976 roku, dziś nadal ma szanse porywać tłumy? W końcu, ile można kręcić filmy bokserskie i cieszyć publiczność? Creed 2 pokazuje, że w pewnym momencie warto zawiesić rękawice. Pytanie tylko: kiedy?